Pszczoły i ludzie

Miód zmienia pszeniczny ulepek w kresową kutię. W niektórych rejonach Polski macza się w nim opłatek – na znak pomyślności. Czysty miód stał się bohaterem jednego z najczęściej nagradzanych dokumentów mijającego roku.

17.12.2019

Czyta się kilka minut

Kadr z filmu „Kraina miodu” / MATERIAŁY PRASOWE
Kadr z filmu „Kraina miodu” / MATERIAŁY PRASOWE

Krainą miodem płynącą jest w filmie Tamary Kotewskiej i Ljubomira Stefanowa górzysta Macedonia zamieszkała przez turecką mniejszość etniczną. Główna bohaterka, Hatidze Muratowa, w wyludnionej wiosce kultywuje starą tradycję pszczelarską. Kiedy za pomocą podkurzacza odymia plastry zamknięte w szczelinach skalnych, dziuplach czy w kamiennych ruinach, kiedy zalepia gliną staroświeckie słomiane ule, jednocześnie śpiewa i nawołuje – jak gdyby rozmawiała ze swoimi pszczołami. Następnie dzieli się z nimi tym, co powstało z ich wspólnego, ludzko-pszczelego trudu. Rzec by można, że „Kraina miodu” to po prostu dokument opiewający zrównoważony rozwój i drobną lokalną wytwórczość, ale zamiast zaangażowanej ekoopowieści, dostajemy coś jeszcze innego: brzęczący poemat o znikającym świecie. Tyleż sielskim, co chwilami brutalnym.

Podobno aż trzy lata spędzili twórcy z Hatidze i jej sędziwą, przykutą do łóżka matką, podpatrując ich samotniczą codzienność. Pewnego dnia zostaje ona zakłócona przez najazd hałaśliwej rodziny nomadycznych pasterzy, którzy w sąsiedztwie naszych bohaterek zakotwiczają swą przyczepę kempingową oraz przywiezione ze sobą spore stadko bydła. Będą razem jakoś koegzystować, aczkolwiek film skupia się przede wszystkim na wyostrzeniu klasycznego konfliktu pomiędzy grabieżczą eksploatacją a coraz bardziej utopijną wizją harmonii z naturą. Oto bowiem Hussein, ojciec rozkrzyczanej gromadki, zaczyna dostrzegać, czym jest wydobywane przez Hatidze płynne złoto. Na bazarze w Skopje można sprzedać je po dziesięć euro za słoik, a w porze nieurodzaju nawet za cenę dwukrotnie wyższą, i obkupić za to całą rodzinę. Tymczasem głównej bohaterce wystarczy do zakupowego szczęścia niewiele: kilka bananów, tania farba do włosów, wachlarz dla starej matki.

Pokazuje więc „Kraina miodu” zderzenie pazerności i konsumpcji z pszczelarstwem jako szlachetną pasją i stylem życia. Próbujący wzbogacić się na miodzie przybysze nie mają ani krzty tej cierpliwości i serca, które pozwoliłyby im osiągnąć pożądane efekty bez niszczenia przy okazji dotychczasowego ekosystemu. Zazdroszczą sąsiadce, że jej ule są pełne, że jej miód świetnie się sprzedaje podczas lokalnych festynów, toteż szybko zaczynają stosować drogę na skróty. A pszczoły doskonale wyczuwają ów brak czułej ręki, odmawiając współpracy i żądląc boleśnie nowych gospodarzy. Na tym tle Hatidze, kobieta przedwcześnie stwardniała, choć na swój sposób pogodna, lepiej dogadująca się ze zwierzętami i dziećmi, zaczyna przypominać bohaterkę nie tyle obserwacyjnego dokumentu, co jakiejś nieistniejącej powieści Olgi Tokarczuk.

Autorzy filmu nie próbują lać litrami miodu na nasze serca, wręcz przeciwnie – jest też tu miejsce na sporą dawkę dziegciu. Z mieszanymi uczuciami przedstawiają archaiczny wycinek współczesnej rzeczywistości gdzieś na rubieżach Europy. Okazuje się, że zanim nastąpiła inwazja barbarzyńców, świat czułej pszczelarki nie był wcale rajskim ogrodem, ale ziemią już wcześniej głęboko skażoną. Kotewska i Stefanow zaledwie muskają przeszłość, lecz to wystarczy, by zobaczyć w bohaterce cichą ofiarę lokalnych tradycji, wedle których przypisana została raz na zawsze do swej służebnej roli, bez prawa do osobistego szczęścia. I Hatidze spełnia tę rolę z wielką pokorą, również na ekranie. W hodowli pszczół znajdując inny, być może wyższy rodzaj spełnienia.

Widok dziecka, które w pojedynkę odbiera poród cielaka, czy portret kobiety uwięzionej w miejscu swego urodzenia, stanowią ciemniejszy rewers tego pastoralnego obrazka. Podstawowy kontakt ze światem zewnętrznym przynosi przedpotopowe radio tranzystorowe, uzbrojone w antenę wykonaną z blaszanej miski. Czasem niewidzialny samolot przecina niebo białą szramą. Koniec świata, jakiemu ten film świadkuje, nie przynosi jednak żadnej lepszej alternatywy. Pszczoły wkrótce wymrą, zapanuje przemysłowa hodowla, pasteryzowane mleko w plastikowych butelkach zastąpi to od krowy, a Hatidze w końcu będzie musiała przeprowadzić się do miasta. Dlatego „Kraina miodu” to nade wszystko hołd złożony jednej z ostatnich strażniczek sztuki pszczelarskiej, uchwyconej w konkretnym momencie. Dziś ta sztuka zaczyna przeżywać swój zasłużony renesans, oby tylko nie był on spóźniony w obliczu dokonującej się na naszych oczach pszczelej apokalipsy.

Poorana bruzdami fizjonomia bohaterki sfilmowana została w macedońskim dokumencie niczym rzeźba, o co nie trudno przy nikłym świetle świec i lamp naftowych, wypełniającym wieczorami ubogą górską lepiankę. Pod względem wizualnym mamy do czynienia z kinem najwyższej próby. Ale łatwo też zauważyć, że chwilami oglądamy wydarzenia nie tyle naoczne, co w jakimś stopniu odtworzone dla potrzeb filmu. Mimo że autentyczne jest tło i sami bohaterowie, zapewne musieli oni powtórzyć przed kamerą wybrane sytuacje, które – jak wierzymy – zdarzyły się trochę wcześniej.

Sceptycy zastanawiają się, czy po tych ingerencjach Hatidze pozostaje w dalszym ciągu realną postacią, czy staje się raczej żywym symbolem niszczonej przez cywilizację niewinności. Ktoś inny mógłby zapytać, jaki ma w tym filmie status rodzina Husseina: na ile odgrywają oni role aroganckich najeźdźców, a na ile są nimi naprawdę. I do jakiego stopnia są świadomi funkcji przypisanej im w scenariuszu. Nie odbiera to bynajmniej „Krainie miodu” filmowej siły. Przypomina za to, że czysty dokument, podobnie jak w stu procentach czysty miód, pozostaje dzisiaj dobrem deficytowym. Pytanie tylko, czy – w przeciwieństwie do miodu – istniał on kiedykolwiek. ©

KRAINA MIODU (Honeyland) – reż. Tamara Kotewska, Ljubomir Stefanow. Prod. Macedonia 2019. Dystryb. Against Gravity. W kinach od 20 grudnia.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do magazynów „EKRANy” i „Kino”, jest felietonistką magazynu psychologicznego „Charaktery”. Współautorka takich publikacji, jak „Panorama kina najnowszego”, „Szukając von Triera”, „Encyklopedia kina”, „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51/2019