Przyjaźń Dawida i Jonatana

Opowieść o związku Jonatana z Dawidem ma co najmniej dwa wymiary. Pierwszy: czysto polityczny albo dynastyczny.
Czyta się kilka minut

Jonatan oddawał władzę nad Izraelem Dawidowi i ten zyskiwał legalny tytuł do korony królewskiej i władzy nad nowym państwem. Wiemy o tym od samego Jonatana, który uspokajał swojego przyjaciela, mówiąc mu: „»Nie obawiaj się, bo nie wytropi cię ręka mojego ojca, Saula. Ty będziesz panował nad Izraelem, ja zaś będę drugim po tobie. Mój ojciec, Saul, wie, że tak będzie«. Obydwaj związali się przymierzem wobec Pana” (1 Sm 23, 17). Przyszłość Izraela – zapowiadał Jonatan – należy do Judei i królewskiego rodu Dawida. To było przesądzone. Na podstawie badań archeologicznych wiemy, że historia nie do końca potoczyła się tak, jak ją opisuje Biblia; pierwsze państwo na ziemiach Izraela z dziedziczną władzą stworzył w IX wieku Omri ze stolicą w Samarii, a nie w Jerozolimie. Jerozolima w czasach Dawida i Salomona pozostawała małą, pewnie zakurzoną wioską. Wiemy też, że prawnuk Dawida, władca Judei, stał się formalnym wasalem północnego królestwa Izraela. Ale to już zupełnie inna historia.

Drugi wymiar opowieści dotyczy natury miłości, jaka łączyła obu młodzieńców. Rabini powiadają, że była to przyjaźń idealna. Uczą tego Sentencje Ojców. Przyjaźń doskonała nie służy żadnym egoistycznym celom, bo gdy te znikają, miłość również znika. Inaczej rzecz się miała w związku dwóch młodzieńców. Współcześni komentatorzy dopatrują się w tej przyjaźni elementów homoseksualnych, powołując się na Dawida. Swój lament nad Saulem i Jonatanem zamknął on słowami: „Bardzo mi żal, bracie mój Jonatanie, byłeś mi wdzięcznym, większa u mnie była miłość twoja niż miłość niewieścia” (2 Sm 1, 26). Nie ma żadnych nawet aluzji do fizycznej bliskości między nimi poza tym, że wymieniali pocałunki, ale w biblijnych opowieściach całowali się ze sobą Laban i Jakub, Jakub i Ezaw. Nic to szczególnego. Istnieje w dwóch miejscach w Księdze Kapłańskiej zakaz seksualnych związków między dwoma mężczyznami. Takie związki podlegają wedle prawa karze śmierci. Nigdy nikt nikogo na śmierć za homoseksualizm w całej historii Izraela nie skazał. Homoseksualizm potępia Talmud, a dzisiaj ortodoksi. W sumie niewiele uwagi w Biblii przypisuje się związkom dzisiaj zwanym gejowskimi i nie było powodów, by w dawnych czasach ktoś sobie nimi głowę zawracał. Wydaje mi się, że stosowanie dzisiejszych etykiet hetero- czy homoseksualny do czasów antycznych jest nadużyciem. Takie podziały na rodzaje seksualnej orientacji w Biblii nie funkcjonują. Nawet gdy uważnie czytamy historię tej przyjaźni, nie ma w niej śladu wzmianki o tym, by komuś coś tu nie odpowiadało lub naruszało czyjąś moralność. Nie był to temat do plotek i obmów. Księdza Oko jeszcze nie było. Wiemy zapewne jedno – i to właśnie z historii Dawida – że miłość i seksualność, zwana też libido, w Biblii traktowane są jako wielkie siły: twórcze i destrukcyjne zarazem, niemożliwe do opanowania. Autorzy biblijni budowali wyjątkowo realistyczny obraz ludzkich namiętności. Dawid był kochany przez kobiety i mężczyzn. Ale spokoju w życiu z pewnością nie zaznał. Może właśnie dlatego, że był istotą tak namiętną i nieopanowaną. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2017