Skąd się biorą głupcy

Słyszeliście o brzytwie Hanlona? Jej ofiarą może być każdy, również ludzie zasadniczo roztropni.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara

Kolega ostatnio przypomniał mi słynne zdroworozsądkowe „skrzydlate słowa”, krążące w rozlicznych wariantach: „nie doszukuj się złej woli tam, gdzie za wyjaśnienie wystarczy głupota”. To popularne zwłaszcza w kręgach sektora nowych technologii porzekadło bywa nazywane „brzytwą Hanlona”, od współautora popularnych zbiorków z prawami Murphy’ego. Podejrzanie podobnie brzmiące nazwisko Heinlein nosił o wiele bardziej znany pisarz science fiction, który w jednym ze swych opowiadań, „Logika imperium”, nazwał wspomnianą zasadę „teorią diabła”. 

Bohater opowiadania, wdając się w dyskusję, przekonuje, że bezmyślność jest rodzajem odruchowego działania, czy może raczej antydziałania, w które człowiek popada niejako z inercji. Jest to, co uświadamiam sobie z pewną zgrozą, tryb domyślny. Może popaść w niego każdy, również ludzie zasadniczo roztropni.

To nie tak, że można być jedynie, na dobre i na złe, mądrym lub głupim; człowiek na co dzień mądry jest zdolny również do czynów rozpaczliwie głupich, nie ma to bowiem nic wspólnego z inteligencją czy wykształceniem. Głupota to raczej rodzaj bezwładu, zaślepienia. Jak wręcz poetycko definiuje i przestrzega Encyklopedia PWN, „charakteryzuje się dążnością do ekspansji, śmiałością, pychą, niezdolnością do zdziwienia i podejrzliwością”. Innymi słowy: głupota to właściwość głęboko ludzka, a jednocześnie anulująca wszystko to, co w byciu człowiekiem cenne, piękne i warte pracy.

Brzytwa Hanlona to przydatny otrzeźwiacz, pomocny w sytuacjach, gdy wciąga nas pokusa objaśniania sobie wszystkiego celowymi działaniami, uwzięciem się, knuciem. Pokusa ta jest silna, bo odpowiada na wiele arcyludzkich potrzeb: doszukiwania się połączeń przyczynowo-skutkowych, przejrzenia tajemnicy, wreszcie – postawienia siebie w centrum wydarzeń, choćby najgorszych, bo dla wielu zapewne łatwiejsze do strawienia jest bycie ofiarą spisku niż okoliczności. Ale uznanie głupoty wiąże się również z koniecznością stanięcia oko w oko z niewątpliwą grozą – uznaniem, że to program, który nieustannie działa w tle i nie sposób się przed nim stuprocentowo obronić.

Niemiecki pastor i przeciwnik nazizmu zabity z rozkazu Hitlera, Dietrich Bonhoeffer, pisał, że z głupotą trudniej walczyć niż z przemyślanym złem. Wyjaśniał, że zło może zostać zdemaskowane, istnieją przeciw niemu również środki prewencji, zaś głupota sprawia, że ktoś nią owładnięty „jest jakby zaklęty, a przeobrażony w bezmyślne narzędzie, staje się zdolny do wszelkiego zła, jednocześnie nie mogąc dostrzec, że jest ono złem”. Przychodzą na myśl wszystkie te zdumiewające sytuacje, w których stojący przed sądem sprawca jakiegoś zła wyznaje: „nie wiem, dlaczego to zrobiłem”.

Jestem w pełni skłonna uwierzyć w to wyjaśnienie. Głupota, zła głupota jest bowiem w takiej perspektywie niebezpiecznym rewersem uważności, którą dziś tak się zaleca – i sprawca zostaje tak w pełni pochłonięty „byciem tu i teraz” w swoim głupio niszczycielskim działaniu, że jego siła prowadzi go jak golema. Czasem nawet w połowie działania ktoś może ochłonąć i zastanowić się: co ja właściwie robię i dlaczego – lecz maszyna już zostaje puszczona w ruch.

W brzytwie Hanlona kryje się również pułapka: przeniesienie ciężaru ze złej woli na głupotę może przynosić poczucie fałszywej ulgi, że oto jakiś czyn jest wynikiem pomyłki, błędu, przeoczenia, co prowadzi do pomniejszenia wiary w działanie z premedytacją. Ale Heinlein w swoim opowiadaniu, opublikowanym zresztą w czasie II wojny światowej, pozostawia sprawę niedomkniętą, nie kończąc dialogu między swymi bohaterami. Dlatego nie warto zupełnie zbywać czy wykluczać motywacji z czystej podłości. Wszak sam pastor Bonhoeffer, który refleksji nad naturą głupoty poświęcił się już po aresztowaniu, zginął niemal na sekundy przed upadkiem Trzeciej Rzeszy, gdyż za osobistego, wymarzonego wroga uznał go człowiek będący uosobieniem zła – i chcący się mścić do swojego końca.

 

Obiegowa mądrość głosi, że głupota to substancja w tym świecie nieskończona. // Olga Drenda

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dobry, zły i głupi