Próby Abrahama

Abram przeszedł pierwszą z dziesięciu prób. Bez wahania podążył za nieznanym mu dotąd głosem do ziemi bez nazwy. Zawierzył swojemu słuchowi.
Czyta się kilka minut

To ten zmysł stał przed innymi, tak jak w modlitwie „Słuchaj, Izraelu”. Uwierzył w prawdę słów, które usłyszał, i im się poddał. Utracił swoją wolę, racjonalność, nawyki. Dał się prowadzić. Ruszył w nieokreśloność. W pustkę i wielkość, patos niezmierzonej obietnicy. Pozwolił na to, by ów głos go przemielił i uczynił naszym praojcem. By do jego życia wkroczyła fundamentalna nieciągłość. Zostawił siebie i wszystko, co było mu dotąd znane i oswojone. Godził się na rolę wiecznego wędrowca, który wie tylko jedno: że nic nie jest stałe, nic nie jest jego. Otwierała się przed nim droga, poszukiwanie dla siebie miejsca.

To miejsce – przyszła ziemia obiecana – do końca życia nie było jego, choć pewnie polubił dąbrowę w Mamre. Tam się wycofywał. Tam się kurował po wyjątkowo bolesnym akcie samoobrzezania. Odwiedziły go wtedy anioły pocieszenia. Wszystko w jego życiu stawało się drogą. Drogą wędrówek, przemiany wewnętrznej i doświadczenia.

Ile musiało być w nim siły, by poddać się woli nieznanego. Ile musiało być w nim pewności, że owa droga ma sens. Ile musiało być w nim zaufania, by wierzyć, że ten, kto go wezwał, już go nie opuści. Nie potrafię nie myśleć o pierwszej z prób Abrama bez zawrotu głowy i zadziwienia. Podtrzymywała go miłość do pięknej Saraj. Na pewno tak było. Inaczej wysechłby emocjonalnie. Pozbyłby się namiętności. Również namiętności wiary. Żona towarzyszyła mu całe życie, choć walczyło w nim nie raz poczucie misji z nakazem wierności i miłości.

Dotarł z dzisiejszej Turcji do Kanaanu – ziemi Izraela, dokąd wcześniej zmierzał jego ojciec Terach. Tam po raz pierwszy na ziemi obiecanej znów usłyszał głos swojego Pana i otrzymał kolejne błogosławieństwo. Dowiedział się, że od niego zacznie się nowy naród świadków Boga. To musiało być brzemię i cudowna radość. Otwierała się przed Abramem wieczność i nieśmiertelność. Wieczność była z Bogiem, nieśmiertelność w ludzkiej historii i pamięci. Splatały się ze sobą i splatają nadal. Głos zapowiadał niezwykłą przyszłość jego potomkom.

Choć jeszcze nie musiał być pewien swojego powołania. Nie miał dzieci. Jego żona była niepłodna. O jakiej przyszłości tu mówić? Musiał czuć absurd tej sytuacji. Nie wiedział, ile i jakich prób go czeka. Edukacja Abrama postępowała. Nadeszła kolejna, druga próba. Jak czytamy w Księdze, nastał głód w Kanaanie i wtedy ruszył on całą rodziną do Egiptu. Pewnie od kogoś się dowiedział o łąkach i pszenicy egipskiej. Ruszył z nadzieją, że tam będzie dość pokarmu, ale szedł z obawą o siebie. Szła z nim piękna kobieta, żona i zarazem przyrodnia siostra Saraj. Jej piękno było wyzywające i kuszące. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2020