Reklama

Słudzy diabła i fałszywi prorocy

Słudzy diabła i fałszywi prorocy

12.02.2018
Czyta się kilka minut
Są dobrzy ludzie, którym nie mieści się w głowie, że bycie krytycznym wobec rządu nie pozbawia katolika łaski uświęcającej, a „Jarosław” to nie synonim „Jezusa”.
FOT. GRAŻYNA MAKARA
Szymon Hołownia Grażyna Makara
W

Wśród krewnych miałem kiedyś człowieka przekonanego, że spisek przeciw jego życiu zawiązał kanadyjski (Bóg jeden raczy wiedzieć, dlaczego właśnie kanadyjski) wywiad. Z misternej plątaniny, którą stopniowo zniewalała go opiekująca się nim rodzina, miał go wybawić wyczekiwany każdego dnia śmigłowcowy (koniecznie) desant agentów ABW. W jego oczach najbardziej perfidnymi uczestnikami zmowy byli ludzie tacy jak ja – próbujący łagodnie dowodzić, że żadnego spisku nie ma. Bo skoro wiadomo, że spisek jest, każdy kto twierdzi inaczej, potwierdza, że zagrożenie jest realne. Nic nie jest przecież tak realne jak zagrożenie, o którym twierdzi się, że go nie ma.

Tanie opętanie

Klasyczny mechanizm paranoi, w której coś, co zaprzecza teorii, z automatu ją potwierdza, stanął mi przed oczami (w uszach), gdy wysłuchałem homilii wygłoszonej podczas transmitowanej przez Polskie Radio mszy, odprawionej 4 lutego w warszawskiej bazylice Świętego Krzyża. Głosił ją ks. prof. Waldemar Rakocy ze zgromadzenia księży misjonarzy. Mniej więcej w połowie homilii, poświęconej niebłahemu problemowi osobistego redagowania przez Lucyfera polskich mediów „liberalnych” (ze szczególnym uwzględnieniem wymienionego z nazwy – jako jedynego – „Tygodnika Powszechnego”) i doprowadzaniu za ich pośrednictwem ludzi do demonicznego zniewolenia przez manipulację, pada diagnostyczne zdanie: „Jeśli ktoś mi powie, że to teorie spiskowe – to już został zmanipulowany”.

System jest więc szczelny. Dyskusji z księdzem profesorem podjąć nie sposób, nie utwierdziwszy go jeszcze bardziej w przekonaniu, że świat z jego rojeń istnieje naprawdę. Szkoda, bo tematów do miłej pogawędki by nie zabrakło. Kto ma ochotę na kąpiel w homiletycznej perwersji, niech odsłucha rzecz na stronach Polskiego Radia. Dowie się m.in, że:

1. Każdy, kto popiera KOD i ruch Obywatele RP, uległ manipulacji szatana, wspiera jawnych wrogów Jezusa Chrystusa.

2. Sprzeczne z prawem Bożym (czyli, doprecyzowujmy: grzechem) jest też podważanie żądania domagania się od Niemiec reparacji wojennych.

3. Chrześcijanie w Polsce są prześladowani, poniżani; wyszydzany i rugowany jest krzyż („Liberalne elity Unii Europejskiej, również w Polsce, burzą fundamenty chrześcijańskiej tożsamości Europy”). Jesteśmy wobec ich knowań bezbronni niczym gimnazjum żeńskie, gwałceni w poznawczym śnie podstępną manipulacją. Z opisu księdza profesora (rozwijanego również w innych jego dostępnych w sieci homiliach) słuchacz może wywieść przekonanie, że w zasadzie to cud, że w Polsce ocaleli jeszcze jacyś katolicy, że ktoś jeszcze samotnie błąka się po tej arenie, nad którą góruje opuszczony w dół kciuk Nerona-Tuska i Dioklecjana-Junckera (już osesek wie, że u nas Biblię trzeba czytać w ukryciu, Radio Maryja nadaje w podziemiu, „Gość Niedzielny” wychodzi w samizdacie, policja nie eskortuje procesji na galowo, tylko je rozpędza, a Sejm z Senatem wcale nie kursują do sanktuariów częściej niż piesze pielgrzymki).

4. Specjalnie perfidna szatańska walka z chrześcijaństwem odbywa się via media („Pracownicy mediów są szkoleni w manipulowaniu odbiorcami oraz instruowani, w jakim kierunku ma iść owa manipulacja”). Ksiądz profesor autorytatywnie stwierdza, że bezpieczne duchowo są media „prawicowe”, którym, owszem, „można zarzucić to i owo” (ciekawość, jakie to drobiażdżki ksiądz profesor był łaskaw mieć tu na myśli: otumanianie ludzi powielaniem jawnych kłamstw politycznych sponsorów? Okładki, na których politycznych przeciwników przebiera się za esesmanów?). One jednak nie posuwają się do diabolicznych metod mediów „liberalnych”. Które – o zgrozo – podają czasem ludziom na lep prawdziwe i ciekawe materiały, np. o gospodarce, po to, by zwabić w pułapkę, serwując za chwilę całkowicie wypaczony obraz chrześcijańskiej wiary. Celuje w tym „Tygodnik Powszechny”, w którym „zagościł niezdrowy i niebezpieczny duch”, a więc lektura którego w bezpośredni sposób skutkować może zniewoleniem oraz opętaniem.


Czytaj także: O. Ludwik Wiśniewski: Oskarżam


„Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” – zwieńczył orację cytatem ze św. Pawła kaznodzieja. „Ostrzeganie przed zagrożeniem ze strony ideologii liberalnej jest głoszeniem Ewangelii! Amen”. Po aktorsko wyakcentowanej kropce w świątyni wybrzmiały gromkie, spontaniczne oklaski.

Test na sobie

Mój Boże – pomyślałem. Przecież ja nie tylko pasjami czytam „Tygodnik”, ale też do niego piszę! Ba, widnieję w stopce redakcyjnej, w tym podpisanym drukarską farbą cyrografie, który – zdaniem lubelskiego luminarza – czyni ze mnie co najmniej półdiablę.

Natychmiast wykonałem najprostszy autotest na opętanie, tj. powtórzyłem głośno słowa: „Panem jest Jezus” (których – jak poucza Ewangelia – nie da się wypowiedzieć bez pomocy Ducha Świętego, a Ducha Świętego i szatana w człowieku – nie trzeba być uczonym w Piśmie profesorem, by to wiedzieć – naraz być, dalibóg, nie może). W następnej kolejności zapytałem siebie, czy jestem w stanie łaski uświęcającej (owszem), kiedy ostatni raz komunikowałem (wczoraj) i czy towarzyszyły temu jakieś spektakularne objawy: toczenie piany, wykrzykiwanie przekleństw, manifestacje demona wegetarianizmu (którego pewien bohaterski polski sercanin wypędzał ostatnio plastrami salcesonu). Po wstępnej ocenie stanu chorego rzuciłem się do telefonu, by przekonać się, że przecież nie mam komórki do metropolity łódzkiego, który jako stały autor „Tygodnika” również jest płatnym współpracownikiem szatana. Zniewolony (a może już opętany) musi być też – bo jak to rozumieć inaczej – udzielający ostatnio tu wywiadu ksiądz prymas! Jak bardzo chciałbym wierzyć, że to nie korporacyjne, kościelne kunktatorstwo powstrzymało księdza profesora Rakocego przed powiedzeniem tego, co gdy się powiedziało „A”, należało przecież stwierdzić wprost: „W polskim Episkopacie zasiadają bezwolni słudzy diabła”.

Czy Jezus chce reparacji od Niemców

Dobra, dość heheszkowania. Po pierwsze to strasznie smutne intelektualnie widowisko, gdy ktoś (nie wiem, może nieświadomie) zmanipulowany jadem prorządowych publikatorów zarzuca odbiorcom innych mediów, że zostali zmanipulowani lub manipulują. Sam, pogubiony przez propagandę w świecie mediów, o którym – jak dowodnie wykazał – nie ma zielonego pojęcia, aspiruje do eksperctwa w prowadzeniu przezeń innych. Ileż ja już razy w słanych do mnie wiadomościach prorządowych trolli widziałem tę konstrukcję: „Partia i rząd starają się z całego serca! Jasne, zdarzają się błędy i wypaczenia, ale generalnie żyje się coraz uczciwiej i lepiej!”.

To religijny Gomułka w czystej postaci: skoro (nam) żyje się lepiej, to znaczy, że nasi przeciwnicy służą złu. Nie ma już opozycji, są słudzy szatana. To jest właśnie czysta manipulacja tłoczona dziś w lud. Perfidia tego mechanizmu blendowania płaszczyzny polityki z piętrem wiary: z normalnej (nawet ostrej) dyskusji robi się podważanie dogmatów i szatańskie knowanie. Z krytyki – bluźnierstwo. Z odmiennej społecznej wrażliwości – grzech.

Znam wielu duchownych, którzy zainfekowali się tą chorobą z jedynej (rządowej) prasy świeckiej dostępnej w wielu seminariach, salkach rekreacyjnych w klasztorach, na plebaniach. To dobrzy ludzie, ale autentycznie przekonani, że waląc z ambon w opozycjonistów robią coś, co bardzo podoba się Bogu. Nie może im się zmieścić w głowie, że bycie krytycznym wobec rządu nie pozbawia katolika (również dziennikarza-katolika) łaski uświęcającej, a „Jarosław” to nie synonim „Jezusa”, choć obaj są – tak się składa – na „J”.

Ksiądz profesor też pewnie w ten właśnie sposób uformował sobie obraz świata (sam mówi zresztą o tym wprost: „Z jakich mediów korzystamy, takie będziemy mieli poglądy”). A tego że w tym akurat przypadku – rzecz jednak dość kompromitująca dla tej klasy naukowca – pracował na brykach, nie na źródłach, dowodzi zestaw argumentów, które jego zdaniem potwierdzać miały diabelskie mechanizmy wpisane w DNA „Tygodnika”.

Tych argumentów nie ma. Co jest? Kilka fiszek, starych jak świat, na okrągło mielonych przez antytygodnikowych obsesjonatów. Raz: pełna czczych kalumnii wypowiedź ks. Oko. Dwa: krytyczne zdanie wyrażone (po kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju”) przez kard. Dziwisza. Trzy: polemiczny głos Józefy Hennelowej w jakiejś sprawie, której nie znam. Cztery: zdjęcie ks. Adama Bonieckiego z Nergalem.


Czytaj także: Michał Okoński: Historia pewnego kłamstwa


Cytaty z podstępnie bluźnierczych tekstów? Ich konfrontacja z Magisterium (by owo bluźnierstwo wykazać)? A skąd. Gdy wytacza się na ambonę kaznodziejską broń jądrową i oskarża o podstępne wpędzanie ludzi w kult złego, winno się mieć chyba twarde dowody (na tej samej zasadzie od 20 lat moi przeciwnicy próbują wykazać, że napisałem coś przeciwnego Kościołowi, a ponieważ im to nie wychodzi, argument mają jeden: „bo on zapowiada klaunów w TVN”). Na miejscu profesora biblistyki uważałbym też przy okazji na miotanie cytatami z Pisma, bo jest to – o czym również uczy Pismo – miecz obosieczny.

Ksiądz profesor twierdzi, że „Tygodnik Powszechny” to bezbożnicy (satanizm jest jego kwintesencją). Otóż w Ewangelii Mateusza, rozdział 5, wiersz 22, Jezus tak kreśli przyszłość księdza profesora: „Kto by powiedział swojemu bratu: »Bezbożniku«, podlega karze piekła ognistego”. Ksiądz profesor lamentuje, że „biada mu, gdyby nie głosił Ewangelii”? Święty Paweł w innym miejscu komentuje: „Nadziwić się nie mogę, że od tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii”.

Bo Ewangelia, z której wynika, że Jezus był przeciwnikiem KOD-u i zwolennikiem reparacji od Niemców (którzy tysiąckrotnie za wojnę przepraszali, i tu ma zastosowanie kilka wyraźnych nakazów Pana, dotyczących przebaczania nawet i 77), jest inna od tej, którą zna mój Kościół. Uwaga: w tej mojej jest też 25. rozdział Mateusza, szargany przez prawicowe media, robiące z uchodźców podludzi, których nie musi obejmować nasze miłosierdzie.

Herbatka dla ortodoksów

Jezus wyraźnie przestrzega też w Ewangelii swoich uczniów, by strzegli się fałszywych proroków. Zamierzam zastosować się do mądrego zalecenia i wystrzegać się odtąd twórczości księdza Rakocego. W braterskiej trosce o niego samego – wiadomo przecież, jaki los zapowiada Dobra Nowina tym, którzy gorszą maluczkich. Co tam ja, mnie w polskiej homiletyce nic już nie zaskoczy i nie zdziwi. Jest jednak coś dużo bardziej pastoralnie wstrętnego nie tyle w tym, że kaznodzieja płótł te androny w imieniu Chrystusa, przy ołtarzu, a nie na publicystycznej dyskusji, ale i w tym, że karmił lękiem, a nie nadzieją, właśnie słuchaczy mszy radiowej: w większości ludzi już przeoranych cierpieniem, przykutych do łóżek, samotnych, niemających z kim albo jak wyjść na Eucharystię z domu.

Księże Profesorze, podsumujmy. Pisze to ochrzczony, bierzmowany katolik, od 26 lat mający kierownika duchowego, starający się codziennie uczestniczyć w Eucharystii i regularnie komunikujący, codziennie odmawiający (co najmniej) dwie części Różańca i Koronkę do Bożego Miłosierdzia (o Modlitwie Jezusowej nie wspomnę), regularnie czytający Pismo Święte, spełniający też trzy kryteria, na które ksiądz nieustannie się w homilii powoływał (również na tych łamach dawałem wyraz sądowi, że aborcja zawsze jest zabójstwem, małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety, a spektakl „Klątwa” to rynsztok): nie wiem, co Księdza w tamtą niedzielę opętało. Moje zdanie nie będzie miało dla Księdza żadnego znaczenia, proszę jednak żyć od dziś ze świadomością, że zgorszył mnie, prostego polskiego katolika, Ksiądz w dużo większym stopniu niż choćby wzmiankowana „Klątwa”. Tam profanowano symbole. Ksiądz rzucanymi w imieniu Jezusa absurdalnymi oskarżeniami, snuciem w Jego imieniu wyssanych z palca spiskowych teorii, zatruwaniem Ewangelii jadem bieżącej polityki (co jest jawnym złamaniem pkt. 78. instrukcji „Redemptionis Sacramentum”), w mojej ocenie ową homilią po prostu sprofanował Eucharystię.

Nie wiem jak Pan Jezus, ale ja nie będę jednak żądał od Księdza reparacji. Widzę w nim też bowiem pokrewną duszę. Obaj jesteśmy słabi. Po wnikliwej lekturze strony Księdza Profesora wiem też, że łączy nas jeszcze jedno: otóż chyba nie jestem sam w moich zmaganiach z przerośniętym ego (to jednak częsta rzecz u facetów w tym wieku). Widzę, że identycznie jak ja Ksiądz Profesor nie dorósł do zrozumienia tajemnicy krzyża (do odkrycia, że tak jak nie służy on do artystycznych prowokacji, nie służy on też do walenia nim innych po głowie, ale do umierania na nim za nich).

Dlatego proponuję, byśmy rzecz oddali Stwórcy nas obu, dla którego tak zapiekle walczymy. Zjednoczmy się najpierw w modlitwie, otoczmy wspólnie troską cywilne ofiary naszych zbożnych dzieł. Ja zmówię dziesiątkę różańca w intencji wszystkich tych, którzy stracili wiarę czytając moje „Tygodnikowe” felietony, Ksiądz niech uczyni to samo za tych, którzy po jego homilii ani razu już nie przekroczą progu katolickiej świątyni. A gdy Ksiądz znów będzie w Warszawie – zapraszam na herbatę. Herbata (na Księdza prośbę – może być z uprzednio egzorcyzmowanej wody) to najlepsze ze znanych mi narzędzie do przekonania się, jak pojemnym pojęciem jest katolicka ortodoksja. ©


Od redakcji: 15 lutego 2018 r. otrzymaliśmy informację od p. Katarzyny Bojko, rzeczniczki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, prostującą zdanie z poprzedniej wersji tekstu: "ks. Waldemar Rakocy ze zgromadzenia księży misjonarzy, profesor biblistyki z KUL". Jak zostaliśmy poinformowani, ks. prof. Waldemar Rakocy nie jest obecnie pracownikiem KUL, chociaż tak podaje na swojej stronie internetowej. Nanieśliśmy stosowną poprawkę w powyższym tekście.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]