Powiedział, jak premier w Monachium

Zamiast mówić o "żydowskich sprawcach" Mateusz Morawiecki mógł złożyć hołd żydowskim bohaterom. Jeśli nie ze szczerego serca, to z roztropności.
Czyta się kilka minut
Wieniec prezydenta RP przed tablicą upamiętniającą Irenę Sendlerową, Warszawa, 15 lutego 2018 r. / Fot. Andrzej Hulimka / Reporter / East News
Wieniec prezydenta RP przed tablicą upamiętniającą Irenę Sendlerową, Warszawa, 15 lutego 2018 r. / Fot. Andrzej Hulimka / Reporter / East News

W poniedziałek, 18 stycznia 1943 r. na ulicach Warszawy leżał śnieg. Było, jak piszą Barbara Engelking i Jacek Leociak w „Przewodniku po nieistniejącym mieście”, słonecznie i bardzo mroźno. Akurat tego dnia, 75 lat i miesiąc przed wizytą Mateusza Morawieckiego w Monachium, w getcie rozpoczęła się tzw. akcja styczniowa: Niemcy natrafili na opór ze strony członków żydowskiej konspiracji. Padły strzały, na ulicach getta zobaczono pierwsze trupy okupantów.

Wspominam ten epizod jako przykład jednej z dziesiątków okazji niewykorzystanych przez naszych dyplomatów. Jest przecież oczywiste, że we współczesnej polityce argumentami są także wydarzenia i postaci z przeszłości. To dlatego przed kilkoma dniami Andrzej Duda pędził z kwiatami pod tablicę upamiętniającą Irenę Sendlerową. W momencie największego od czasów wojny sześciodniowej kryzysu w stosunkach polsko-izraelskich (przyjmę jednak założenie, że Polska, choć niesuwerenna, w 1967 r. istniała, skoro ciesząc się z medalu Kamila Stocha Kancelaria Prezydenta wspomina złoto Wojciecha Fortuny z 1972 r.) można było złożyć hołd żydowskim bohaterom, jeśli nie ze szczerego serca, to z roztropności. Nawiasem mówiąc: decyzja o włączeniu syren w rocznicę powstania w getcie powinna być oczywistością.


Czytaj także: Dariusz Libionka: Polacy brali udział w zabijaniu Żydów. Mówimy o tym publicznie, ale nie wbrew faktom.


W odpowiedzi dziennikarzowi, który zapytał, czy w świetle ustawy o IPN będzie przestępcą, jeśli powie, że jego rodzina została wydana Gestapo przez polskich sąsiadów, premier stracił okazję uczynienia podobnego gestu. „Oczywiście nie będzie to karane, jeżeli ktoś powie, że byli polscy sprawcy, tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, ukraińscy sprawcy, nie tylko niemieccy” – powiedział, wywołując kolejną burzę. W jego zdaniu nikt nie usłyszał bowiem – być może nawet odważnego dla twardego elektoratu PiS – przyznania, że istnieli polscy sprawcy. W świat poszedł komunikat o jakichś „żydowskich sprawcach”, często używany zresztą na krajowym podwórku, gdzie prawicowi publicyści i politycy wspominają o Judenratach i brutalności żydowskich policjantów w gettach. Problem w tym, że – jak czytamy w oświadczeniu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP – „wymienianie ich, działających pod najstraszliwszym przymusem, jednym tchem ze sprawcami polskimi, ukraińskimi czy zbrodniarzami niemieckimi, którzy od popełnienia zbrodni mogli się uchylić, jest dowodem moralnej ślepoty”. To coś o wiele gorszego niż np. słowa premiera Cimoszewicza, mówiącego powodzianom, że powinni się ubezpieczać.

Owszem, wyobraziłem sobie, że w zadającym pytanie dziennikarzu premier widzi nie kogoś, kto próbuje go wciągnąć w pułapkę, tylko członka rodziny straszliwie doświadczonej przez los. Co by było, gdyby szef rządu wykazał się empatią. Gdyby powiedział chociażby: „głęboko współczuję Panu i Pana bliskim”. Ile punktów zarobiłby dla kraju tym prostym zdaniem.


Czytaj także: Karolina Przewrocka-Aderet: W Izraelu coraz częściej słychać pytania, czy Polacy upadli na głowę


Wiele czytaliśmy, że rekonstrukcja rządu była spowodowana koniecznością poprawy relacji ze światem. Że nowy premier miał być twarzą Polski otwartej i nowoczesnej, Polski gospodarczego sukcesu. Po przekazaniu przez prezydenta ustawy o IPN do TK kryzys wydawał się zażegnany: twardy elektorat zaspokojono, a z Izraelem (czytaj też: z jego sojusznikami, głównie z USA, o których roli dla polskiego bezpieczeństwa przypominać nie trzeba) miał się utrzeć kompromis. Wygląda jednak na to, że Polska nie stanie się otwarta i nowoczesna, że nie będzie jej sukcesu, bez przepracowania okupacyjnej przeszłości – bez moralnego przewrotu, o którym pisał kiedyś w „TP” Jan Błoński. Inaczej dziesiątki kolejnych premierów – nieważne, o jak błyskotliwych karierach i świetnym wykształceniu – potykać się będą o proste tak naprawdę pytania.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2018