Przełknąć imigracyjną żabę

W ubiegłym roku Polska odmówiła przyjęcia 7 tysięcy imigrantów, którzy mieli przybyć do nas w ramach wewnątrzunijnego programu dyslokacji uchodźców.
Czyta się kilka minut
Kurier w centrum Warszawy, 2017 r. / MARIUSZ GACZYŃSKI / EAST NEWS
Kurier w centrum Warszawy, 2017 r. / MARIUSZ GACZYŃSKI / EAST NEWS

W tym samym czasie – jak wynika z właśnie opublikowanych danych Eurostatu – przyznaliśmy jednak prawo pobytu ponad 585 tysiącom przybyszów spoza Unii.

Imigracja zarobkowa i ucieczka przed wojną to oczywiście nie to samo. Blisko 85 proc. imigrantów, których Eurostat przypisał Polsce w cytowanym zestawieniu, stanowiły tymczasem osoby, które do Polski przyjechały pracować – głównie z Ukrainy. Swego czasu gabinet PiS chełpił się tym nawet w Brukseli, unaoczniając jej, że Polska wspaniałomyślnie przyjęła łącznie pod strzechy ponad milion Ukraińców bez oglądania się na unijne parytety dyslokacyjne. Dlaczego więc dziś rząd nie chce pochwalić się armią przybyszów ze wschodu, którzy nad Wisłą szukają lepszego losu, wystawiając tym naszej gospodarce wysoką notę? Dlaczego nie pokazuje unijnych statystyk, z których wynika, że nawet Niemcy – bezczelny unijny prymus uzurpujący sobie prawo do ustawicznego pouczania innych krajów członkowskich – przyjęły pod swój dach mniej imigrantów niż Polska, której Berlin zarzuca wkładanie kija w szprychy wspólnego programu dyslokacji? Wicepremier Morawiecki rozkładał propagandowy kramik z sukcesami przy mniej spektakularnych okazjach.

Otóż pewnie dlatego, że na problem imigracji zarobkowej spoglądamy w Polsce etnicznym zezem. Boimy się kulturowej inności hinduskiego dostawcy z UberEats, ale cieszymy się, że dzięki tej internetowej usłudze można łatwo i względnie tanio zamówić do domu jedzenie. Niepokoi nas coraz liczniejsza ukraińska diaspora w Polsce, ale chętnie robimy późne zakupy w osiedlowym sklepie, który od niedawna czynny jest całą dobę dzięki Tatianie lub Siergiejowi, gotowym pracować na nocnej zmianie za stawkę, która nie interesuje już Kasi czy Piotra. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2017