Same kłopoty

Można oczywiście powiedzieć, że „uciekł z tonącego statku”, ale pociecha z zastosowania tej oklepanej formułki jest mała. Wyglądało, że sprawiedliwości i prawdzie stanie się niebawem zadość, że jest już z górki, że kapitan nie zdoła uciec.
Czyta się kilka minut

Ta ucieczka jest przykra. Przecież nie chodziło o to, by ocalał, a o to, by sczezł. Tymczasem, przyznajmy: dość nieoczekiwanie zrobiło się pod górkę. Wydawało się, że wszystko, co było do wytłumaczenia ludowi, zostało już wytłumaczone z sukcesem. Lud opowieść zassał, wchłonął na dobre i wystarczyło zaczekać. Roku raptem zabrakło, by życie stało się piękne. Problem dzisiejszy jest jednak taki, że abarot: trzeba tłumaczyć wszystko od nowa.

W najczęściej padającym i najmniej wulgarnym zdaniu: „A niech jedzie”, będącym komentarzem do wydarzeń z minionej soboty, jest wiele irytacji, goryczy i poczucia niesprawiedliwości. Ten wyjazd, ta „ucieczka ze statku”, jest samą przykrością, odsuwa rozkoszne i ustalone projekty w absolutnie nieokreśloną przyszłość. A miało być tak pięknie i prosto – w skrócie: areszt, proces, sąd i wyrok. Długi areszt, długi proces, długi wyrok. Do tej wizji zdążyły się już przyzwyczaić rzesze. Poczucie pustki i straty, spadłej wraz z decyzją mocarstw Zachodu, jest na razie nie do wypełnienia. To trauma – innego określenia na tak wielkie nieszczęście nie ma. Wystarczy przelecieć media nieugięte, które – powiedzmy wprost – po czarnej sobocie pogięło i zakwasiło.

Czarno rysuje się przyszłość, cóż z tego, że po wyborczym, wieszczonym od dawna ewentualnym zwycięstwie. Oto wydawało się, że po pewnej wiktorii konieczne jazdy nowego premiera do Brukseli będą zabawą sycącą złaknionych. Szykowała się superrozrywka ze średnio rozgarniętymi zachodnimi Europejczykami. Wiadomo już było, że nasz nowy premier będzie lepszy od Orbana w robieniu sobie jaj z tamtejszych ptysi. Że te brukselskie eskapady będą warcabami z jakimiś urzędnikami przejętymi tym, że poprzedni premier siedzi, że się ponegocjuje, jakże by go puścić w ramach aktu łaski. Niewiele z tego marzenia na razie zostało. Oto zgrozą wieje, trzeba się tam będzie zobaczyć z kimś znanym, i znającym wszystkie myki, niepotrzebującym tłumacza, by te myki zrozumieć. To jest komplikacja tragiczna po prostu, nieprzewidziana w żadnym planie. Pocieszeniem minimalnym jest świadomość, że to pieśń przyszłości, że jest trochę czasu, by przemyśleć strategie. Tymczasem, co gorsza, teraźniejszość jest równie wymagająca, a może nawet bardziej.

Oto figurą sprawiającą problemy jest dziś Putin. Ale nie takie, jakie sprawia on światu, ale naszym tu zamysłom. To jest problem gruby, bo jakimże to sposobem namówić go, by był zadowolony z sobotniego wyboru, skoro jest dość niezadowolony? Wersja o proputinowskim premierze, któremu Putin co rusz przybija piątkę, szła tu jak świeże bułeczki. Co zrobić, by ów zrealizował miły nam scenariusz i szczerze wyraził zachwyt z sukcesu swego stronnika? List napisać z apelem? Nie bardzo wypada. Zaryzykować opinię, że jego niezadowolenie jest nieszczere? Że w istocie w jego sercu radość tryska? Można. Dodatkowym kłopotem są jego poglądy ogólne, bo co rusz jego opinie, a to na temat Ameryki, a to Europy, a to Unii, i demokratycznych obyczajów w ogóle, niehigienicznie pokrywają się z opinią naszych tutejszych, Putinowi werbalnie przeciwnych. Szokujące. Jak to rozgryźć? Jak to wytłumaczyć? Trzeba czekać, aż geniusz coś wymyśli i powie, prócz tego, że Europa wybrała najgorszego z najgorszych.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2014