Religia i polityk

Najpierw krótka historyjka. Howard Dean, jeden z najpoważniejszych kandydatów na prezydenta ze strony Demokratów, 25 lat temu pokłócił się ze swoim Kościołem episkopalnym, gdyż Kościół nie chciał zrezygnować z części swojego terenu, żeby tamtędy przebiegała ścieżka rowerowa. Dean był wówczas lokalnym działaczem samorządowym i chciał wybudować tę ścieżkę. Opuścił więc Kościół episkopalny i przeniósł się do kongregacjonalistów, niegdyś odłamu purytan, a obecnie jednego z najbardziej zdemokratyzowanych Kościołów chrześcijańskich.
Czyta się kilka minut

Kongregacjonaliści nie tworzą struktur kościelnych, a wierni w demokratycznym głosowaniu wybierają swojego kapłana. Kościół ten bywa różny - mniej lub bardziej wymagający, ale Howard Dean wybrał takie zgromadzenie kościelne, które wymagające nie jest. Jak powiada, wiele się nauczył od Jezusa i modli się często, ale w kościele go raczej nie widać. Jest też za aborcją i w wielu innych sprawach reprezentuje stanowisko bliskie demokratom, ale dalekie od poglądów niemal wszystkich Kościołów w Ameryce.

Los Howarda Deana i w ogóle tych wyborów nie jest bardzo ciekawy, bo zapewne i tak wygra obecny prezydent, ale prawybory w stanie Iowa pokazały, że nieoczekiwanie faworyt Howard Dean zajął dopiero trzecie miejsce i to z kiepskimi wynikami. Pojawiły się już liczne interpretacje, ale wiele z nich powtarza to, o czym pisano w znakomitym tygodniku “The New Republic", także raczej lewicowym, o Howardzie Deanie. Ma on mianowicie liczne zalety, ale jego najpoważniejszym mankamentem jest to, że - jak się zdaje - jest areligijny. Zaś w Ameryce jest to przez wyborców bardzo źle widziane. W Iowa ten czynnik miał odegrać istotną rolę.

Zdajmy sobie sprawę, jak niezwykła to informacja dla Polaka, a także dla Europejczyka wychowanego w duchu sekularyzacji po Rewolucji Francuskiej. Człowiek niereligijny nie będzie raczej prezydentem. Czyżby Amerykanie byli aż tak purytańscy? Nie, oni są po prostu znacznie bardziej religijni niż my, a przede wszystkim nie dostrzegają konfliktu między religią a demokracją, lecz wprost przeciwnie, sądzą, że religia sprzyja demokracji.

Znakomity myśliciel angielski David Martin poświęcił temu tematowi wiele publikacji. Jego tekst na temat europejskiej “wyjątkowości" publikowaliśmy kilka lat temu w “Res Publice". David Martin mianowicie sądzi, że to Europa z odziedziczonym po Oświeceniu i Rewolucji napięciem między demokracją a religią, czy demokracją a Kościołem stanowi wyjątek, zaś w innych częściach świata, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, ale nie tylko, takiego konfliktu nie ma. O tym, jak religia wspiera demokrację w Ameryce, pisał też Alexis de Tocqueville. Toteż Amerykanie bardzo dziwili się wadze, jaką w Unii Europejskiej przypisuje się problemowi, czy w preambule do Konstytucji będzie jakaś forma invocatio Dei, czy też nie. Kiedy więc teraz często mówimy o różnicach między Ameryką i Europą, kiedy coraz bardziej je dostrzegamy, to pamiętajmy i o tej fundamentalnej różnicy. W tym przypadku, jak w wielu, innych, znacznie więcej przemawia na korzyść Ameryki niż Europy.

Co jednak szczególnie ciekawe, to w dzisiejszej Ameryce ważne jest, by prezydent był religijny, ale niewielkie znaczenie ma to, jakie wyznanie praktykuje. Jeszcze niedawno katolik Kennedy stanowił sensację, dziś tak by już nie było. A jest tak dlatego, że mimo religijności społeczeństwa rozdział religii od państwa jest przestrzegany z wyjątkową i prawnie zalegalizowaną skrupulatnością. Wielu rzeczy trzeba się uczyć od Amerykanów, a tej, my w Polsce, w szczególności. Religia wspierająca demokrację - cóż za wspaniała perspektywa!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2004