Reklama

Przywódcy przed sądem

Przywódcy przed sądem

27.01.2010
Czyta się kilka minut
Osądzanie dyktatury w NRD zaczęło się w 1989 r., zanim niemcy się zjednoczyły. Choć w kolejnych latach - w wyniku 65 tys. śledztw przeciw stu tysiącom podejrzanych - za kraty trafiło tylko kilkaset osób, zgromadzono ogromny materiał dokumentujący bezprawie systemu.
3

3 października 1990 r. - w dniu zjednoczenia Niemiec - w berlińskiej prokuraturze powołano specjalną komórkę: ­"Arbeitsgruppe Regierungskriminalität", "Grupę roboczą ds. przestępczości na szczeblu rządowym". Cztery lata później, by usprawnić pracę, utworzono na jej bazie osobny urząd. Prokuratorzy ci wykonali gigantyczną pracę - przeprowadzili tysiące śledztw, dotyczących przestępstw popełnianych przez aparat władzy, polityków, urzędników, sędziów, prokuratorów itd. Ale nie tylko oni zajmowali się prawnokarnym rozliczeniem NRD: podobną pracę wykonywano w landach.

Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że to "Niemcy z Zachodu osądzali Niemców ze Wschodu". Taką tezę stawiali nie tylko postkomuniści, pojawiała się też w Polsce: o tym, że "to Niemcy z Zachodu lustrują Niemców ze Wschodu", mówił publicysta "Gazety Wyborczej" Paweł Wroński (w radiowej "Trójce" 12 maja 2007 r.), i nie tylko on.

Oczywiście, zniknięcie NRD jako państwa sprzyjało rozliczeniom. Ale standardy tego, co Niemcy nazywają Aufarbeitung w odniesieniu do przeszłości nazistowskiej i komunistycznej (to "rozliczenie", ale rozumiane szeroko, nie tylko jako procesy karne, ale też proces polityczny i społeczny), ustalono przed 3 października 1990 r. Dokładnie: jesienią 1989 r. i w roku 1990, gdy - o czym się zapomina - od marca NRD miała, po raz pierwszy i ostatni, parlament wybrany w wolnych wyborach i demokratyczny rząd.

Już na przełomie 1989/90 r. walczący o ocalenie NRD (jeszcze) komunistyczny rząd Hansa Modrowa dał zielone światło prokuraturze - która jeszcze niedawno ścigała opozycję - dla aresztowań usuniętych wcześniej prominentów. Modrow liczył, że uwiarygodni to jego ekipę. W 1990 r. zatrzymano nawet na krótko Ericha Honeckera, byłego I sekretarza SED, ale szybko wypuszczono; trafił do domu opieki, potem uciekł do Moskwy, wrócił do Niemiec, gdzie postawiono mu zarzuty, a gdy okazało się, że ma raka, za zgodą rządu Kohla wyjechał do krewnych w Chile, gdzie zmarł. Prócz Honeckera do aresztu trafili wówczas na pewien czas m.in. Erich Mielke (b. szef tajnej policji Stasi) i b. premier Willy Stoph (zarzut korupcji).

***

Po zjednoczeniu postępowania stały się bardziej systematyczne, ale ich podstawa prawna pozostała: podstawą do ścigania NRD-owskiej dyktatury był kodeks karny NRD. Zadecydowano tak, uznając, iż karalność powinna odpowiadać prawu, które istniało w chwili popełnienia czynu. Tak zapisano w Układzie Zjednoczeniowym; zaproponował to demokratyczny rząd NRD. Zasada - uznająca, mówiąc obrazowo, że w b. NRD nie będzie "drugiej Norymbergi" - trwała kilka lat, po czym zweryfikował ją Trybunał Konstytucyjny RFN (o czym poniżej).

Pytanie, jak osądzać NRD, długo wywoływało dyskusje. Ich przedmiotowość podważyło to, co stało się 12 listopada 1996 r.: Trybunał Konstytucyjny RFN wydał wtedy orzeczenie w sprawie skargi trzech członków Rady Obrony NRD, skazanych na więzienie. Argumentowali oni, że działali zgodnie z prawem. Trybunał uznał, że powoływanie się na prawo NRD nie może być usprawiedliwieniem, gdy w grę wchodzi odpowiedzialność za "szczególnie ekstremalne bezprawie", naruszające podstawowe prawa człowieka, do których przestrzegania NRD się zobowiązała na forum międzynarodowym. A takim "ekstremalnym bezprawiem" były wg Trybunału wydane przez skarżących rozkazy "unicestwienia" (cytat) każdego obywatela uciekającego na Zachód, gdyby aresztowanie go nie było możliwe.

Do praw człowieka jako zasad stojących ponad prawem państwa totalitarnego Trybunał odwołał się też później: gdy uznał, że ściganie sędziów i prokuratorów, którzy łamali powszechnie uznane prawa człowieka, nie narusza zasady, iż prawo nie działa wstecz. W 1998 r. Trybunał wypowiedział się w sprawie skargi byłej sędziny, skazanej na więzienie. Przewodniczyła ona składowi, który orzekał w sprawach politycznych i w 1982 r. wymierzyła 8 lat pewnemu matematykowi za rozprowadzanie ulotek i czasopism wydanych w RFN. Rok później skazała na wieloletnie więzienie parę małżeńską i taksówkarza; chcieli wyemigrować i nawiązali kontakt z przedstawicielstwem dyplomatycznym RFN w Berlinie Wschodnim - co sędzina uznała za szpiegostwo. Orzekając tak, "w sposób oczywisty złamała prawa człowieka" (w sprawie matematyka) i "przekroczyła dopuszczalną interpretację ustawy" (w dwóch pozostałych) - tak w 1995 r. sąd w Berlinie uzasadniał wyrok, skazujący ją na 21 miesięcy więzienia. Wniosła ona skargę do Trybunału, argumentując, że działała w ramach prawa - i przegrała.

***

Po 1989-90 r. ścigano różne rodzaje przestępstw. Procesy wytaczano prominentom z kierownictwa państwa i partii, oskarżonym o odpowiedzialność decyzyjną za zabójstwa na granicy (doliczono się tysiąca zabitych w latach 1949-89; najstarsza ofiara miała 86 lat, najmłodsza rok). Skazano tu kilkanaście osób na więzienie; najwyższy wyrok to 7,5 roku. Skazano też kilkudziesięciu żołnierzy straży granicznej, oskarżonych o zabicie uciekiniera. Dalej: sędziowie i prokuratorzy łamiący prawo (wymiar sprawiedliwości podlegał też lustracji; konfidentów Stasi zwalniano). Ścigano też fałszowanie wyborów, korupcję i szpiegostwo (ścigani mogli być tylko obywatele RFN, którzy pracowali dla Stasi).

Bilans wymiaru sprawiedliwości był następujący: prokuratury wszczęły ok. 65 tys. postępowań przeciw ok. 100 tysiącom podejrzanych. Ogromną większość spraw zakończono umorzeniem (np. z powodu przedawnienia). Do sądów skierowano akty oskarżenia w niespełna tysiącu przypadków; połowę oskarżonych skazano, zwykle w zawieszeniu.

Odpowiedzialności za swe czyny, w czasie gdy był szefem tajnej policji Stasi, uniknął słynny Erich Mielke. Wprawdzie został skazany w 1993 r. na 6 lat więzienia (odsiedział 2/3 kary, zwolniono go w sierpniu 1995 r. z powodu choroby; wkrótce zmarł), ale wyrok dotyczył udziału w zabójstwie dwóch berlińskich policjantów w 1931 r., gdy był on bojówkarzem komunistycznym. Za NRD sądzony nie był - uznano go za niezdolnego do udziału w postępowaniu z powodu stanu zdrowia. Egon Krenz, w 1989 r. następca Honeckera w roli przywódcy NRD, a wcześniej członek władz, dostał 6 lat i 6 miesięcy więzienia jako współodpowiedzialny za śmierć uciekinierów. Odsiedział cztery lata.

***

Przyczyn powściągliwości w kierowaniu spraw do sądów i ferowaniu wyroków było kilka. Niemiecki wymiar sprawiedliwości jest w ogóle liberalny, zwłaszcza gdy z ławy oskarżonych słychać, że to "osąd zwycięzców nad zwyciężonymi" (Siegerjustiz). Rolę odgrywał wiek oskarżonych. Problemy pojawiały się też ze zdefiniowaniem i udowodnieniem przestępstwa w myśl kodeksu NRD. Natomiast eks-opozycjoniści krytykowali, że to z powodów politycznych ściga się tak łagodnie, bo klimat polityczny temu nie służy.

Niemniej, skutkiem postępowań było - co przyznawali też ci, którzy krytykowali ich łagodność - i to, że dzięki nim zgromadzono ogromną wiedzę o funkcjonowaniu i zbrodniczym charakterze systemu, ona zaś trafiła do społeczeństwa za sprawą mediów i historyków. Przykładowo, postępowanie przeciw dziewięciu byłym prokuratorom, oskarżonym o to, że złamali prawo NRD prowadząc działania wymierzone w dysydenta Roberta Havemanna, trwało siedem lat, a skończyło się jedynie dwoma niskimi wyrokami (w zawieszeniu). Ale miało duże znaczenie historyczno-edukacyjne: postępowania przed kolejnymi instancjami umożliwiły dokładne prześledzenie mechanizmów, wedle których funkcjonował aparat NRD, gdy chciał zorganizować proces polityczny.

***

Mówiąc o III Rzeszy, Hannah Arendt użyła określenia, że był to "zorganizowany brak odpowiedzialności". Podobnie było w NRD: po 1989 r. łatwiej było osądzić żołnierza, który zabił uciekiniera, niż decydentów. Okazało się, znowu, jak trudne jest osądzanie dyktatury w państwie prawa, i jak trudno oddać sprawiedliwość jej ofiarom. Niemniej, w Niemczech ściganie przestępstw z czasów NRD okazało się bodaj najbardziej konsekwentne i systematyczne w Europie Środkowej. Jeśli ktoś protestuje dziś przeciw tezie, że NRD była Unrechtsstaat (państwem opartym na bezprawiu), czyni to nie z niewiedzy, ale z innych motywów - politycznych bądź biograficznych.

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]