Spod grzyba | Felieton Stanisława Mancewicza

Zanim zakwitnie sto grzybów atomowych, musimy zadać sobie sto pytań. Są one nieco od Sasa do Lasa, ale doprawdy, dziś jest dobra okazja, by pomniemać raczej abstrakcyjnie, bo niewojennie. Czas nie sprzyja przemyśleniom oderwanym, a nastrój – dobrze skonstruowanym, ale spróbujmy.
Czyta się kilka minut
FOT. GRAŻYNA MAKARA /
FOT. GRAŻYNA MAKARA /

Zastanówmy się zatem nad krążącymi opowieściami o tym, kim chciałby być prezydent Andrzej Duda po zakończeniu kadencji. Oczywiście, o ile nie uzna, że – pal sześć konstytucja – nie ma on wcale dość, chciałby jeszcze popracować na niwie, dla Polski i dla szczęścia niektórych współobywateli. Załóżmy jednak, że by nie chciał. Że ten człowiek ma przesyt, że – wyobraźmy to sobie – oto wyprowadza się on z pałacu i staje przed wyborem nowego zajęcia. Ktoś teraz spyta: co cię to, człowieku ciekawski, obchodzi? Spokojnie tłumaczymy, że byłaby to reakcja niesłusznie gwałtowna. Pytanie o przyszłość prezydenta nie wszystkich Polaków nie wzięło się przecież znikąd, chociaż na takie wygląda. Jest ono stawiane przez myślicieli, analityków i badaczy tej zdumiewającej w każdym sensie kadencji i figury w historii polityki, ale też przez dziennikarzy wszelkich mediów, też tych totalnie wyklętych i skrajnie niezłomnych.

Powiada się zatem tu i ówdzie, że zawetowanie przez p. A. Dudę ustawy zwanej „lex TVN” było początkiem realizowania zamysłu na życie po prezydenturze. Stało się to nie z miłości do wolności słowa, do demokracji czy zasad wolnego rynku, a z niepokoju o własną przyszłość właśnie. Bo konsekwencją puszczenia tej ustawy w ruch mogłyby być prześladowania p. A. Dudy na amerykańskim rynku pracy i usług. Gdyśmy tylko o tym przeczytali tu i ówdzie, po raz pierwszy, drugi i dziesiąty, zmarszczyliśmy nasze myślące czółko. Zmarszczyliśmy, bo doprawdy może warto byłoby się zastanowić, cóż to p. Duda mógłby w Ameryce robić i jakimi usługami – do diaska – tam zarabiać, jakich i komu rozrywek intelektualnych mógłby on dostarczyć – zważmy – nie za friko. Ktoś powie, że mógłby on cokolwiek, ale – przede wszystkim – wzorem licznych byłych prezydentów świata tego mógłby dawać odczyty.

Okej – powiadamy, ale czy ktoś, ktokolwiek, mógłby nam powiedzieć: o czym? Idzie nam o tematykę. Historia? Prawo konstytucyjne? Medycyna? Prawo karne? Referaty o sądownictwie? O wolności słowa? O hamowaniu pługiem? O jeżdżeniu wyciągiem orczykowym? Do jak licznej publiczności – pytamy – byłyby te mowy wygłaszane, i w jakim języku? Po ile bilety? – pytamy. No i gdzie? W dużych salach czy w małych? W miastach wschodniego wybrzeża czy raczej zachodniego? W pasie – za przeproszeniem – rdzy? Na Alasce? W Nowym Orleanie? W Arizonie? W polskiej Częstochowie czy – do stu tysięcy beczek zjełczałych ananasów – na Hawajach? Do Polaków czy do nie-Polaków? Są to – popatrzmy – pytania bardzo zasadne, bo takie stawiamy sobie często, gdy myślimy o zmianie pracy bądź zawodu. Gdy myślimy o zmianie życia. Kto nas zechce? Kto nas nie chce? – tak pytamy i im precyzyjniej sobie odpowiemy, tym mniej doświadczamy goryczy, tym mniej jesteśmy nieszczęśliwi i bardziej szczęśliwi. Taka jest prawda.

No więc rzec trzeba, że w przypadku przyszłości p. Dudy na żadne pytanie postawione wyżej nie umiemy odpowiedzieć, poza nic nieznaczącym kiwnięciem głową na zgodę – że ów będzie wygłaszać w Ameryce odczyty. Ktoś znów warknie, że to nie nasza sprawa. Ano, odpowiemy, że owszem, bo ewentualne amerykańskie tournée p. A. Dudy z cyklem wykładów może zasadniczo pogłębić bądź gruntownie przebudować starodawny a legendarny zestaw stereotypów na temat Polski i Polaków. Każdy z nas – jak tu ponuro siedzimy – przyzna, że podróż A. Dudy z wykładami może mieć konsekwencje nie tylko dla jego portfela i samopoczucia, nie tylko dla widzenia przez byle cudzoziemca ojczyzny naszej, ale przede wszystkim dla każdego ogromnie szarego Polaka. Bardzo szarego, ale przecież czującego i wciąż, co rusz, cierpiącego.©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2022