Pozdrowienia ze strzelnicy

Wyzwiska, groźby śmierci i patrole policji pod domem – to rzeczywistość urzędników amerykańskich kuratoriów oświaty. W spolaryzowanym kraju konflikt kulturowy nie omija także szkół.

31.01.2022

Czyta się kilka minut

Przed zebraniem rady szkolnej, podczas której ma być omawiany proponowany zakaz nauczania krytycznej teorii rasowej w szkołach. Yorba Linda, Kalifornia, listopad 2021 r. / ROBERT GAUTHIER / LOS ANGELES TIMES / GETTY IMAGES
Przed zebraniem rady szkolnej, podczas której ma być omawiany proponowany zakaz nauczania krytycznej teorii rasowej w szkołach. Yorba Linda, Kalifornia, listopad 2021 r. / ROBERT GAUTHIER / LOS ANGELES TIMES / GETTY IMAGES

Jest 6 stycznia 2021 r., sześć godzin po szturmie zwolenników Donalda Trumpa na Kapitol. Kristen McNeill, kuratorka oświaty z 470-tysięcznego hrabstwa Washoe w stanie Nevada, publikuje na Facebooku oświadczenie. Potępia w nim waszyngtońskie zamieszki i oferuje pomoc psychologa, gdyby uczniowie jej potrzebowali. W końcu telewizyjne relacje ze szturmu wstrząsnęły Amerykanami (i światem) – w ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut rozwścieczony tłum wybił szyby w budynku Kapitolu, miejscu uchodzącym dotąd za nietykalne i za symbol amerykańskiej demokracji. Atakujący wtargnęli na salę obrad, plądrowali biura kongresmenów.

Z punktu widzenia McNeill, kuratorki i nauczycielki z niemal 30-letnim stażem, tak należało zareagować na waszyngtońskie zamieszki. Innego zdania są jednak rodzice uczniów, którzy zarzucają jej stronniczość i uważają, że nie powinna zajmować stanowiska w sprawach politycznych. Tylko w ciągu jednej nocy pod opublikowanym na Facebooku oświadczeniem kuratorki pojawia się niemal 800 komentarzy.

„Dorwijmy ich w domu”

Wydarzenia z 6 stycznia 2021 r. uruchamiają falę hejtu wobec Kristen McNeill i innych członków kuratorium oświaty, które w USA składa się z wyłonionych w lokalnych wyborach aktywistów (jest to działalność społeczna, pełniona równolegle z pracą zawodową). Na spotkaniach gremium odpowiedzialnego za funkcjonowanie szkół w hrabstwie Washoe pojawiają się rozeźleni rodzice. Siłą rozpędu protestują nie tylko w sprawie oświadczenia kuratorki, ale także przeciwko szkolnemu nakazowi noszenia maseczek i nowemu programowi edukacji seksualnej, który uwzględnia prawa uczniów LGBT.

Nagonka przenosi się także do internetu, gdzie członkowie kuratorium padają ofiarami bezpośrednich obelg i gróźb. Ktoś publikuje nawet adresy zamieszkania wszystkich urzędników, sugerując, że najwyższa pora, by „dorwać ich w domu”. Groźby odnoszą skutek – z zasiadania w kuratorium rezygnują trzy osoby, a Kristen McNeill ogłasza odejście na wcześniejszą emeryturę.

Spacer z paralizatorem

– Nie tak wyobrażałem sobie działania społecznikowskie – mówi „Tygodnikowi” Kurt Thigpen, marketingowiec z Reno (stolicy hrabstwa Washoe), który rozpoczął wolontariat dla kuratorium zaledwie dwa dni przed szturmem na Kapitol.

Thigpen wspomina, że nagonka ze strony rodziców na początku omijała go szerokim łukiem. Wszystko zmieniło się, gdy podczas jednego ze spotkań zabrał głos przeciwko atakom na kuratorkę Kristen McNeill.

Od tamtej pory Kurt, zdeklarowany gej, zaczął dostawać dziesiątki maili, telefonów i obraźliwych wiadomości w mediach społecznościowych. To uruchomiło w nim traumatyczne wspomnienia z czasów, gdy jako nastolatek padł ofiarą homofobicznych prześladowań. Wystarczyło zaledwie kilka miesięcy, by po dołączeniu do kuratorium oświaty mężczyzna nabawił się depresji i myśli samobójczych.

– Po raz kolejny w swoim życiu cierpiałem na napady lękowe, bezsenność i miałem objawy psychosomatyczne, takie jak silny ból serca – wspomina Kurt. – W pewnym momencie było tak źle, że nie byłem w stanie wstać rano z łóżka. Bałem się wychodzić z domu, nie mówiąc już o udziale w zebraniach kuratorium oświaty. Musiałem w końcu zrezygnować – dodaje.

Po tym, jak w sierpniu 2021 r. odszedł z kuratorium, Kurt Thigpen nadal zachowuje ostrożność. Zamontował w domu monitoring, nie udostępnia na­ ­Facebooku swojej lokalizacji, chodzi z paralizatorem w kieszeni.

Jak uczyć o rasizmie

W historii Kurta Thigpena z Nevady jak w lustrze mogą przejrzeć się członkowie innych kuratoriów oświaty, którzy w spolaryzowanej Ameryce stali się ofiarami nagonek.

Problem przybrał na sile już wcześniej – wiosną i latem 2020 r., gdy podczas pierwszej fali pandemii sfrustrowani rodzice protestowali przeciw zamykaniu szkół i przejściu na zdalne nauczanie. Potem było już tylko gorzej: wraz z falą demonstracji po zabójstwie czarnoskórego George’a Floyda – zaczęły się one z końcem maja 2020 r. – lokalni aktywiści zaczęli spierać się o to, jak uczyć o historii rasizmu w USA.

W ślad za narracją Partii Republikańskiej niektórzy rodzice zaczęli zarzucać kuratoriom, że chcą indoktrynować dzieci tzw. krytyczną teorią rasy. To akademicka koncepcja, która zakłada, że lata niewolnictwa i segregacji rasowej doprowadziły do utrwalenia rasizmu w amerykańskich instytucjach. Spór na ten temat zaszedł tak daleko, że w wielu szkołach żądano usunięcia z listy lektur książek czarnoskórej noblistki Toni Morrison, bo zdaniem rodziców utrwala w dzieciach poczucie winy za mroczny okres w historii USA.

W Teksasie, Kansas czy Karolinie Południowej na celowniku znalazły się również biografie osób LGBT – co można rozpatrywać jako kolejną odsłonę „anty- tęczowej” kampanii w republikańskich stanach. Jednym z najbardziej gorących tematów w 2021 r. stały się propozycje ustaw, które zakazują transseksualnym nastolatkom startowania w zawodach szkolnych zgodnie z odczuwaną przez nich tożsamością płciową.

„Zasługujesz na gwałt”

Wraz z zaostrzaniem się w USA wojen kulturowych – teraz wzmocnionych za sprawą sporów o przepisy sanitarne, np. o maseczki – spotkania lokalnych kuratoriów oświaty odbywają się w obecności policji. Funkcjonariusze nierzadko muszą wypraszać z sali agresywnych rodziców, a burzliwe zebrania przeciągają się nawet do późna w nocy.

Tak bywa również w 460-tysięcznej miejscowości Virginia Beach, gdzie po skończonych obradach członkowie kuratorium eskortowani są przez policję do samochodów. Echem w Stanach Zjednoczonych odbiło się też spotkanie w kalifornijskim Poway, gdzie we wrześniu 2021 r. grupa aktywistów wtargnęła na salę obrad i w samozwańczym głosowaniu próbowała odwołać członków kuratorium. Protestujący mieli transparenty z hasłami: „Krytyczna teoria rasy uczy nienawiści, rasizmu i podziałów” oraz „Pozwólcie im oddychać: zdejmijcie naszym dzieciom maseczki”.

Sprawa pandemicznych restrykcji budzi zresztą tak duże emocje, że lokalni urzędnicy wyzywani są od zdrajców Ameryki, a niekiedy otrzymują groźby śmierci i groźby napaści seksualnej. Lokalny dziennik „Philadelphia Inquirer” opisuje historię Christine Toy-Dragoni, przewodniczącej kuratorium oświaty w Pensylwanii, która w otrzymanej wiadomości przeczytała, iż wszystkie kobiety w jej rodzinie zasłużyły na gwałt.

Równie poruszająca może być historia z 22-tysięcznego miasteczka Hastings w Minnesocie, gdzie nagonka na ubiegającą się o reelekcję Kelsey Waits uderzyła w jej transseksualną córkę. Antymaseczkowi aktywiści dokonali coming outu ośmiolatki na Facebooku, sugerując, że jej matka powinna trafić za kratki za „znęcanie się nad własnym dzieckiem”. Ostatecznie Waits przegrała wyścig o reelekcję i zdecydowała się na przeprowadzkę do innego miasta.

„Zagłosuj na Samiego”

O tym, jaką cenę płaci się za sprawą postępującej polaryzacji, przekonał się również Sami Al-Abdrabbuh. Przewodniczący kuratorium oświaty w Corvallis w stanie Oregon mówi „Tygodnikowi”, że po zeszłorocznej walce o reelekcję zaczął dostawać pogróżki.

– Najpierw ktoś przysłał mi anonimowo esemesa ze zdjęciem ze strzelnicy – wspomina Sami Al-Abdrabbuh. – Na zdjęciu zobaczyłem podziurawioną kulami tablicę z hasłem mojej kampanii „Zagłosuj na Samiego”. Kilka dni później dostałem ostrzeżenie od sąsiada, który słyszał, jak jakiś wściekły mężczyzna odgrażał się, że mnie zabije.

Od tamtego czasu Al-Abdrabbuh ma się na baczności – jest w regularnym kontakcie z policją, przed wyjściem z domu sprawdza w kamerze teren posesji i stara się jeździć do pracy codziennie nieco inną trasą.

Specjalne środki bezpieczeństwa stosuje również czarnoskóra Tarece Johnson ze stanu Georgia, która po nagonce w mediach społecznościowych kupiła sobie broń i zainwestowała w domowy system monitoringu. Johnson mówi „Tygodnikowi”, że szczególnie niepewnie czuje się podczas zebrań kuratorium oświaty, które zbyt często wymykają się spod kontroli.

Tarece Johnson wspomina burzliwą sesję z maja 2021 r., gdy niemal stuosobowy tłum odmówił założenia maseczek i wdał się w 40-minutową awanturę słowną z urzędnikami. Najbardziej oberwała wówczas Tarece i inna czarnoskóra członki gremium, Karen Watkins. Gdy obie kobiety w geście protestu wyszły z sali, zostały wygwizdane i wyzwane od tchórzy.

Zatroskani rodzice

Nagonką wobec urzędników kuratoriów oświaty zajmuje się już amerykański Departament Sprawiedliwości. Jesienią 2021 r. nakazano monitorowanie nadużyć w ściślejszej współpracy między agentami Federalnego Biura Śledczego (FBI), prokuratorami federalnymi i lokalną policją. Kilka miesięcy wcześniej amerykańskie służby otrzymały podobne polecenie, by zwiększyć ochronę pracowników lokali wyborczych.

Ci znaleźli się na celowniku sympatyków Donalda Trumpa, który przez długie miesiące rozsiewał kłamstwa, że to on, a nie Joe Biden, zwyciężył w wyborach prezydenckich w 2020 r. Powyborcza retoryka Trumpa podziałała. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez Brennan Center for Justice, niemal jedna trzecia pracowników lokali wyborczych nie czuje się bezpiecznie wykonując swoje obowiązki, co coraz częściej skłania ich do rezygnacji ze stanowiska.

Na taki krok decydują się również członkowie kuratoriów oświaty, których sytuacja wykorzystywana jest do walki politycznej. Pokazuje to choćby awantura o wspomniane wytyczne Departamentu Sprawiedliwości. Tuż po ich wprowadzeniu prokuratorzy generalni z 17 republikańskich stanów opublikowali oświadczenie, w którym argumentowali, że ściślejszy monitoring nadużyć wobec kuratoriów oświaty jest „zastraszaniem rodziców mających zastrzeżenia dotyczące szkolnego programu nauczania”. Dostało się też szefowi Departamentu Sprawiedliwości Merrickowi Garlandowi, który zdaniem republikańskich kongresmenów traktuje zaangażowanych rodziców jak „terrorystów”.

Tylko nie zamykajcie szkół

Amerykańska wojna o edukację sprawia, że na kampanie wyborcze kandydatów do kuratoriów oświaty wpływają rekordowe środki. Dziennik „Washington Post” podaje, że tylko w stanie Kolorado na ten cel zebrano w 2021 r. aż 1,9 mln dolarów.

Darowizny wpłacają zarówno związki nauczycielskie, jak osoby prywatne – np. darczyńca określający się mianem „zatwardziałego Republikanina” przekazał kilku kandydatom pół miliona dolarów. Zrobił to z nadzieją, że w przypadku wygranej będą oni blokować postulat nauki zdalnej w szkołach. Darowizna od konserwatywnego działacza trafiła m.in. do Jessie Bradiki, 43-letniej uczestniczki waszyngtońskich zamieszek z 6 stycznia 2021 r., która w trakcie kampanii przekonywała, że należy przywrócić równowagę w „zbyt liberalnym” lokalnym kuratorium.

Ostatnie miesiące pokazały, że konserwatywne środowiska w USA inwestują też w „swoich” kandydatów. Np. waszyngtońska organizacja FreedomWorks stworzyła sześciotygodniowy program szkoleń, podczas których uczy przyszłych kandydatów, jak skutecznie torpedować obowiązek noszenia maseczek i propozycje nauczania krytycznej teorii rasy w szkołach.

Ten ostatni wątek wzbudza już tak wiele emocji, że stał się jednym z tematów wyścigu o fotel gubernatora Wirginii w 2021 r. Zwycięski kandydat Partii Republikańskiej Glenn Youngkin zapewniał wyborców, że nie dopuści do bombardowania dzieci lekcjami o systemowym rasizmie, a także insynuował, że jego rywal – Terry McAuliffe z Partii Demokratycznej – chce uciszyć w tej sprawie „zatroskanych i konserwatywnych rodziców”. Zapędzony do narożnika, McAuliffe powiedział, że „rodzice nie powinni mówić szkołom, co mają robić”. Youngkin oczywiście wykorzystał to w swoich spotach wyborczych.

Atak paniki

Upolityczniony w Wirginii temat edukacji uderzył ze zdwojoną siłą w kuratorium oświaty w hrabstwie Loudoun, które jest „sypialnią” dla zamożnych ludzi pracujących w pobliskim Waszyngtonie. Po miesiącach burzliwych sporów sprawa zaszła tam tak daleko, że policja zaczęła ochraniać domy urzędników.

W najtrudniejszej sytuacji znaleźli się trzej członkowie tego gremium, wobec których konserwatywni rodzice wszczęli procedurę odwoławczą. Jedna z urzędniczek, 50-letnia Beth Barts, nie czekała na finał i sama złożyła rezygnację po tym, jak po raz kolejny doznała ataku paniki. Dziennikowi „Washington Post” tłumaczyła, że do incydentu doszło, gdy tuż po północy spod jej domu odjechał policyjny radiowóz. Szykanowana od miesięcy, Barts poczuła się bezbronna i zrozumiała, że musi sama zadbać o bezpieczeństwo swojej rodziny.

Następnego dnia złożyła rezygnację i napisała na Facebooku, że wraca do normalnego życia. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka specjalizująca się w tematyce amerykańskiej, stała współpracowniczka „Tygodnika Powszechnego”. W latach 2018-2020 była korespondentką w USA, skąd m.in. relacjonowała wybory prezydenckie. Publikowała w magazynie „Press”, Weekend Gazeta.pl, „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2022