Nowoczesna ekspresowa Polska rozwija się z myślą o największych miastach

Skupienie się na kilku największych miastach uważam za fatalny błąd kolejnych ekip politycznych. Pozostałe miejscowości, uznane za mniej ważne, dosłownie znikają z pola widzenia.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara

Miałam nareszcie pojechać do Działdowa. Wiedziałam, że łatwo tam dotrzeć, bo często podróżowałam pociągiem z Warszawy do Gdańska. W Działdowie zatrzymywało się nawet pendolino. Przyglądałam się z daleka miastu, które z okna pociągu przypominało bajkową ilustrację albo scenografię w teatrze lalek, i cieszyłam się, że je zupełnie niezobowiązująco zobaczę. 

Teraz nie będzie to już takie proste, bo postój na stacji Działdowo wypadł z planu połączeń ekspresowych. Nie słyszę już znajomego komunikatu „planowany postój na stacji Ciechanów, Mława, Działdowo”. Co gorsza, nie słyszą tego komunikatu przede wszystkim regularni pasażerowie podróżujący tą linią, nie tylko przygodna wycieczkowiczka, jak ja. Psuje to radość z niedawno opublikowanych badań, w których polska kolej znalazła się w europejskiej czołówce.

Oczywiście wiem, że w takich sytuacjach powtarza się tyle mgliste i magiczne, co bezwzględne zaklęcie „rentowność”, i że decyzję dyktują liczby. Z punktu widzenia pasażera czy potencjalnego użytkownika kolei brzmi to jednak niestety jak „Warszawiak i gdańszczanin muszą zaoszczędzić trzy szczerozłote minuty na swoje bezcenne sprawy, działdowianin może poświęcić swój czas i nerwy”. Takich miejscowości, uznanych za niewarte inwestycji, jest więcej. W generalnym zamieszaniu ostatnich tygodni nietrudno przegapić takie informacje, jak protest mieszkańców Makowa Podhalańskiego przeciwko wycofaniu postojów pociągów dalekobieżnych, choć wciąż jeżdżą one tą trasą. To zdumiewająco krótkowzroczne, bo takie ruchy, koniec końców, decydują o tym, na kogo oddaje się głosy.

Tak, jesteśmy krajem kierowców i entuzjastów motoryzacji. Sama lubię podróże samochodem i ich wygodę; mają swoją jakość, której nie da się znaleźć w innych środkach lokomocji. Ale miarą rozwoju jest możliwość dotarcia, a potem wydostania się z rodzinnej miejscowości na różne sposoby. Powiedzmy, że w rodzinie mamy jeden samochód, i tego samego dnia ojciec musi jechać z jakąś sprawą w jednym, a matka w innym kierunku. Z połączeniem kolejowym to żaden problem; bez – wyższa szkoła kombinowania. Oczywiście, ludzie będą sobie radzić, bo zawsze sobie jakoś radzą; będą wydawać setki na korzystanie z aplikacji taksówkowych, brać kredyty na kolejne auta, grać w szachy 5D, próbując opanować kolejne niewygodne i czasochłonne przesiadki. Ale naiwny jest ten, kto sądzi, że skoro sobie radzą, to się na to godzą, i że „jakoś” to to samo, co „do zaakceptowania”.

Skupienie się na kilku największych miastach, nawet nie szesnastu wojewódzkich, ale może połowie z nich, uważam za fatalny błąd kolejnych ekip politycznych, w który uparcie brniemy. Pozostałe miejscowości, uznane za mniej ważne, dosłownie znikają z pola widzenia. Nie chodzi jedynie o kolej. Nowoczesna Polska jest wspaniała, cyfrowa, lśniąca i ekspresowa, ale powstała dla największych. Te właśnie miasta połączone są linią kolejową z coraz mniejszą liczbą postojów oraz autostradami, z których nie widać nic oprócz stworzonego od zera krajobrazu, pustych przestrzeni, mostów, ścian gabionów. Autostrada czy kolej wielkomiejska mają nas doprowadzić do celu szybko, pomijając skreślone, wyrzucone na aut mniejsze miasta. Interesować się nimi będą tylko ci, którzy już tam mieszkają, albo raczej ci, którzy jeszcze się nie wyprowadzili.

Gdy w wielu powiatach uruchamiano ponownie połączenia wygaszone w koszmarnych dla infrastruktury wczesnych latach zerowych, ludzie świętowali, tłumnie przychodząc na stacje. Wcale się nie dziwię, i nie będę się dziwić również wtedy, gdy skreślą odpowiedzialnych za wycofanie połączeń. Próby odebrania odzyskanej godności wybaczyć się nie da. Rządzący będą kręcić głową ze zdziwieniem, że Polska nazywana lekceważąco „prowincjonalną” (interesujące, żywe, mające wiele do zaoferowania miasta, w tym byłe miasta wojewódzkie) już ich nie lubi. W tym wyborcy ekswielkomiejscy, którzy w pandemii zainwestowali w spokojniejsze życie poza centrum i widzą, że dali się nabrać. 

Tymczasem trzymaj się, drogie Działdowo. 

Najbliżej Działdowa do tej pory (czyli Mława) // Fot. Olga Drenda

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 7/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Trzymaj się, Działdowo