Przecież to syn Kowalskich

Nauka nauką, wiedza wiedzą, ale najważniejsze: doświadczenie. Tego życiowego niczym się nie da się zastąpić i nie można go zdobyć inaczej niż po prostu – jak najdłużej żyjąc.
Czyta się kilka minut

Jednak to samo doświadczenie podpowiada, że bezwzględna wiara w jego obowiązywanie zawsze i wszędzie jest, najdelikatniej mówiąc, naiwnością. Przynajmniej w sprawach dotyczących kontaktów z Bogiem. Dowód? Wizyta Jezusa w Nazarecie, Jego rodzinnym mieście, i obecność na nabożeństwie w synagodze. Niewiele brakowało, a wszystko skończyłoby się tragedią. Jezus, syn cieśli Józefa i Maryi, ów młody, dobrze wszystkim znany w miasteczku mężczyzna, naraz objawił się swoim rodakom jako ktoś zupełnie inny, niepodobny do tego, którego znali aż za dobrze. Po czasie okaże się, że nie znali Go wcale, a za prawdę wzięli swoje o Nim wyobrażenia. Gdzie zatem tkwi błąd?

Przy okazji niektórych wypowiedzi Benedykta XVI i biskupów rozgorzała ostatnio dyskusja nad rolą religii w powstawaniu konfliktów społecznych. Czy religia jest źródłem przemocy? Mając w pamięci przypomniane już wydarzenie w Nazarecie, można powiedzieć, że religia nie musi, ale może być dla człowieka nieszczęściem, gdyż uniemożliwiając dotarcie do istoty rzeczy, tworzy rzeczywistość zmyśloną. Z drugiej strony, religia nie musi być przeszkodą, a więc nie jest ona z natury konfliktogenna.

Wróćmy do Nazaretu. Owszem, Jezusa jedni współwyznawcy odrzucali, ale inni Go nie tylko zaakceptowali, ale nawet przyłączyli się do Niego – i to aż po grób. Co zatem sprawia, że wyznawcy tej samej religii, na to samo zjawisko reagują tak odmiennie?

Odpowiedź tkwi chyba w tym, jak traktuje się religię. Od tego, czy używa się jej, jeśli można tak powiedzieć, wyłącznie dla własnych korzyści w myśl hasła „Zbaw duszę swoją”, czy też traktuje jako klucz – wyzwanie, zaproszenie do zainteresowania losem ludzi i świata. Mieszkańców Nazaretu zgubiła taka religijność, która miała na względzie wyłącznie ich własne bezpieczeństwo. Bóg był im potrzebny do zabezpieczenia status quo. Jezus zaczął w ich oczach rościć sobie prawo do bycia kimś więcej, niż jest: kimś szczególnym nie tylko w oczach ludzi, ale, o zgrozo, w oczach Bożych. Nic dziwnego, że zobaczyli w Jezusie heretyka, burzyciela ładu, niebezpiecznego wichrzyciela, którego rozpychają zadufanie i pycha. Od takiego stwierdzenia już tylko krok do przemocy. Heretyka trzeba za wszelką cenę wyciszyć.

Ks. Artur Stopka mówi, że coraz częściej dowiaduje się, iż dla wielu „religia, religijność, Kościół, katolicyzm to ucieczka. Nie w ramiona kochającego Boga. Ucieczka w pustkę przed życiem, które wydaje im się za trudne, przed światem, który wydaje im się niezrozumiały, nieprzychylny i którego się boją. Ucieczka, która jest celem samym w sobie. Ucieczka w ucieczkę”.

Jezus odchodzi z Nazaretu. Odchodzi, nie ucieka, gdyż nadal robi to, co uważa za swoją misję. Nie obraża się na wszystkich i na wszystko, ale usiłuje na różne sposoby dotrzeć do tych, z którymi przyszło Mu żyć, dotrzeć do świata takiego, jakim wtedy był, gdyż Jego Ojciec taki właśnie, a nie inny świat ukochał. I tak się dzieje, tak jest aż do dzisiaj.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2013