Prezydent USA rzuca sobie wyborcze koło ratunkowe. I zaostrza procedury azylowe

Joe Biden idzie w ślady Donalda Trumpa i uszczelnia południową granicę USA. Walcząc o głosy wyborców, musi pokazać, że panuje nad napływem migrantów.
Czyta się kilka minut
Nielegalni imigranci zatrzymani na granicy Meksyku i USA w Ciudad Juarez, 22 kwietnia 2024 r. // Fot. David Peinado / AFP / East News
Nielegalni imigranci zatrzymani na granicy Meksyku i USA w Ciudad Juarez, 22 kwietnia 2024 r. // Fot. David Peinado / AFP / East News

W dekrecie podpisanym 4 czerwca – tuż przed tym, jak rozpoczął swoją kilkudniową podróż po Europie – prezydent Joe Biden zakazał ubiegania się o azyl osobom, które stawiają się na granicy między oficjalnymi przejściami granicznymi. Restrykcje obowiązują, gdy przez siedem dni z rzędu liczba nielegalnych przejść przez granicę wynosi powyżej 2,5 tys. dziennie (restrykcje nie dotyczą nieletnich, ofiar handlu ludźmi i osób mających poważne problemy zdrowotne). Czyli to zakaz na stałe, bo od początku prezydentury Bidena napływ migrantów nie słabnie. Przez pierwsze dwa dni od podpisania dekretu deportowano tysiące osób m.in. z Uzbekistanu, Meksyku, Ekwadoru, Gwatemali i Peru. Upiekło się tym, których ze względów dyplomatycznych lub logistycznych trudno odesłać do kraju pochodzenia.

Biden twierdzi, że restrykcje mają pomóc opanować sytuację na granicy, i obciąża nią Republikanów. Ci, aby zaszkodzić mu przed wyborami, w lutym zablokowali reformę mogącą uzdrowić politykę migracyjną (przewidywała m.in. tymczasowe uszczelnienie granicy). Dziś Republikanie oceniają dekret Bidena jako zbyt słaby, Demokraci wytykają mu zaś, że idzie śladem Trumpa. Prezydent działa na podstawie tych samych przepisów, które w 2017 r. posłużyły Trumpowi do zakazania wjazdu obywatelom kilku krajów islamskich.

Biden nie pierwszy raz działa jak poprzednik: po dojściu do władzy utrzymał w mocy jego pandemiczne restrykcje, ułatwiające deportację migrantów przekraczających nielegalnie granicę. Gdy wreszcie zniósł przepisy, dał zielone światło funkcjonariuszom, by odmawiać procedury azylowej osobom bez dokumentów lub takim, które w drodze do USA mogły poprosić o ochronę w innym kraju.

Dziś nowy dekret to próba poprawy notowań przed wyborami prezydenckimi. Według kwietniowego sondażu AP/NORC aż 68 proc. Amerykanów źle ocenia jego politykę migracyjną, a to jedna z kluczowych kwestii. Około 53 proc. chce restrykcji azylowych, a 42 proc. oczekuje budowy muru na granicy z Meksykiem. Za zaostrzeniem są nawet niektórzy Latynosi, elektorat kluczowy dla Bidena.

Dekret migracyjny prawdopodobnie zostanie zaskarżony w sądzie. NBC cytuje Lindsay Toczylowski, aktywistkę rozczarowaną Bidenem: „Cztery lata temu wmawiano nam, że Biden przywróci człowieczeństwo na granicy… Ale znów widzimy, że historia się powtarza”.

Demokrata nie przewidział, że od początku jego rządów na granicy zatrzymanych będzie ponad 6,4 mln nielegalnych imigrantów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Biden idzie w ślady Trumpa i uszczelnia granicę