Smutne święto Pesach. Co się dzieje w Izraelu

Sytuacja stała się bardzo delikatna: działania premiera Netanjahu doprowadziły do kryzysu w relacjach z USA, naszym głównym sojusznikiem.
z Tel Awiwu

01.04.2023

Czyta się kilka minut

Beniamin Netanjahu, marzec 2023 r. / ANNEGRET HILSE / REUTERS / FORUM
Beniamin Netanjahu, marzec 2023 r. / ANNEGRET HILSE / REUTERS / FORUM

75 lat temu, w chwili narodzenia państwa Izrael, zaprzepaszczono szczególną okazję do wzmocnienia młodej demokracji. Pod wpływem pierwszego premiera Ben Guriona zrezygnowano w ogóle z konstytucji, wokół wartości której mogliby zjednoczyć się ci, którzy ten młody kraj tworzyli: ludzie pochodzący z różnych środowisk społecznych, kulturowych, z różnych krajów.

Gdy piszę te słowa, reprezentanci koalicji rządzącej i opozycji siedzą w rezydencji prezydenta w Jerozolimie i próbują ten błąd naprawić, tworząc porozumienie, które ma stworzyć podwaliny pod przyszłą konstytucję, a na ten moment być jej erzacem. Robią to, zmuszeni przez największy kryzys w historii Izraela, który wybuchł w ostatnich miesiącach po tym, jak prawicowy nacjonalistyczny rząd Netanjahu spróbował przeprowadzić zamach stanu. Nie przesadzam: częścią składową jego działań jest próba wprowadzenia serii antydemokratycznych ustaw, które mogą zagrozić niezawisłości Sądu Najwyższego i zalegalizować antydemokratyczne i korupcyjne zachowania polityków, na czele z samym Netanjahu, wobec którego toczy się proces korupcyjny.

14 MAJA 1948 ROKU w deklaracji niepodległości zapisano, że powołane zgromadzenie w ciągu kilku miesięcy stworzy konstytucję. Ben Gurion, z początku orędownik tego planu, szybko pojął, że tworzenie konstytucji to długi proces, który nie licuje z potrzebą chwili: szybkim uregulowaniem najważniejszych wyzwań stojących przed młodym krajem, jak tworzenie armii. „Nie mamy na to teraz czasu” – mówił. „To niełatwe: walczyć na wojnie, budować kraj i przywozić nowych imigrantów. Teraz musimy pracować szybko” – twierdził, deklarując, że Izraelczycy zajmą się konstytucją później.

O IRONIO, partia Herut, która była wówczas przeciwna Ben Gurionowi i parła do utworzenia konstytucji, to „matka” rządzącego dziś Likudu, który sprzeciwia się utworzeniu konstytucji i zachowuje się niedemokratycznie. Menachem Begin, przewodzący wtedy Herutowi, był zupełnie inny niż Netanjahu: prawicowiec dbający o zachowanie zasad demokracji, liberalizmu i progresywnych wartości, m.in. gwarancji praw mniejszości. Netanjahu idzie w przeciwnym kierunku.

W 1950 r. w Knesecie zawarto kompromis: miał on powoli pracować nad treścią ustawy zasadniczej, której części miały stać się później elementami konstytucji. Ale Kneset nie ustalił daty ukończenia tych prac. W efekcie mamy dziś 13 aktów prawnych, które się od siebie różnią i nie reprezentują tych samych wartości, bo były tworzone na przestrzeni lat przez różne składy Knesetu. Np. ostatni taki akt, uchwalony w 2018 r., który mówi, iż Izrael jest krajem narodu żydowskiego. Zewsząd spłynęła nań wówczas krytyka.

PRAWICOWI AKTYWIŚCI ­fizycznie konfrontują się dziś z lewicowymi aktywistami i dziennikarzami podczas ulicznych protestów po tym, jak premier i jego partia karmią ich fake newsami w prorządowym Kanale 14 izraelskiej telewizji.

Czy konstytucja mogłaby uchronić nasz kraj przed tym okropnym upadkiem, którego dziś doświadcza? Trudno powiedzieć. Z jednej strony – tak, bo gdy nie ma konstytucji, to głównym bastionem demokracji jest tylko Sąd Najwyższy, a ten zgodnie z „reformą” Netanjahu ma teraz podlegać wpływom polityki. Z drugiej strony polski przykład pokazuje, że konstytucja może nie być gwarantem demokracji, jeśli rząd zdecyduje o przejęciu kontroli nad Sądem Konstytucyjnym i kształtowaniu go według swojej wizji.

Co teraz? Izraelczycy przygotowują się do święta Pesach, najważniejszego w żydowskim kalendarzu. Po hebrajsku jest zwane też „świętem wolności”, bo oddaje moment wyjścia Izraelitów z Egiptu dzięki pomocy Boga. Teraz znów czujemy, że nasza wolność jest zagrożona. W powietrzu czuć napięcie. Panuje strach, że negocjacje w rezydencji prezydenta nic nie dadzą, że Netanjahu będzie je przeciągał, by kupić czas i lepiej przygotować się do kolejnego ataku na demokrację po świętach.

SYTUACJA RZĄDU I KRAJU jest w tych dniach bardzo delikatna. Działania premiera doprowadziły do wielkiego kryzysu w relacjach z USA, głównym sojusznikiem Izraela. Prezydent Biden stracił do niego zaufanie, premier nie jest mile widziany w Waszyngtonie. Być może docierają tam obrazki z izraelskich ulic, na których na transparentach zwolenników premiera widać hasło „F*** Biden”.

Głównym celem Netanjahu, jak sam mówił, było powstrzymanie Iranu przed zbudowaniem potencjału nuklearnego. Dziś Iran jest bliżej utworzenia bomby niż kiedykolwiek. Kto ocali Izraelczyków, gdy ten czas nadejdzie, a my będziemy pozbawieni przyjaciół? Przecież nawet izraelscy piloci wojskowi deklarują, że nie będą służyć dyktaturze.

Prawda jest taka, że nie tylko składający się z prawicowców, ultraortodoksów i osadników rząd Netanjahu zależy dziś od interwencji z nieba, lecz my wszyscy. W tej trudnej sytuacji – niech Bóg będzie z nami.©

Autor jest reporterem historycznym dziennika „Haaretz”. Właśnie ukazała się jego książka „Naszych siedem legend” o bohaterach narodowych Izraela.

Przełożyła Karolina Przewrocka-Aderet

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Smutne święto Pesach