Rumunia się budzi

„Korupcja zabija!”. Pod tym hasłem kilkadziesiąt tysięcy Rumunów wyszło w ubiegłym tygodniu na ulice, a efektem protestów była dymisja premiera Victora Ponty (z Partii Socjaldemokratycznej), sprawującego swój urząd od 2012 r.
Czyta się kilka minut

Iskrą, która tak rozpaliła społeczne emocje, była tragedia w bukareszteńskim klubie „Colectiv”. 31 października w trakcie koncertu wybuchł tam pożar, w którym zginęły 32 osoby, a kolejnych 150 zostało rannych. Młodzi Rumuni są przekonani, że tragedia nie miałaby miejsca, gdyby nie zaniedbania lokalnych władz wynikające z powszechnej w tym kraju korupcji.

W ostatnich latach Rumunia szybko zaczęła nadrabiać dystans dzielący ją od Zachodu. Tamtejsza gospodarka jest najszybciej rozwijającą się w Europie, a dzięki unijnym dotacjom poprawiła się znacznie infrastruktura. Podniesienie poziomu życia nie było jednak równoznaczne z uzdrowieniem i modernizacją państwa. Powszechna korupcja oraz brak odpowiedzialności elit doprowadziły do marnotrawienia części unijnych pieniędzy, fatalnego stanu służby zdrowia i zaniedbań, których skutkiem są tragedie (jak ta w klubie „Colectiv”). Ostatnie lata w Rumunii to również okres intensywnej działalności służby antykorupcyjnej DNA, która doprowadziła do aresztowań setek czołowych urzędników, polityków i przedsiębiorców. Bezprecedensowe działania DNA nie tylko prowadzą do oczyszczania państwa, ale unaoczniają też obywatelom skalę problemów.

Rumuńskie protesty zgromadziły dziś, co znamienne, przede wszystkim młodych przedstawicieli klasy średniej. Mówią, że walczą o odzyskanie państwa. Ostrze protestów wymierzone jest przeciw całej klasie politycznej – zarówno koalicji, jak i opozycji, a nawet przeciw Cerkwi prawosławnej, która jest dominującym Kościołem w tym kraju. Jedynym politykiem cieszącym się zaufaniem społecznym jest wybrany w grudniu 2014 r. prezydent Klaus Iohannis, który rozpoczął szerokie konsultacje dotyczące przyszłości państwa.

Teraz, w przypadku rozwiązania parlamentu i przyśpieszonych wyborów, głównym beneficjentem sytuacji stałaby się zapewne opozycyjna Partia Narodowo-Liberalna. Drugi scenariusz to utworzenie rządu technokratycznego, który doprowadzi do terminowych wyborów w 2016 r. W ten sposób protestujący mieliby czas na organizację własnej reprezentacji politycznej – czego efektem mogłaby być realna przebudowa i uzdrowienie rumuńskiej sceny politycznej. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2015