Powrót

W śród niewielu książek, które zabrałem, kiedy dwadzieścia lat temu wyjeżdżaliśmy do Stanów, było "Kilka myśli, co nie nowe" Jana Błońskiego.
Czyta się kilka minut

Przeczytałem ją wtedy bardzo uważnie, właściwie przestudiowałem, jakby na przedłużeniu studiów tutaj, kiedy mogłem słuchać Błońskiego na żywo. Rzecz o Polsce, więc właściwa do czytania za oceanem, kiedy oddalają się spory, szczegóły, zostają tylko linie, istotne tendencje. Ale też o przecięciu tego, co literackie, z tym, co święte, z przywołaniem nie tylko Miłosza i Gombrowicza, ale też Konińskiego i Bolesława Micińskiego. Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że wróciła ze mną, ze śladami żarliwej lektury, pokreślona, chociaż w kraju czekał drugi, czysty egzemplarz.

Przypomniała mi się tamta lektura, kiedy wziąłem do ręki "Błońskiego przekornego", tom ułożony z dzienników profesora oraz wywiadów, które zrobił i których udzielił (w wyborze, naturalnie). Czytam ją od tyłu, najpierw ostatnie wywiady, potem wcześniejsze, aż do dzienników z lat 60. Czyli - od Błońskiego, jakiego pamiętam, do tego, którego znać nie mogłem. Przy wywiadach kojarzę i czasem się wzruszam. Wspominałem już na tym miejscu łzy profesora, kiedy podczas wykładu czytał nam Rilkego. "Ja jestem skłonny do uwielbienia", tłumaczy w obszernym wywiadzie udzielonym Chwinom. "Gdybym nie był skłonny do uwielbienia, nie byłbym komentatorem, historykiem literatury czy krytykiem. (...) Lubię podziwiać - i wtedy się cieszę". Mówi to, wspominając Gombrowicza. A kilkadziesiąt stron wcześniej, odnosząc się do poetów "bruLionu", uściśla: "Ja chcę wielbić poezję, nie poetów". Młodym autorom zarzucał, że za bardzo, wręcz prowokacyjnie, eksponują siebie, zamiast zadbać o dzieła.

Czy był przekorny? Musiałby robić coś, co dla większości byłoby niezrozumiałe, tymczasem on zajmował się właściwie samymi wielkościami. Owszem, namaszczał tych i owych spośród młodych, ale książki poświęcał (poza wczesną "Zmianą warty") właściwie samym szczytom Parnasu. Może ten Parnas rysował przekornie? Do części polskiej poezji współczesnej wyraźnie nie miał ucha, a chyba też i serca. Już na wykładach uderzało to, że z rzadka tylko wspomina Różewicza, Białoszewskiego (jeżeli, to zazwyczaj jako autora "Pamiętnika..."), a nawet, co szczególnie dziwne, Szymborską. Wirpszy czy Karpowicza nie wspominał w ogóle. W wywiadach podobnie: powtarzają się nazwiska Miłosza, Herberta, Barańczaka... Młodszych chwali na kredyt, ostrożnie: Maja i Polkowskiego, bo mieścili mu się jakoś w "linii Miłosza", "bruLionowców" - jako nowych skamandrytów.

A jednak na wykładach siedzieliśmy i strzygliśmy uszami. O tych, których uwielbiał, profesor mówił fascynująco. Pamiętam, któregoś roku przez dwa semestry wykładał o "Ferdydurke". Wykład tonął w dygresjach; poznawaliśmy międzywojenne życie literackie i powojenne stosunki na emigracji, uczyliśmy się współczesnej teorii powieści i przechodziliśmy przyspieszony kurs filozofii. Błoński wychodził od szczegółu, od jednej sceny, czasem jednego słowa i szedł w kierunku, który tego dnia wydawał mu się najciekawszy. Opowiadał o swoich spotkaniach z Gombrowiczem; miało się niekiedy wrażenie, że (wbrew cytowanej powyżej deklaracji) niby czyta utwór, ale tak naprawdę usiłuje "rozczytać" autora.

Ten miłosny stosunek do literatury, to skupienie na kilku wybranych... We wspomnieniu o swoim mistrzu, Kazimierzu Wyce, Błoński cytuje słynne wyznanie Karla Jaspersa: "Postanowiłem zrozumieć Kanta. Zajęło mi to dziesięć lat. Myślę, że go mniej więcej rozumiem". "Wyka to też w jakimś stopniu miał", pisze Błoński. "Dobry mistrz musi posiadać moc odsłaniania tajemnicy, ale winien mieć świadomość, że istnieją inni, którzy zaszli nieporównanie dalej".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2011