Osobliwym prezentem na 75. urodziny ks. Waldemara Chrostowskiego okazał się wywiad, jaki przeprowadził z nim Tomasz Królak z KAI. Osobliwym, bo choć rozniósł się błyskawicznie po prawicowych i katolickich mediach, przysparzając być może popularności, a z pewnością zyskując poklask, to jednak bardziej kompromitując: i profesora biblistę, i dziennikarza.
Od Katolickiej Agencji Informacyjnej oczekujemy przecież, że będzie informować, a nie umizgiwać się do interlokutorów popełniających kardynalne błędy teologiczne. Od biblistów oczekiwać zaś możemy choć tyle, że poradzą sobie z trudnościami wynikającymi z pełnych przemocy tekstów starożytnej księgi w inny sposób, niż namawiając do jej nieczytania.
Otóż bowiem znawca i tłumacz Starego Testamentu wyraża, po części motywowaną politycznie, wątpliwość, czy ludzie powinni czytać pierwszą część Biblii – trochę z powodu wojny w Gazie i tego, że izraelscy politycy uzasadniając ją, odwoływali się właśnie do Starego Testamentu. Jakby nie wiedział, że z lekturą niebezpiecznych, przemocowych, seksistowskich czy antysemickich tekstów hermeneutyka biblijna zmaga się od dawna i ma na to swoje metody. Nie można jednak radykalnie pozbywać się pierwszej części Biblii, bo ta druga staje się bez niej niezrozumiała.
Stara herezja w nowym wydaniu
Oczywiście ks. Chrostowski nie jest pionierem. Już na przełomie I i II w. Marcjon z Synopy sugerował, że Starego Testamentu nie należy czytać, bo jest księgą niższego boga demiurga, surowego i sprawiedliwego, w przeciwieństwie do Nowego Testamentu, który wyraża miłosiernego Boga Jezusa Chrystusa.
Ostatecznie z okrojonej przez niego Biblii, pozbawionej tego, co jego zdaniem było „zbyt żydowskie”, niewiele zostało. Ot, fragmenty Ewangelii Łukasza i niektóre Listy Pawła. Podobnie było z cenzorskimi zapędami chrześcijan-nazistów, którzy chcieli Biblię zdejudaizować i też zostali z garstką tekstów: nawet śpiewnika nie było jak zrobić, bo wyleciał do kosza cały psałterz.
W zdejudaizowanym chrześcijaństwie niewiele zostaje chrześcijaństwa. Choć trzeba przyznać, że propozycja Marcjona była w starożytności szalenie popularna: to nie była marginalna sekta. Zresztą echa tej myśli napotykacie za każdym razem, gdy ktoś wam mówi o sprawiedliwym i surowym Bogu Starego Testamentu, przeciwstawiając go miłosiernemu Bogu Nowego Testamentu. Zawsze odpowiadam na to, że to dawna chrześcijańska, antyżydowska klisza.
Problem w tym, żeśmy się podpięli pod żydowską koncepcję Boga, zaangażowanego w historię i zawierającego trwałe sojusze ze swoim ludem. I pod tym względem Nowy Testament bez Starego jest nieczytelny. Spełnieniem jakich proroctw, nadziei i wypełnieniem jakiej historii miałby być bez niego żydowski Nauczyciel z Nazaretu? Wiedział to już Augustyn, który jak inni Ojcowie Kościoła Żydów nie lubił i teologicznie deprecjonował, ale ukuł dla nich rolę bibliotekarzy, opiekunów ksiąg, na które powołują się chrześcijanie.
Dialog, który komuś przeszkadza
To zaś, że wywiad z księdzem Chrostowskim roznosił się po innych mediach z krzykliwymi nagłówkami godzącymi w dialog chrześcijańsko-żydowski, wcale mnie nie dziwi, bo nie mam złudzeń ani co do poziomu edukacji na ten temat wśród polskiego duchowieństwa, ani co do poziomu antysemityzmu, a przecież antysemitom tylko w to graj. Choć od pism takich jak „Gość Niedzielny” czy portali jak Wiara.pl oczekiwałabym więcej rozsądku w sprawach kościelnych niż od „Do rzeczy”.
Wszyscy jednak ochoczo powtarzają, że dialog jest parodią, że robi go grupka osób, które być może czerpią z niego korzyści. Ton jest uszczypliwy, zresztą jak zwykle, bo choć ks. Chrostowski był jednym z inicjatorów dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w Polsce, to szybko się rozczarował i od ćwierć wieku wojuje z jego uczestnikami.
Problem w tym, że treść dialogu w Polsce jest kopią watykańskich zaleceń co do nowego nauczania o Żydach. W tym sensie, może niestety, nie jesteśmy zbyt oryginalni. Dlatego, polemizując z ks. Chrostowskim, ks. prof. Andrzej Perzyński nazwał jego stanowisko „alternatywnym magisterium”. Pozostaje zachęcić biblistę, żeby uderzał ze swoimi polemicznymi koncepcjami prosto do Watykanu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















