Próba kwasu siarkowego

To naprawdę akt odwagi: złożyć hołd mistrzowi pisząc powieść, która jest wariacją na temat jego prozy.
Czyta się kilka minut

Mistrzem jest Thomas Bernhard, a punktem odniesienia – jego „Dawni mistrzowie”. Skąd taki pomysł? „Ze wszystkich austriackich instytucji, których nienawidził Bernhard, ministerstwo kultury było może instytucją znienawidzoną przezeń najbardziej” – pisał Jacek Dehnel półtora roku temu w felietonie „Bernhardkugeln”. Kiedy więc otrzymał on stypendium tegoż ministerstwa wraz z kartą wstępu do wiedeńskich muzeów, wdrożył „akcję bernhardowskiego sabotażu”. Chodził do Kunsthistorisches Museum, wiedeńskiej świątyni sztuki, by tam, siedząc przed obrazami, o których mowa w „Dawnych mistrzach”, czytać filipiki Regera, Bernhardowskiego bohatera, wymierzone we własnych rodaków oraz ich drobnomieszczańskie gusta.

A potem postanowił wejść w dialog z Bernhardem i stworzyć postać własną, choć zarazem Bernhardowską. To właśnie Krivoklat, pensjonariusz Centrum Medycznego Zamek Immendorf, bohater mediów i zmora muzealników, znany jako „Kwasowy wandal” – bo zwykł był oblewać 96-procentowym kwasem siarkowym arcydzieła malarstwa. Poznajemy go, gdy, zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, planuje kolejny zamach. Poznajemy też – bo cała powieść jest monologiem Krivoklata – motywy jego szaleńczych działań. Ich źródłem jest... prawdziwa miłość do sztuki i chęć uświadomienia współczesnym, że przestali rozumieć jej właściwy, podstawowy sens, że zmienili ją w towar i tylko jako towar podległy prawom rynku jest dla nich ważna. Trochę jak w Centrum Immendorf, gdzie równocześnie prowadzi się karykaturalną „artystyczną terapię zajęciową” (rozmazywanie najtańszych farb wodnych na najtańszym papierze i lepienie ohydnych popielniczek z masy solnej) i prześladuje prawdziwego artystę Zeyetmayera, skądinąd mordercę własnej żony.

Nie będę spoilerował i opowiadał, jak skończyły się plany Krivoklata. Dodam tylko, że jego pierwowzorem był Hans-Joachim Bohlmann (1937–2009), który podobnie jak Krivoklat utracił ukochaną żonę, a w latach 1977-88 uszkodził ponad 50 dzieł sztuki; że w monologu Krivoklata słyszymy czasem, jak podejrzewam, głos autora (znakomite passusy poświęcone nieszczęsnemu Renoirowi, który staje się symbolem łatwej popularności i kiczu włączonego do kanonu); i że cała powieść przepojona jest czarnym humorem, a lekarze, zwłaszcza zaś psychiatrzy, powinni przed lekturą przygotować się na mocne wrażenia. Pastisz Bernharda i paszkwil na psychiatrów? Niedawne wypowiedzi polskiego przedstawiciela tej profesji – myślę o prof. Łukaszu Święcickim, stygmatyzującym psychiatrycznie ludzi o odmiennych poglądach politycznych – pokazują, że oskarżeń szalonego Austriaka nie należy lekceważyć... ©℗

​JACEK DEHNEL, KRIVOKLAT, CZYLI EIN ÖSTERREICHISCHES KUNSTIDYLL, Znak, Kraków 2016, ss. 234

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 22/2016