Skorupki mają głos. Jak się porozumiewają żółwie?

Na nagrania wolę jechać sama, bo jestem niezłą gadułą. W czasie jednej sesji na rzece spędzam trzy godziny. Staję łodzią gdzieś na środku Amazonki, wyszukuję żółwie, wkładam hydrofony do wody i czekam.

14.05.2024

Czyta się kilka minut

Para żółwi długoszyich. Indonezja. // Arterra Picture Library / Alamy Stock Photo
Para żółwi długoszyich. Indonezja. // Arterra Picture Library / Alamy Stock Photo

Maria Hawranek: To Pani odkryła, że żółwie porozumiewają się za pomocą dźwięku?

Camila Ferrara: Pierwsze badania na ten temat w 2009 r. opublikowała Jacqueline C. Giles, która obserwowała żółwie długoszyjne z rodzaju Chelodina, zamieszkujące słodkie wody w Australii. Do tamtej pory byliśmy przekonani, że żółwie są nieme. Zresztą niedługo potem, kiedy i ja zaczynałam swoje badania, wszyscy pukali się po głowie. „Oszalałaś, co robisz ze swoim doktoratem? A co jeśli nie usłyszysz żadnych dźwięków?” – pytali. „Nie martwcie się, mam plan B” – odpowiadałam. Nie miałam, oczywiście, żadnego planu B. Ale miałam szczęście.

Jacqueline miała prowadzić badania w Amazonii, ale do tego nie doszło – nasi tutorzy się porozumieli i mój zaproponował mi zbadanie wokalizacji żółwi Arrau, wielkich, żyjących w rzekach Orinoko, Amazonce oraz ich rozlewiskach. Doszliśmy do wniosku, że jeśli jakieś żółwie mają się porozumiewać za pomocą dźwięku, to będą to właśnie one, bo należą do najbardziej społecznych gatunków tych gadów. Nigdy wcześniej nie zajmowałam się badaniami akustycznymi. Koleżanka, która pracowała ze ssakami morskimi, pożyczyła mi hydrofon. Włożyłam go do wody – i nic.

Jak długo było to nic?

Spędziłam jakieś 3-4 miesiące próbując coś usłyszeć – bez skutku. Myślę, że stało się tak dlatego, że zaczęłam od podsłuchiwania zwierząt żyjących w niewoli, które zachowują się jednak inaczej. Aż pewnego dnia – pyk – słyszę dźwięk! A więc to pewne – żółwie Arrau używają dźwięków! Zaczęłam ich nasłuchiwać. Żółwie nie są zbyt rozgadanymi zwierzętami, mogą milczeć całymi godzinami, ale w końcu udało mi się wyłapać wystarczająco dużo dźwięków, by wyruszyć na badania terenowe.

Dokąd?

Do Rezerwatu Biologicznego Rio Trombetas – obszaru lasu deszczowego przy rzece Trombetas, który jest ściśle chroniony. To tam przeprowadziłam większość badań. Zaczęłam od słuchania dorosłych osobników. Po powrocie do Manaus, gdzie mieszkam i pracuję – to największe miasto w Amazonii – zaczęłam analizować zebrane dane. I przyszło mi wtedy do głowy pytanie: a co z żółwiątkami? Może i one używają dźwięku do komunikacji? Sprawdźmy! W kolejnym sezonie lęgowym nasłuchiwałam młodych i okazało się, że tak!

Kolejnego roku zadaliśmy sobie jeszcze inne pytanie – kiedy właściwie żółwiątka zaczynają rozmawiać? Postanowiłam, że będę je nagrywać od etapu jajka w gnieździe. Z początku czułam się trochę głupio, że tak siedzę na plaży i trzymam mikrofon przy jajach żółwi, ale po kilku minutach zaczęłam słyszeć: hip, hip, hip hip! Okazało się, że żółwie Arrau próbują się porozumiewać już w fazie embrionalnej!

I to było Pani wielkie odkrycie.

Czy to nie wspaniałe? Maluchy mówią do siebie pewnie coś w stylu: „hej bracie, hej siostro, wstawaj, czas się obudzić!”.

Później doszliśmy do wniosku, że żółwie używają dźwięków przez całe życie – od kilku dni przed wykluciem aż do śmierci. I taki był początek moich badań. W czasie doktoratu zaczęłam zadawać sobie pytanie: a co z innymi gatunkami żółwi? Zaczęłam przykładać hydrofon do każdego żółwia, jakiego spotkałam. Jakiś czas temu razem z innymi badaczami opublikowaliśmy artykuł naukowy, w którym twierdzimy, że prawdopodobnie wszystkie gatunki żółwi są zdolne do używania dźwięku w komunikacji.

Jakie to dźwięki?

Z początku oczekiwaliśmy prostych, pulsujących dźwięków, podobnych do tych, jakie wydają ryby. Ale okazało się, że obok nich występują też bardziej złożone. Wszystkie żółwie dźwięki są krótkie, trwają poniżej sekundy. Żółwie nadają je na niskiej, jednak wciąż słyszalnej dla nas częstotliwości. Złożone dźwięki to takie, kiedy dwie nuty pojawiają się jednocześnie. Prawdopodobnie zawierają dużo informacji.

Te dźwięki jednak trudno usłyszeć nie tylko ze względu na krótki czas trwania i niską częstotliwość. Zwierzęta takie jak żaby czy małpy dużo wokalizują. A żółwie tu rzucą jakiś dźwięk, tam rzucą, po godzinie, po trzydziestu minutach, albo przez kilka godzin nic. Ale warto czekać.

W jaki sposób żyją żółwie Arrau?

Co roku w Amazonii w lecie opada poziom rzeki i na jej brzegach pojawiają się plaże. Wtedy zaczynają migrować, szukając plaż na złożenie jaj. Samce i samice nawołują się, by płynąć w tym samym kierunku. Przez kilka dni grupują się naprzeciwko plaży. Porozumiewają się tylko dorośli, a dźwięki, które wydają w tym czasie, są odrobinę niższe, prawdopodobnie dlatego, że niższe dźwięki mają dalszy zasięg niż wysokie. Do nocy składania jaj wszystkie żółwie pozostają w okolicy. I wtedy następuje najbardziej złożony rodzaj komunikacji – dźwięki stają się wyższe niż w czasie migracji czy późniejszego oczekiwania na wyklucie młodych. Są też złożone z dwóch nut. Częstotliwość dźwięku zmienia się prawdopodobnie dlatego, że wyższy dźwięk zanika szybciej, drapieżnikom trudniej więc namierzyć zgrupowane żółwie. Poza tym przy wyższym dźwięku łatwiej zidentyfikować kierunek, z którego on pochodzi.

Samice składają jaja w gniazdach na plaży. Co robią później?

Większość z nich pozostaje naprzeciwko niej. Wówczas nie pojawia się zbyt wiele dźwięków. Do czasu. W sumie sklasyfikowałam jedenaście typów dźwięków. Niektóre są specyficzne dla dorosłych, niektóre dla młodych osobników, dla sytuacji na lądzie lub w wodzie. Generalnie, wszyscy komunikują się ze sobą.

Jesteśmy na plaży. Młode piszczą do siebie w gnieździe, by skoordynować czas wyklucia. Potem przez dwa, trzy dni pozostają w gnieździe. To czas na wykopanie drogi na plażę, która dla nich jest bardzo daleka. Gniazda są na głębokości 1 metra, a żółwiątko jest maleńkie. W grupie łatwiej im dokopać się na powierzchnię, łatwiej im też później uniknąć ataku drapieżników w czasie pokonywania drogi do rzeki.

Ten sam dźwięk, który usłyszałam u młodych, pojawia się też u matek czekających w rzece. Prawdopodobnie używają go, by przywoływać młode do wody.

Każda swoje?

Mam wrażenie – ale to moja osobista opinia – że wszystkie samice nawołują wszystkie żółwiątka. Nie mogę tego udowodnić. Ale sądzę tak dlatego, że każda samica może mieć jaja z nawet czteroma, pięcioma samcami w jednym gnieździe.

Czyli grupa mam opiekuje się grupą potomstwa?

Tak sądzę. Czasem są tam też samce. Nie wiem, czy czekają na młode, ale chyba nie. Myślę raczej, że czekają na kolejną okazję do kopulacji – samice mogą przechowywać spermę partnerów przez długi czas, aż do kolejnego sezonu rozrodczego. Po okresie gniazdowania zaczyna się pora deszczowa, wtedy woda jest wszędzie, zwierzęta są rozproszone i trudniej znaleźć samicę. Z perspektywy samców lepiej zatem trzymać się samic i z nimi migrować.

Kiedy ponad dekadę temu opublikowała Pani raport z badań pokazujących, że wokalizacja żółwi amazońskich jest pierwszym dowodem na opiekę rodzicielską u tych gadów, wywołała Pani niemałe kontrowersje.

A zarazem tylko potwierdziłam to, co członkowie plemienia Tapajós wiedzieli od dawna. Od początku mówili nam, że samice żółwi czekają na młode, by wspólnie migrować. A my myśleliśmy, że to zwykły zbieg okoliczności – po prostu kiedy rośnie poziom wód, żółwie zaczynają płynąć. Teraz wiemy, że Tapajós mieli rację. Okazało się, że niewiele wiemy o życiu społecznym żółwi.

Nie mogę wypowiadać się o innych gatunkach, ale w przypadku żółwi Arrau jest pewne, że opiekują się młodymi. W czasie eksperymentów zaobserwowaliśmy, że żółwiątka odpowiadają na wołanie samic. Co roku widzimy, że po dwóch, trzech dniach od wyklucia wszystkie samice znikają sprzed plaży. Zatem ewidentnie dryfują przy brzegu z ich powodu. A potem wspólnie migrują – pod koniec badań założyliśmy niektórym młodym i matkom nadajniki GPS. Żółwiątka płyną razem, przyczepione do przednich łap mamy, przez co ona wygląda jak kura z rozłożonymi skrzydłami. Myślę, że najważniejszą funkcją tego działania jest wskazanie terenu, do którego warto popłynąć – bezpiecznego obszaru, bogatego w pożywienie. Proszę sobie wyobrazić, że taki maleńki żółwik stoi na brzegu rzeki i zastanawia się, gdzie ma płynąć – w lewo czy w prawo. Stoi tak i stoi – i szybko staje się przekąską dla drapieżników.

Rok temu razem z kilkunastoma innymi badaczkami i badaczami opublikowała Pani artykuł, w którym przekonujecie, że komunikacja akustyczna wyewoluowała bardzo dawno temu, u wspólnego przodka nas i żółwi.

Stwierdziliśmy, że nie znamy pochodzenia komunikacji opartej na dźwięku – i postanowiliśmy go dociec. Zebraliśmy nagrania wokalizacji 53 gatunków – żółwi, łupkozębów, płazów beznogich, ryb dwudysznych... Potem przeprowadziliśmy ewolucyjną analizę, w której uwzględniliśmy dane pochodzące z badań łącznie 1800 gatunków zwierząt – szukaliśmy podobieństw, które mogłyby wskazywać, że dane gatunki odziedziczyły swój sposób komunikacji po wspólnym przodku. Ta analiza sugerowała, że początek komunikacji dźwiękowej był wspólny przynajmniej dla wszystkich zwierząt należących do grupy określanej jako Tetrapodomorpha – obejmującej płazy, gady, ptaki i ssaki, a nawet częściowo ryby. Wygląda na to, że wszystkie te organizmy dźwięk zawdzięczają wspólnemu przodkowi, który żył ok. 407 mln lat temu.

Jakie badanie ma Pani teraz w planach?

Chcę udowodnić, że żółwiątka komunikują się między gniazdami, by dogadać się w sprawie nocy opuszczania gniazda. Do tej pory nie mogłam tego zrobić, bo to ogromnie trudne – czasem na plażę wychodziło razem milion młodych! Muszą używać dźwięku, żeby się dogadać co do terminu, ale jak? Kiedy zaczynają to uzgadniać? Chciałabym to zaobserwować.

Chcemy też sprawdzić zdolność żółwi do nauki – jak pod wpływem środowiska kształtuje się ich repertuar dźwięków. W Amazonii mamy trzy rodzaje wód – białe, czarne i przejrzyste. Dźwięk rozchodzi się w nich nieco inaczej, co jest związane z ich fizycznymi właściwościami. I okazuje się, że w białej, czyli mętnej wodzie, gdzie jest więcej drapieżników i trzeba stoso­wać inne strategie komunikacyjne, dźwięk wydawany przez żółwie jest niższy niż w wodzie przejrzystej. To ich adapta­cja środowiskowa.

Czyli żółwiątka rodzą się z umiejętnością nawoływania. A później się adaptują, zależnie od wody, do jakiej trafią?

Tak myślę. Chcę się dowiedzieć, czy mogą się nauczyć różnych „języków”, dostosowanych do różnych wód. Aby to sprawdzić, nagraliśmy żółwie w różnych środowiskach. Teraz będziemy im w niewoli puszczać różne dźwięki i patrzeć, jak na nie odpowiadają. Na ostatnim etapie żółwie z różnych stron Amazonii umieścimy w różnych środowiskach. Całe badanie zajmie nam pewnie jeszcze 3-4 lata. Tylko raz do roku, latem, zbieramy dane, które potem odsłuchujemy i opracowujemy. Amazonia jest ogromna, w związku z czym logistyka prowadzenia badań jest tutaj bardzo skomplikowana. Do mojego rezerwatu zwykle płynę łódką przez 2-3 dni, chyba że uda się znaleźć finansowanie na samolot, wtedy to tylko dwie godziny lotu, a potem krótko łódką do stacji badawczej.

W ile osób ruszacie w teren?

Zwykle pracuję w towarzystwie jednego asystenta. Ale gdy wybieram się po nagrania, najbardziej lubię jechać sama. W czasie jednej sesji na rzece nagrywam przez trzy godziny, na plaży – od pół godziny do godziny. Jeśli jest się z kimś, łatwo rozpocząć rozmowę. Wolę być sama, tym bardziej że jestem niezłą gadułą.

Robię jedną lub dwie sesje nagraniowe na rzece dziennie. Staję łodzią gdzieś na środku rzeki, wyszukuję żółwie, wkładam hydrofony do wody i czekam.

A gniazda?

Nagrywam o świcie, o zmierzchu lub nocą. W ciągu dnia to niemożliwe, bo można by zrobić krzywdę jajkom lub embrionom ze względu na duże nasłonecznienie. Czasami nocą siedzę przy gniazdach przez kilka godzin. Kopię obok gniazda, wkładam mikrofon, i czekam. W czasie doktoratu spędziłam w ten sposób w Amazonii sześć miesięcy.

Nie zostawiała Pani mikrofonów?

Nie, zawsze są ze mną. Jedyna sytuacja, kiedy zostawiałam mikrofony, to w nocy składania jaj. Gdybym wówczas zostawała w okolicy, żółwie mogłyby się nie wynurzyć.

Robię też notatki, ale na rzece dość trudno obserwować zachowania żółwi, bo nie widać ich cały czas.

Jak utrzymuje Pani skupienie? Wyobrażam sobie, że skoro żółwie wydają cichy dźwięk raz na czas, dużo jest bycia w ciszy i czekania.

Nie wiem, co te żółwie ze mną robią, ale potrafię w sobie znaleźć cierpliwość, by siedzieć tam i słuchać, słuchać, słuchać. Na co dzień jestem bardzo energiczna, wszyscy pytają, jak daję radę. Nie wiem jak, ale tam mogę się zatrzymać bez żadnego wysiłku.

Od lat pracuje Pani nad dobrostanem żółwi w ramach Wild Life Conservation Society. Czy te wszystkie odkrycia dotyczące żółwi – ich porozumiewania się, opieki nad młodymi – przyczyniły się do ich lepszej ochrony?

Myślę, że nasz najważniejszy wkład w ochronę żółwi polega na tym, że pokazaliśmy, iż dotychczasowa strategia ochronna – podbieranie młodych, by je przez kilka miesięcy odchować, a potem wzmocnione z powrotem wpuścić do środowiska, co ma zwiększać ich szanse na przetrwanie – nie jest sensowna. Skoro występuje u nich opieka rodzicielska, to prawdopodobnie nie jest to dobry pomysł, by je trzymać z dala od dorosłych, bo jak potem wejdą do rzeki, to się w niej zgubią. Nikt im nie wskaże drogi migracji, a same nie będą miały orientacji. Wykazaliśmy więc, że ta metodologia ochronna jest nieodpowiednia dla tego gatunku.

Ludzie stali się przez te rewelacje o komunikacji i rodzicielstwie wrażliwsi na żółwie?

Nie wiem – te odkrycia chyba jeszcze nie przebiły się do publicznej świadomości.

Nadal największe zagrożenie dla żółwi Arrau płynie z handlu mięsem?

Z nielegalnego handlu mięsem i jajami. W stanie Amazonas mieszka około dwóch milionów ludzi. Rocznie konsumują 1,7 mln żółwi, różnych gatunków, ale najwięcej Arrau. W Manaus, gdzie teraz jestem, co godzinę jest zabijanych 90 żółwi.

A żółwie Arrau nie są na liście chronionych gatunków?

Są zagrożone, ale nie znajdują się na brazylijskiej czerwonej liście. Mają status „uzależniony od zabiegów ochronnych”, czyli – to skomplikowane.

W jaki sposób angażuje się Pani w ich ochronę?

Zależy od tego, gdzie pracuję. W Manaus robię kampanie świadomościowe. Mieszkam w mieście, gdzie je się dużo żółwi, być może ludzie nie wiedzą, z czym się te gatunki zmagają. Poprzez kampanie pracujemy nad zmianą zachowania. W terenie prowadzimy projekty ochronne we współpracy ze społecznościami rdzennymi, by wspólnie chronić obszary gniazdowania. W rejonie Alto Rio używamy dronów do szacowania populacji żółwi.

Teraz poświęcam sporo czasu na kwestię legalizacji spożycia jaj żółwi. Próbujemy znaleźć sposób na zrównoważoną konsumpcję nie po to, aby sprzedawać ich jaja wszystkim, ale po to, by umożliwić ich konsumpcję w lokalnych społecznościach. Możemy oszacować liczbę gniazd i obliczyć, że np. w danym obszarze jaja z czterech gniazd mogą być przeznaczone do zjedzenia bez wpływu na populację. Pracujemy też nad hodowlą żółwi. Wszystkie lokalne społeczności muszą zachować prawo do spożycia żółwi i ich jaj. Kim jestem, by tego zakazywać?

To silna kulturowa tradycja, prawda?

Tutaj wszyscy uwielbiają jeść żółwie! Pochodzę z São Paulo i kiedy przyjechałam, byłam tym zszokowana, ale nauczyłam się, że trzeba to szanować. Ludzi w północnej Amazonii łączy silna relacja z rzecznymi żółwiami, zawsze je jedli, by przetrwać, i nie ma w tym nic złego. Wiele jest legend o żółwiach, np. w jednej z nich mama przestrzega synka, żeby nigdy nie jadł pierwszego żółwia, jakiego zobaczy, bo narobi im kłopotów – chodzi o to, by nie wystraszyć samic wychodzących na brzeg, inaczej poszukają innego miejsca na składanie jaj.

Mięso żółwi to ważne białko w tej okolicy – bo łatwo je przechowywać. Upolowaną rybę czy inne mięso albo trzeba od razu zjeść, albo posolić, by mogła być spożywana przez dłuższy czas. A upolowanego żywego żółwia można trzymać przy domu nawet miesiąc. I kiedy mężczyzna wychodzi do pracy do lasu na tydzień lub dwa, może zostawić rodzinie kilka żółwi i być pewnym, że jego bliscy będą mieli co jeść.

Łapy, płetwy, skrzydła... najbardziej dziki serwis specjalny „Tygodnika”. W naszych tekstach pokazujemy piękno przyrody i doradzamy, jak ją chronić.

Podobnie jest z jajami. W okresie gniazdowania zawsze spożywają je inne zwierzęta, w tym ludzie. Zrównoważone spożywanie nie jest problemem. Problemem jest handel na zewnątrz społeczności, do Manaus, który należy ukrócić.

Żółwie wykonują wiele usług dla ekosystemu – roznoszą nasiona, filtrują wodę. Są jak podwodne sępy – mogą zjeść wszystko. Zapewniają recykling jedzenia, co jest ważne dla rzeki. W Amazonii są bardzo potrzebne.

Rozmawiała Maria Hawranek

archiwum prywatne

Camila Ferrara jest biolożką specjalizującą się w badaniu żółwi słodkowodnych, szczególnie w badaniu wokalizacji żółwi Arrau. Pracowniczka Wild Life Conservation Society w Brazylii. 

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Niezależna reporterka, zakochana w Ameryce Łacińskiej i lesie. Publikuje na łamach m.in. Tygodnika Powszechnego, Przekroju i Wysokich Obcasów. Autorka książki o alternatywnych szkołach w Polsce "Szkoły, do których chce się chodzić" (2021). Autorka… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Skorupka na podsłuchu