Piotr Kosiewski: W 1965 r. powołano Muzeum Architektury i Odbudowy. Do dziś jest jedynym tego typu w Polsce. Skąd pomysł jego powołania?
Michał Duda: Obecnie w nazwie Muzeum nie ma już słowa „Odbudowa”, tymczasem ono zapewne okazało się kluczowe dla podjęcia decyzji o jego powstaniu. Wpisywało bowiem Muzeum w ważny w tym czasie mit odtworzenia Wrocławia na gruzach Breslau. Rządzący chcieli stworzyć kilka „kotwic tożsamościowych” budujących lokalną, polską tożsamość.
Od tego czasu Muzeum nieustająco definiuje swoją tożsamość. Po 1989 r. ważnym nurtem w jego działalności stało się przypomnienie architektury przedwojennego Wrocławia, ale też wiele miejsca w jego działalności zajmowała architektura późnego modernizmu, która w III RP długo była wyszydzana. A jak będzie w przyszłości?
Na pewno nadal będzie się to zmieniało. 50 lat temu odkrywaliśmy historyzm, później modernizm. Kolejne pokolenie dostrzegło architekturę PRL-u. Teraz młodsi ode mnie odkrywają postmodernizm. Najważniejsze jest to, że chcemy być instytucją, która pozwoli zobaczyć architekturę w szerszym kontekście.
Naszym zadaniem nie jest prezentowanie mniej lub bardziej wiernie stworzonych modeli poszczególnych budynków, lecz dawanie odbiorcom narzędzi do zrozumienia miejsc, w których żyjemy. Dostarczanie wiedzy o genetyce miast, ale też szerzej: całej zagospodarowanej przez człowieka przestrzeni, o tym, jak ona się zmieniała. Ta wiedza ma sprawiać, że będziemy poczuwali się do większej współodpowiedzialności za przestrzeń, w której żyjemy.
Jeżeli będziemy potrafili dostrzec to, co jest wartościowe, na pewno uchronimy przed zniszczeniem ważne komponenty naszego dziedzictwa, do czego jesteśmy zobowiązani wobec kolejnych pokoleń, będziemy też potrafili zrozumieć mechanizmy, które rządziły i nadal rządzą miastem. A to pozwoli na lepsze poruszanie się w rzeczywistości.
To rozszerzanie pola zainteresowań odbija się także w sposobie konstruowania naszej kolekcji – wszystko zaczęło się od zespołu niezwykle cennych detali ze zniszczonych podczas wojny budynków, potem przyszła kolej na klasyków międzywojnia: Bohdana Lacherta, Helenę i Szymona Syrkusów, Jana Koszczyca-Witkiewicza. W 2000 r. częścią Muzeum stało się wrocławskie Archiwum Budowlane – kolekcja ponad 300 tys. projektów dokumentujących rozwój środkowoeuropejskiego miasta od początku XIX w. do nowoczesnej metropolii. Zbiór uzupełniany jest ciągle o nowe nabytki związane z działalnością powojenną, spuścizny Stefana i Marii Müllerów, Haliny Skibniewskiej czy Piotra Wichy.
Wyzwaniem staje się kolekcjonowanie artefaktów projektowych, które nie mają formy materialnej, a wyłącznie cyfrową. To wielkie zadanie, bo zabezpieczenie pamięci o procesach zachodzących w naszej przestrzeni to temat w dalszym ciągu nieodpowiednio zaopiekowany. W kolekcji i działalności odzwierciedlenie mają trzy ważne dla nas perspektywy: lokalna, krajowa i środkowoeuropejska. Ważne są też dla nas dwa wektory – ten wskazujący wstecz, skupiający się na pamięci i rozumieniu przeszłości, i ten progresywny, polegający na rozszerzaniu perspektywy na różne narracje.
Muzeum opowiada o architekturze, ale często poza nią wykracza, prezentując np. design. Opowiada też o kontekście społecznym czy kulturowym, w jakim powstaje architektura.
Tak, bo trudno odseparować architekturę od wszystkich kontekstów, w których ona powstaje. Zarazem architektura ma bardzo materialny wymiar: jest wynikiem ludzkiej pracy. Zrębem naszej kolekcji są detale architektoniczne pochodzące z budynków, które nie przetrwały do naszych czasów. To one są świadectwem ciężkiej, rzemieślniczej roboty. Jednocześnie mamy świetny zbiór sztuki współczesnej, przede wszystkim pochodzącej z lat 60. i 70. ubiegłego wieku, przykłady abstrakcji geometrycznej, ale też twórców neoawangardowych. Można się zastanawiać, dlaczego właśnie one znalazły się w naszym muzeum. One pokazują, jak bliskie było myślenie w tym czasie architektów i artystów.
Wreszcie, co jest najdziwniejsze w pracy muzealników związanych z architekturą, nie mamy możliwości pokazywania jej samej. Zawsze opowiadamy o niej za pośrednictwem projektów, rysunków, planów, zdjęć, modeli albo historii. Z jednym wyjątkiem – naszej siedziby. To dla nas najcenniejszy eksponat, o niezwykłej historii, sięgającej późnego średniowiecza. Naznaczony także historią przebudów, zniszczeń i odbudowy. Dlatego bardzo trudnym zadaniem jest czekająca nas modernizacja i rozbudowa Muzeum, bo musimy zderzyć się z potrzebami odbiorców, ale też wyzwaniami, które stawia przed nami współczesność. Chcemy, by to, co powstanie, było równie wartościowe, ciekawe i nieoczywiste, jak wszystkie poprzednie zmiany.
Czy powojenna odbudowa nadal będzie ważnym tematem dla Muzeum?
Stale podejmujemy tematy związane z powojenną architekturą miasta i regionu. Bez niej nie sposób zrozumieć nieprawdopodobnego zjawiska, które wydarzyło się w tej części Europy: od migracji, przez oswajanie i próby zrozumienia miejsca, w którym znaleźli się przesiedleńcy.
W przyszłym roku będzie rocznica, jak mówili nasi poprzednicy, „powrotu do Macierzy”. Tym bardziej będziemy opowiadali o tragicznej wielkiej wymianie ludności, która się tutaj wydarzyła. Jest to rzecz wyjątkowa w skali świata. Nauczyliśmy się zapuszczać korzenie w nie swoje podglebie i budować swoją tożsamość z czegoś, co długo było uważane za obce. Ta zmiana przyszła na przełomie wieków. Teraz nie tylko badamy dorobek niemieckiej awangardy architektonicznej, która rozwijała się w latach 20., ale też traktujemy go jako część składową naszej tożsamości. Nie musimy udowadniać prawa do tych terenów.
Jestem dzieckiem Ziem Odzyskanych. Mam, podobnie jak wielu innych, świadomość tego, że jesteśmy ze „świata obok”. Dawna Polska jest bogatsza o ciągłość, ale uboższa o doświadczenie konieczności, a w pewnym momencie też chęci zrozumienia nakładających się na siebie różnych kontekstów kulturowych.
Na czym ma polegać przebudowa Muzeum?
Chcemy, by możliwie najwięcej zostało ze wspaniałej historycznej przestrzeni średniowiecznego klasztoru, a jednocześnie, by budynek spełniał wszystkie nowoczesne funkcje. Opowiadamy o naszej przemianie, posługując się trójkątem wartości, każdy wierzchołek jest ważny. Pozornie najbardziej oczywista jest tożsamość, czyli ciągłość, którą za wszelką cenę chcemy chronić. Pozostałe dwa wierzchołki to ekologia i dostępność. Każda architektura w pewien sposób negatywnie odcisnęła się na ekosystemie czy na otoczeniu, w którym powstawała.
Dzisiaj, rozbudowując się za publiczne pieniądze, chcemy jak najmniej zaszkodzić ekosystemowi, w którym się znajdujemy. A jako instytucja publiczna chcemy być dostępni dla wszystkich, którzy chcieliby z naszych usług skorzystać.
Budynek zostanie uzupełniony o szereg funkcji, których muzea w dzisiejszych czasach potrzebują, by nie być jedynie miejscami odświętnej konsumpcji kultury, ale częścią przestrzeni publicznej. Powstaną przestrzenie, w których można kontrolować warunki eksponowania, ale też przechowywania zbiorów – nasza kolekcja liczy setki tysięcy projektów architektonicznych. Stworzymy nowoczesną pracownię konserwacji papieru. Powstanie też coś, co nazywamy sercem tej instytucji, czyli przestrzeń publiczna służąca edukacji, z księgarnią i kawiarnią.
A jak Muzeum będzie wyglądać?
Chcieliśmy wszystkie przestrzenie zmieścić w historycznych granicach dawnego klasztoru i kościoła św. Bernardyna. To się nie udało i powstanie nowe skrzydło, w którym znajdzie się czytelnia dostępna dla wszystkich. To będzie druga nasza brama na świat. Natomiast okazało się, że najmądrzejsza rzecz, jaką możemy zrobić, to przywrócić układ funkcjonalny sprzed 500 lat, zaburzony podczas powojennej odbudowy. Odtworzymy zatem dawne wejście, co pozwoli w bardzo prosty i logiczny sposób prowadzić naszych gości po wszystkich przestrzeniach, na których nam zależy, aby były dostępne.
Konkurs architektoniczny zostanie rozstrzygnięty 20 grudnia tego roku. W przyszłym roku ma powstać projekt budowlany, a my musimy zabezpieczyć budżet na tę inwestycję. Otwarcie planujemy na 2029 rok.
Powstanie także wystawa stała.
Kręgosłup czy statement każdej instytucji tworzy wystawa stała, ale z własnego doświadczenia wiemy, że nie można myśleć o niej w dłuższej niż piętnastoletnia perspektywie, bo w pewnym momencie staniemy się Muzeum Muzealnictwa, a nie Architektury. Muzeum musi prowadzić stały dialog ze współczesnością. Prace nad ekspozycją trwają i jedno, do czego jesteśmy przekonani, to to, że ciekawsze dla zwiedzającego będzie zobaczenie materialnego kawałka architektury, niż oglądanie jej na monitorze. Na pewno ekspozycję uzupełnimy o fotografie czy modele architektoniczne, ale one nie będą dominować.

Michał Duda jest historykiem sztuki. W Muzeum Architektury we Wrocławiu pracuje od 2006 r., od roku 2022 jest jego dyrektorem. Autor esejów na temat twórczości architektki Jadwigi Grabowskiej-Hawrylak „Patchwork”, nagrodzonych prestiżową DAM Architectural Book Award. Kurator (wspólnie z Małgorzatą Devosges-Cuber) wystaw poświęconych Jadwidze Grabowskiej-Hawrylak we Wrocławiu i w Nowym Jorku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















