Reklama

Na powierzchni istnienia i w środku

Na powierzchni istnienia i w środku

15.11.2006
Czyta się kilka minut
To wielowarstwowa naracja, której poszczególne odgałęzienia na różne sposoby związane są z Kołobrzegiem. Realistyczne partie kontrapunktuje autor trudną do objaśnienia podszewką rzeczywistości, tajemniczym jej rewersem.
Jerzy Sosnowski
J

Jerzy Sosnowski nie ustaje w poszukiwaniu formy, która pozwoliłaby mu w sposób najbardziej odpowiedni wyłożyć na stół karty swoich literackich fascynacji, istotnych życiowych wartości, kluczowych idei - słowem: ciągle szuka sposobu, by najpełniej wyrazić swoje "ja". Jest wszak autorem prac naukowych ("Śmierć czarownicy"), powieści popularnej ("Apokryf Agłai"), znakomitego zbioru esejów ("Ach"), tomu opowiadań ("Linia nocna") i dwóch powieści ("Wielościan" oraz "Prąd zatokowy"). Odbiorca zasiadający do czytelniczej gry z Sosnowskim może być pewien jednego - nie będzie się nudził.

Zasada ta obowiązuje również w "Tak to ten", najnowszej jego prozie. Jest to rzecz napisana w sposób znamionujący autora niezwykle pisarsko sprawnego, a jednocześnie świadomego własnych możliwości warsztatowych. Rozmach fabularny jest tu imponujący - splecionych ze sobą wątków, motywów i sensacyjnych historii wystarczyłoby na kilka długodystansowych powieści. Tyle że fabulacyjna finezja nie wiąże się, w moim przekonaniu, z równie wyrafinowaną problematyką. Świat nie da się całkowicie objaśnić przy pomocy sądów wyłącznie racjonalnych, możemy stanąć wobec zdarzeń niewyjaśnialnych - tłumaczy nam Sosnowski, inicjując wielowarstwową, symultaniczną narrację, której poszczególne odgałęzienia mają jedną cechę wspólną: na różne sposoby związane są z Kołobrzegiem. Równocześnie pokazuje typologię współczesnych problemów społeczno-obyczajowych, próbuje uzgodnić tajemniczość rzeczywistości z jej wymiarem czysto empirycznym; mnoży aporie. Umożliwia mu to dość prosty manewr kompozycyjny.

Otóż trzon fabularny książki stanowi historia Grzegorza Jodłowskiego, prezentera radiowego, który zwolniony z pracy w jednej ze stołecznych rozgłośni, postanawia wyjechać do Kołobrzegu, by tam - w lokalnej "Radiooberży" - poprowadzić program "Nocne pogaduchy". Nocne audycje radiowe mają swoją poetykę, której składnikiem kanonicznym są rozmowy dziennikarza za słuchaczami - "Tak to ten" w sporej części jest zapisem tego typu konwersacji. Chwyt, którym posłużył się pisarz (na marginesie - także dziennikarz radiowy) z jednej strony otwiera opowieść na nieokiełznany żywioł dialogiczności, z drugiej natomiast umożliwia inkrustowanie jej różnorakimi, używając języka Bachtina, gatunkami mowy. Stąd obecność cytatów z wymyślonych piosenek (w kilku językach), reklam czy specyficznego slangu telemarketerów. Dukt narracyjny zogniskowany wokół audycji Jodłowskiego jest silnie zanurzony w teraźniejszość - wypowiedzi słuchaczy dotyczą nie tylko problemów miłosnych czy rodzinnych, ale również stosunków polsko-niemieckich, relacji do Unii Europejskiej lub oceny czasów realizmu socjalistycznego.

Obok historii Jodłowskiego mamy jeszcze kilka równoprawnych ścieżek narracyjnych. Jest więc temat historyczny obejmujący lata II wojny światowej i skupiony wokół kołobrzeskiego Domu Higieny Rasowej "Jutrzenka Rzeszy", w którym Andreas Falsen i Otton Rauber, specjaliści od eugeniki, pracowali nad "ulepszaniem" aryjskiej nacji. Mocno zarysowany jest wątek burzliwych i zagadkowych losów Kołobrzegu. To nadmorskie miasto pojawiło się w pisarstwie Sosnowskiego wcześnie: już w "Wielościanie". W "Tak to ten" staje się zwornikiem wszystkich planów powieściowych - włącznie z ostatnim, dopełniającym wszystkie poprzednie, umiejscowionym w roku 2000.

Mamy tu plejadę bohaterów reprezentujących różne pokolenia i będących nośnikami całej gamy rodzimych dylematów cywilizacyjnych. Dla jednych miasto Festiwalu Piosenki Żołnierskiej jest miejscem zesłania, dla innych okazją do historycznego śledztwa, dla jeszcze innych zaledwie odskocznią do wielkiego świata. Na przykład maturzystka Stella bardzo chciałaby wyrwać się do Nowego Jorku; Jacek Myszor - jej chłopak, a jednocześnie prezenter "Radio--oberży" - zadowoliłby się już Poznaniem, w którym jego kariera mogłaby się potoczyć szybciej niż nad Bałtykiem.

Są w "Tak to ten" również inne problemy znane z gazetowej publicystyki. Wiktor Piotrowin, lokalny potentat biznesowy i pracodawca Jodłowskiego, zmaga się ze swoją donosicielską przeszłością. Swoistym negatywem tej postaci jest Zygmunt Klon - zwolniony z pracy pilot samolotów, klasyczny współczesny "wysadzony z siodła", który studziennie sfrustrowany swoją sytuacją szantażuje Piotrowina, wysyłając doń anonimowe groźby. Jest jeszcze oskarżony o przeszłość agenturalną ksiądz kanonik Kazimierz Dudziński, lokalny poeta-gej Bogusław Czyżyk i polityk Lisik, pragnący uczynić z rozgłośni radiowej swoją wyborczą tubę. Doprawdy, gdyby Sosnowski nie tylko sygnalizował problemy, ale je rozwinął i poddał głębszej analizie, mógłby napisać kolejną powieść.

Pisanie prozy "zaangażowanej" raczej jednak autora "Prądu zatokowego" nie interesuje - realistyczne partie kontrapunktuje (jak zwykle) trudną do objaśnienia podszewką rzeczywistości, tajemniczym jej rewersem, który czasem błyśnie ku nam oślepiającym blaskiem. Główny bohater "Tak to ten" w przerwie audycji słyszy filmowy dialog sprzed kilkudziesięciu lat, inna z postaci posiada dar obcowania ze zmarłymi, a niektóre "pensjonariuszki" doktora Falsena wykazują nadnaturalne zdolności obejmowania zdarzeń odległych w czasie i przestrzeni. Więc jak to - z jednej strony twarda, socjologiczna niemal obserwacja, a z drugiej niewytłumaczalna Inność, enigma istnienia?

Tak właśnie; Jerzy Sosnowski po raz kolejny usiłuje nam wytłumaczyć, że te pozornie oksymoroniczne kategorie jednak się nie wykluczają, są raczej komplementarnymi klockami przedziwnej układanki, którą nazywamy życiem. Istnienie bowiem - powiada Hubert Radwan, jeden z "wtajemniczonych" bohaterów Sosnowskiego - ma warstwy. "Sięgają one coraz głębiej czy wyżej. Od pewnego piętra nasz język nie tylko przestaje pomagać, ale wręcz utrudnia zrozumienie". Warstwy zszyte są ściegami, które umożliwiają zajrzenie w przeszłość każdemu, kto odpowiednio intensywnie "zagłębi się w chwili". Język zatem nie wystarczy, by dotknąć istoty naszej rzeczywistości, która - jak dowodzi jeden z słuchaczy audycji Grzegorza - "zrobiła się nie tylko miałka, ale i krucha, zetlała, rozłazi się pod palcami i będzie coraz więcej wydarzeń wymykających się naszemu rozumieniu (...). Jak religijna wizja świata musiała ustąpić przed wizją zimnej nauki, tak nauka ustępuje teraz przed chaosem, niezbornym i absurdalnym, bo to są kolejne etapy procesu gnilnego, rozpadu przestrzeni skazanej na zatracenie".

Przywołuję te zdania, ponieważ potwierdzają intuicję, która tli się we mnie co najmniej od chwili przeczytania "Linii nocnej" - pisarstwo Jerzego Sosnowskiego (jakiekolwiek by było: realistyczne, miejscami religijne, Cortázarowskie z ducha czy bliskie twórczości Philipa K. Dicka) ufundowane jest w gruncie rzeczy na podstawowym założeniu zaczerpniętym z postmodernistycznego rozumienia nauki. Jean François Lyotard zasadę tą nazywa paralogizmem, który - w odróżnieniu od tradycyjnie pojmowanej logiki - oznacza nie w pełni prawidłowe wnioskowanie. Pomijając wszystkie niuanse natury filozoficznej, powiedziałbym, że najnowsza powieść Jerzego Sosnowskiego jest przestrzenią w pierwszej kolejności paralogiczną, czyli - w sensie najogólniejszym - nieskrępowaną z góry przyjętymi założeniami, niestabilną, otwartą, podatną na błądzenie i w tak zaprojektowanej perspektywie jest obszarem ponowoczesnej "wolności". Nie idzie tu - podkreślmy - o brak logiki na poziomie konstrukcji tekstu, lecz o ontologiczną właściwość przedstawionego w powieści świata. Dlatego w "Tak to ten" spotykają się bohaterowie z różnych epok, jedna ze słuchaczek Grzegorza czyta powieść, w której sama występuje, a mgła bywa skondensowaną "obecnością" kołobrzeskich kuracjuszy sprzed pięćdziesięciu lat.

Jerzy Sosnowski napisał zatem kolejną powieść w swoim rozpoznawalnym od pierwszego zdania i pełnym inwencji stylu. Wiele wątków w niej obecnych odnajdziemy w jego poprzednich książkach, inne, jak motywowane chyba autobiograficznie wykorzystanie konwencji nocnej audycji radiowej, pojawiają się po raz pierwszy. Niektórzy czytelnicy pogrymaszą pewnie na przeciążenie i "workowatość" narracji, niemożność obdarzenia zaufaniem świata, który na każdym kroku podważa swoją oczywistość, czy po prostu na powtarzalność niektórych konceptów. Malkontentom trudno będzie jednak odeprzeć retoryczne pytanie, trafnie podsumowujące najnowszą prozę Jerzego Sosnowskiego: czy naprawdę nie przydarzyło ci się nic niezwykłego? Bo do szczelin istnienia - przekonują nas kolejne książki tego autora - może zajrzeć każdy.

Jerzy Sosnowski, "Tak to ten", Kraków 2006, Wydawnictwo Literackie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]