Przypowieść o Trenerze

Byli obiecującymi piłkarzami. Wyłowieni z podwórkowej drużyny, po kilku latach grali w pierwszej lidze i natychmiast zostali powołani do kadry narodowej. Mieli być tajną bronią trenera, wsparciem drużyny w kluczowych momentach spotkania. Jednak młodzieńcom zaczęło się podobać przysłowiowe "grzanie ławy". Uznali, że nikt nie odmówi im zaszczytu wysłuchania hymnu narodowego na płycie stadionu, więc przestali trenować.
Czyta się kilka minut

Raz zostali wystawieni w ostatnich 30 minutach meczu, ale nie umieli dotrzymać tempa drużynie przeciwnika. Przegrali ważny mecz. Tłumaczyli się dziennikarzom: "Przeciwnik był lepszy, miał więcej możliwości, wiatr i słońce w plecy, a nawet sędzia był po ich stronie. Obiektywnie mieli lepsze warunki od nas". Wyrzucono ich z kadry. Kibice i prasa rozpisywali się o chimerycznym charakterze selekcjonera.

Pewnie byłoby łatwiej być chrześcijaninem, gdyby Jezus nie opowiedział niektórych przypowieści. Przypowieść o talentach to nie przypowieść, której słucha się przyjemnie. Bo ile wart jest talent? Według miary biblijnej to 26 kilogramów złota, równowartość zapłaty za sześć tysięcy dni pracy. Tyle otrzymał sługa w Jezusowej przypowieści o talentach. Niemało, choć w porównaniu z kolegami otrzymał znacznie mniej. Ale Pan Bóg nie jest socjalistą i nie daje wszystkim tyle samo, lecz tyle, ile każdy potrafi unieść.

Biblijny talent to nie zdolność, potencjał artystyczny czy sprawność intelektualna. Tego talentu nie odkrywa się po zjedzonej kolacji i przy piwie, oglądając telewizyjny show. Nie podlega ocenie jury i nie jest zdolnością zdobywania czegokolwiek, chociażby tytułów naukowych czy godności kościelnych. Do tego pierwszego wystarczą krople potu, do ostatniego - życzliwy człowiek.

Biblijny talent jest tym, co Jezus zostawił swoim uczniom, przekazując w ich ręce Kościół i świat. To dar Ducha Świętego. To wiara, że można zmieniać świat. To Słowo nadziei dane nie po to, by je wyjaśniać, ale by nim żyć. To przyjaźń z ludźmi, zdolność do miłości i solidarności z Innym. Nie pomnażając tych talentów, uczeń Jezusa staje się pusty tak dalece, że traci nawet to bogactwo duchowe, jakie wydawało mu się, że posiadał. W sumieniu słyszy słowa: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, a mimo to...".

Nie zżymajmy się na surowego Gospodarza. Jego rola jest naprawdę tragiczna. Musiał zwolnić człowieka, któremu zaufał, który powinien był robić w życiu dobre rzeczy. Człowiek ów nie chciał czynić tych rzeczy, bo nie zaufał Gospodarzowi. Nie uwierzył, że jeden talent w oczach Gospodarza miał wielką wartość i nie został mu dany, ale zadany.

Aż boję się myśleć dalej. Bo przecież kiedyś zamknę oczy. Gdy będę umierał, pewnie dowiem się, że tych kilka dobrych rzeczy, jakie udało mi się w życiu zrobić, miało naprawdę sens. I wiem, że jeśli nie będę robił różnych dobrych rzeczy, a tylko "hodował" w sobie zdolności - będzie źle. Umierając, też będę o tym wiedzieć. I czy jest sens obwiniać Trenera? O tym mówi przypowieść o talentach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2008