Publiczny grzesznik

Czyta się kilka minut

Jezus przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: »Pójdź za Mną!«. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, którzy szli za Nim” (Mk 2, 14-15).

To chyba tekst, który w ostatnim tygodniu najbardziej mnie poruszył – owszem: wlał w moje serce nadzieję i takie widzenie spraw, które nie tylko pozwala, lecz wręcz nakazuje pójść dalej.

Oto Jezus powołuje do wypełniania swojej misji publicznego grzesznika. Tak. Wszyscy w Kafarnaum wiedzieli, kim jest Lewi: złodziejem i zdrajcą – wszak od swoich zbierał podatki na rzecz rzymskich okupantów. „Siedząc na cle” był też – tak jak i wszyscy jego koledzy – nieustannie narażony na rytualną nieczystość: przyjmował wszak monety wybijane i funkcjonujące w pogańskim świecie – wcale nierzadko nawiązujące swoją grafiką do bałwochwalczych kultów. To nie Piotr i Andrzej czy powołani zaraz po nich synowie Zebedeusza – ludzie uczciwej i ciężkiej pracy, nieprzynoszącej im zapewne kokosów porównywalnych z dochodami, jakie osiągał (uczciwie i nieuczciwie) ich niedaleki sąsiad (Jezus powołał go „nad morzem”, a więc niedaleko domu Piotra).

Powtórzmy: celnik i grzesznik – złodziej, zdrajca, nieczysty, bogacz. W taki sposób wszyscy go opisują. Taka jest o nim powszechna opinia i wiedza. Zbudowana na faktach, nie na bezpodstawnych i krzywdzących projekcjach.

Brzmi znajomo?

Czy to nie czasem o Kościele dziś? A najbardziej – czy to nie o nas, duchownych w tym Kościele? I co? Co ze sobą zrobimy wobec takiej opinii i wiedzy na nasz temat? Co pozwolimy zrobić ze sobą Jezusowi? Czy to koniec, czy początek Ewangelii? Poddamy się apatii i rezygnacji albo równie zajadłej, co jałowej apologetyce, czy też otworzymy ze zdumieniem oczy na wołanie Jezusa: „Pójdź za Mną!”? Tak, ty! Ciebie chcę. Wiem, co o tobie mówią, i lepiej od nich wiem, ile w tym jest prawdy. Szukam ucznia, który stanie się apostołem i ewangelistą. Idziesz?

„Idę!”. „Wstał i poszedł za Nim”.

Gdzie poszli? Gdzie go Jezus najpierw zaprowadził?

Do jego domu i do jego środowiska: do celników i grzeszników, jak on. Jakie to ważne! Idąc za Jezusem, wrócić do siebie: do swojego domu i do „swoich”. Uporządkować z Jezusem swoje sprawy (prywatne życie) i ogłosić Go Panem we własnym środowisku (wśród księży?).

Lewi/Mateusz to właśnie uczynił. I – co uderzające – jest to w zasadzie wszystko, co o nim wiemy na podstawie samej Biblii. W Nowym Testamencie już się nigdzie nie pojawia poza spisami Dwunastu. Wiemy o nim tylko – i aż – tyle. I to w naszych oczach czyni go wiarygodnym. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2021