Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rozmowy ludzi księgi

Rozmowy ludzi księgi

03.11.2010
Czyta się kilka minut
To wspaniały mariaż erudycji i zmysłowej nieledwie miłości do książek. Przysłuchujemy się rozmowie ludzi, którzy swoją humanistyczną wiedzę skonfrontowali z rzeczywistością i pozwolili, by książki w nich działały. Rozmowy ludzi księgi
K

Kto przejął się przepowiedniami o śmierci książek i stojącej u bram ostatecznej hegemonii internetu, powinien koniecznie przeczytać rozmowę Umberta Eco z Jeanem-Claude’em Carri?re’em, opatrzoną wszystko mówiącym tytułem "Nie myśl, że książki znikną". Rozpisany na prawie 270 stronicach dialog uspokoi zapewne tych, co z obawą patrzą na kolejne wynalazki, przeznaczone do magazynowania i czytania książek w formie elektronicznej.

Obydwaj panowie są zgodni - książka (jako zbiór zadrukowanych kartek papieru) przetrwa każdą rewolucję technologiczną. Jest bowiem wynalazkiem doskonałym - jak koło, młotek, dłuto lub łyżka. Przetrzymała inwazję radia, telewizji, płyt CD i DVD, przetrzyma też rewolucję internetową. Książki nie da się niczym zastąpić, chociaż sieć zawłaszczyła już w olbrzymim stopniu informacyjną funkcję tekstów drukowanych. Paradoksalnie jednak - powiada Eco - internet na powrót zwraca nas w stronę epoki alfabetu. Nie sposób przecież korzystać z zasobów sieci, nie czytając.

Intrygująca rozmowa włoskiego uczonego i pisarza z francuskim aktorem i scenarzystą jest nie tylko konsolacyjnym peanem na cześć książki. Jest również (lub raczej przede wszystkim) dowodem na definitywny niemal zanik figury inteligenta w jej nowoczesnym kształcie. Dialog dwóch erudytów przypomina sentymentalną widokówkę z dawnej epoki: niewielu dzisiaj tak poloneza wodzi, obaj rozmówcy reprezentują gatunek będący niemal na wymarciu. Czytają, bo lekturę traktują nie jako ucieczkę od rzeczywistości, lecz jako drogę, dzięki której w świat mogą zanurzyć się intensywniej. Nie ma w nich nic z zamkniętych w hermetycznym świecie idei humanistów, o których Lindsay Waters pisał w "Zmierzchu wiedzy", że jedyne, co się dla nich liczy, to odłączona od żywego doświadczenia "produkcja dla samej produkcji".

Kto z kim bowiem tutaj rozmawia? Umberto Eco to gwiazda nauk humanistycznych. Twórca rozpraw teoretycznoliterackich, semiolog, ale też filozof, mediewista, felietonista i - last but not least - pisarz, autor słynnego "Imienia róży" i wielu innych popularnych powieści. Jean-Claude Carri?re to z kolei dramaturg, pisarz, aktor, a przede wszystkim scenarzysta: współtwórca ważnych filmów Luisa Bu?uela, autor scenariusza "Blaszanego bębenka" Volkera Schlöndorffa. Przysłuchujemy się zatem konwersacji ludzi, którzy swoją humanistyczną wiedzę skonfrontowali z rzeczywistością i - korzystając raz jeszcze z określenia Watersa - pozwolili, by książki w nich działały.

O czym rozmawiają? Generalnie rzecz biorąc o kulturze, zarówno tej współczesnej, często ciążącej w stronę popkultury, jak i tej największej, spod znaku Sofoklesa, Arystotelesa czy Ajschylosa. Ich wiedza jest imponująca - z równą swadą rozprawiają o francuskich poetach barokowych, kinematografii włoskiej, Bibliotece Aleksandryjskiej, malarstwie Giorgia de Chirico, Rewolucji Francuskiej czy chińskich komiksach. Srodze się jednak zawiedzie ten, kto oczekiwałby akademickiego wykładu. Obydwaj panowie z entuzjazmem, swobodą, ale też wyczuwalną autoironią dywagują o tekstach i kontekstach tego, co składa się na kulturowe dziedzictwo Europy.

Na pierwszy plan wysuwają się książki. Zarówno Eco, jak i Carri?re są posiadaczami potężnych bibliotek, pełnych bibliofilskich wydań. W tej materii są więc nadzwyczaj kompetentni, a ich rozmowa - prowadzona wprawnie przez literaturoznawcę Jeana-Philippe’a de Tonnac - skrzy się od dykteryjek i facecji związanych z bibliofilską pasją. W ogóle plan anegdotyczny jest w książce najciekawszy: historie wieloletnich poszukiwań brakujących wolumenów, euforyczne opowieści o edytorskich rarytasach, kupowanych okazyjnie w różnych zakątkach świata, czy o losach książek, które ocalały dzięki złodziejom. Nawet gdy włoski semiotyk powtarza anegdoty opowiadane już wielokrotnie, a rozmowa grzęźnie w martwym punkcie lub rozwija się w dygresję nazbyt szczegółową, rzecz i tak czyta się doskonale.

To wspaniały mariaż erudycji i zmysłowej nieledwie miłości do książek. Eco i Carri?re potrafią pięknie opowiadać nie tylko o poszczególnych tomach, ale również o bibliotekach, które traktują jako miejsca niezwykłe. "Zdarza mi się - wyznaje Carri?re - że wchodzę do pokoju, w którym mam książki, po to tylko, by na nie spoglądać, nie sięgając po żadną z nich. Ogarnia mnie wówczas osobliwe uczucie, którego nie potrafię określić. Jest to coś intrygującego i kojącego zarazem". "Podobne doznania oferują nam biblioteki publiczne, a czasem duże księgarnie" - wtóruje mu Eco. W tych intymnych frazach pobrzmiewa coś niesłychanie kruchego, a jednocześnie prawdziwego: czułość, z jaką rozmówcy traktują księgi, które w olbrzymim stopniu wypełniły ich intelektualne i artystyczne życiorysy.

Obydwaj nie stronią jednak od kwestii poważniejszych niż zdobycie kolejnej cennej pozycji antykwarycznej. Czy utwór rodzi się arcydziełem, czy się nim staje? Co czyni z "Hamleta" artefakt ponadczasowy? Czy książki można palić? Dlaczego również dzisiaj wrzuca się je w płomienie? To tylko pierwsze z brzegu przykłady pytań, z którymi mierzą się Eco i Carri?re. Odpowiedzi jednoznacznych prawie nie ma, rozmówcy zdają się hołdować Flaubertowskiej maksymie, w myśl której rozstrzygnięcia ostateczne są oznaką głupoty.

Czy po tradycyjne książki sięgać będziemy coraz rzadziej? Może zdarzyć się i tak, odpowiadają rozmówcy de Tonnaca. Możliwe, że książka stanie się przedmiotem zainteresowania nielicznych hobbystów. Jednak równie dobrze może być i tak, że zniknie kiedyś internet. Teza szaleńcza? Przypomnijmy sobie concorde’a. W trzy godziny pokonywał Atlantyk, a po katastrofie w 2000 roku przestano go produkować - przekonuje włoski filozof.

Jedno jest pewne - tak autor "Pejzażu semiotycznego", jak francuski scenarzysta nie boją się ponowoczesnej rzeczywistości, nie obrażają się na nią i nie uciekają od niej. Ich rozmowa dowodzi, że korzystają z komputerów, zaglądają do internetu, a swoje teksty przechowują nie w kartonowych pudłach, lecz na pendrive’ach. Co więcej, dostrzegają zalety światowej sieci - na przykład jej wpływ na błyskawiczne rozplenianie się informacji. "Czy doszłoby do Holocaustu, gdyby istniał wówczas Internet? Nie jestem tego pewien" - zastanawia się Eco. Jednak nie technologia jest tutaj najważniejsza. Nie chodzi przecież o to, by za wszelką cenę czytać lub oglądać filmy, raczej o to - twierdzi Carri?re - by te czynności jak najlepiej i jak najtrwalej spożytkować. Sedno czytania - i jakiejkolwiek aktywności interpretacyjnej - leży w swego rodzaju uważności, z którą powinniśmy podchodzić do tekstów kultury.

Przyjemność lektury nie ma związku z tym, na jakim nośniku dzieło zostało zapisane. Jest natomiast ściśle sprzężona z umiejętnością delektowania się długimi opisami przyrody u Balzaca, wielopiętrowymi konstrukcjami składniowymi Tomasza Manna czy precyzją kompozycyjną Nabokova. Rozmowa Eco i Cari?rre’a jest bardziej namysłem nad tym jak, niż co i za pomocą jakich narzędzi technologicznych czytać. Choć z drugiej strony kwestia, czy nie ma czegoś niestosownego w czytaniu "Wojny i pokoju" jako e-booka, pozostaje otwarta. Ja sam - podobnie jak Umberto Eco - ciągle zadaję sobie to pytanie...

Jean-Claude Carri?re, Umberto Eco, Nie myśl, że książki znikną Wywiad przeprowadził Jean-Philippe de Tonnac. Przeł. Jan Kortas. Warszawa 2010, Wydawnictwo W.A.B.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]