Reklama

Porzucić bezpieczną przystań

Porzucić bezpieczną przystań

02.08.2006
Czyta się kilka minut
Filozofia, jak notował już Boecjusz, nie daje pocieszenia. Tym bardziej teologia. Nie są pigułką na ukojenie naszych skołatanych nerwów. Zadanie myślenia właściwe im obu polega na szukaniu prawdy tam, gdzie panuje relatywizm, pomnażaniu dobra tam, gdzie rządzi obojętność, odsłanianiu piękna tam, gdzie panuje bezguście. Trudno o spokój, gdy w grę wchodzą dla człowieka rzeczy najważniejsze.
A

Ale nie wystarczy wyjść z domu, by znaleźć prawdę, dobro i piękno. Wartości te nie leżą na ulicy, tuż za rogiem. Nie odnajdziemy ich też, uruchamiając nasz domowy komputer. Tomáš Halík, czeski teolog i filozof, w swej nowej książce "Wzywany czy nie wzywany, Bóg się tutaj zjawi" daleki jest od taniego optymizmu. Zarazem, co równie ważne, nie poddaje się rozpaczy. Nie jest więc "przerażonym prorokiem", który wróży rychły kres naszej cywilizacji i chrześcijaństwa, jeśli się nie opamiętamy i nie wrócimy jak jeden mąż pod troskliwe skrzydła Kościoła.

Czytając tę książkę, czujemy się zaproszeni do przygody zwanej myśleniem, które ma moc wyzwalającą. Martin Heidegger w połowie XX wieku ostrzegał, że myślenie zostało zapoznane. Pomni Heideggerowskiej wskazówki, musimy, przez radykalność myślenia właśnie, szukać drogi, która chroniłaby nas przed skrajnościami, w jakie obfituje nasza epoka. Halík podpowiada, że nie jesteśmy skazani na wybór: albo, albo. Przykładowo: albo fundamentalizm, albo relatywizm. Sęk w tym, że omijanie skrajności jest najtrudniejszą z dróg, jakimi chadza człowiek.

Droga

Jeśli chrześcijanin chce być wierny swemu powołaniu, przekonuje autor, musi się na tę drogę zdecydować. Metafora drogi stanowi klucz do zrozumienia jego myśli. Warto przypomnieć znamienny tytuł wydanego już u nas tomu rozmów z Halíkiem: "Radziłem się dróg".

O czym mówi metafora drogi? Mówimy: "ruszyć w drogę", "przed nami długa droga", "ta droga jest niebezpieczna"... Droga oznacza wyjście, zerwanie z bezpieczną przystanią, pozbycie się błogiego spokoju, który może i daje komfort psychiczny, ale prowadzi do duchowej i intelektualnej drzemki. Do pokusy bałwochwalstwa.

Czyż w taki właśnie błogi i oportunistyczny nastrój nie popadli Izraelici w Egipcie? I czyż to sam Bóg nie zażądał od nich, by porzucili ciepłe domostwa i ruszyli przez Morze Czerwone? Wyjście (exodus) oznacza przygodę, nieznane, wysiłek, znój i trud. Brak bezpieczeństwa. I, co więcej, także brak gwarancji, że dotrze się do celu, do wymarzonej "ziemi obiecanej". Czyż zatem samo życie nie przypomina drogi?

By jednak pokazać, że chrześcijanin właśnie takich "ziemskich" gwarancji jest pozbawiony, że jako człowiek wierzący nigdy właściwie nie jest u siebie, przywołuje Halík wielkiego filozofa żydowskiego Emmanuela Lévinasa, który porównał dwie archetypowe postacie, Odyseusza i Abrahama. "Odyseusz, który z pełnej przygody wędrówki powraca do ojczystej Itaki - i Abraham, który na Boże wezwanie ruszył w drogę, wiedząc, że już nigdy nie powróci do ojczystych stron". Jeśli Europejczycy chcą zrozumieć swoją egzystencjalną i duchową kondycję, nie mogą zapomnieć o ojcu wiary, Abrahamie, żywym symbolu "człowieka w drodze", który "wciąż porzuca bezpieczną przystań i szuka Boga, chociaż »nie wie, dokąd idzie«".

Droga wiary, w odróżnieniu od autostrady, nie jest oznakowana. Nie ma nakazów i zakazów skrętu ani ostrzegawczego "Stop". Także i książka Halíka nie jest czymś w rodzaju popularnego poradnika. Tym wszystkim zaś, którzy jednak chcieliby zapytać czeskiego filozofa, którędy mają iść, by w końcu dotrzeć do celu, cokolwiek miałby on znaczyć, odpowiedziałby zapewne słowami Nietzschego z "Tako rzecze Zaratustra": "»Oto - moja droga - a gdzie jest wasza?« - tak odpowiadam tym wszystkim, którzy mnie o drogę pytają".

Pustynia

Ale jak tę drogę znaleźć, skoro poruszamy się - by użyć kolejnej metafory - po przerażającej pustyni, gdzie próżno szukać jakichkolwiek znaków? Czy pustynia nie przywołuje na myśl godziny próby, w której nadzieja na przeżycie ucieka z nas jak powietrze z przebitego balonu?

Tak, pustynia jest miejscem radykalnym, gdzie piekące słońce i brak wody szybko sprawiają, że tracimy jasność widzenia, przestając odróżniać rzeczywistość od zjawy. Ale pustynia jest także miejscem, które, jak żadne inne, bliskie jest tradycji chrześcijańskiej. To na pustyni Bóg objawia się Mojżeszowi pod postacią krzewu gorejącego, który jednak nie zamienia się w popiół. Także Jezus oddala się na pustynię, by przed ważnymi decyzjami modlić się w spokoju i ciszy. Tysiące mnichów ruszało na pustynię, szukając tam samych siebie i Boga.

Pustynia nie jest więc w rozumieniu chrześcijańskim miejscem przeklętym. Przeciwnie, jest miejscem, gdzie pośród ciszy, która sprawia, że słyszysz bicie swojego serca, możesz dosłyszeć także głos Boga. Wiara, jak powiada św. Paweł, ze słuchania się bierze.

To dlatego mówimy o pustyni jako miejscu oczyszczającym. Z czego? Jak mówi Halík, z fałszywych wyobrażeń naszego Boga i naszej chrześcijańskiej tradycji. Z pokusy idolatrii. Ilekroć chrześcijanie ulegali podszeptom "tego świata", pokusa ta sprowadzała ich na fałszywe ścieżki, prowadząc do zakwestionowania prawdy obecnej na kartach Ewangelii Janowej - że "Bóg jest miłością". Logika rządząca tym światem nie jest logiką Mistrza z Nazaretu.

My jednak żyjemy w tym świecie, innego nie ma. Tyle tylko że dla chrześcijanina bycie w świecie oznacza, jak pisze Halík, "wierne i solidarne współ-człowieczeństwo, nie ograniczające się tylko do naszych przyjaciół, współrodaków i dobroczyńców", ale obejmujące też tych, którzy są naszymi nieprzyjaciółmi, solidarność z biednymi, wydziedziczonymi i cierpiącymi. I dalej: "Znaczy to: »być ukrzyżowanym dla świata«, znosić kpiny tych, którzy żyją tak, jak się »żyje w świecie«, być przygotowanym na to, że inni uznają mnie za szaleńca".

Celem naszej wędrówki - na jakiś choćby czas - powinna stać się pustynia. Tylko jej piekący żar i cisza są w stanie oczyścić naszą wiarę i świadomość z bałwochwalczych naleciałości.

Bóg

Po co jednak cały ten wysiłek, kiedy coraz częściej się powtarza, że dziś już nikt nie chce słuchać mowy o Bogu? Że religia jest w kryzysie, a Kościoły tracą wpływ na ludzkie życie? Czy głosiciele wiary w Trójjedynego Boga nie stają się podobni do św. Pawła, który w Atenach usłyszał znamienne: "posłuchamy cię innym razem"?

Chyba nie jest tak źle. Czy to się komuś podoba, czy nie, Europa oddycha duchem chrześcijańskim i nic oraz nikt tego nie zmieni. A istnienie Boga nie zależy od tego, jak często i długo się o Nim mówi. Często cierpimy raczej na nadmiar słów o Bogu, które niestety nie grzeszą pokorą. Jakby gorliwi "profesorowie od Boga" zapomnieli o przestrodze św. Tomasza z Akwinu, który mówił, że o Bogu raczej wiemy to, kim nie jest, niż kim jest. Jakby zapoznali tradycje teologii negatywnej, której wyznawcami byli Dionizy Areopagita, poeta Anioł Ślązak czy dziś John D. Caputo i Jean-Luc Marion.

Co więcej, deficytowi mowy o Bogu przeczy sama książka Halíka, która jest zbiorem tekstów wygłoszonych przez czeskiego filozofa w różnych miastach Europy i dla różnych ważnych gremiów. Okazuje się, że ci - jak się u nas często powtarza - nihilistycznie nastawieni Europejczycy z Berlina czy Paryża chętnie słuchają rozmai-

tych prób odczytywania Boga przez księdza z postkomunistycznej Europy.

A nie jest to mowa łatwa. Halík nie jest bowiem typem "próżnego chrześcijanina", co głosi potrzebę troski o ubogich i cierpiących, zajadając kawior i popijając szampana na europejskich salonach. Wie, co znaczy bieda, prześladowanie i życie księdza w Kościele podziemnym, kiedy wokół szaleje komunistyczna propaganda, i nie da się zwieść pokusie brylowania pośród elit.

Z kart jego książki przebija natomiast ufna nadzieja i wiara, której można mu pozazdrościć. Wiara, że Bóg jest tutaj, pośród nas. Że ostatecznie chrześcijaństwo nie jest dziełem człowieka, a jego przyszłość zależy od Tego, który powiedział o sobie: "Ja jestem prawdą, drogą i życiem". Choćby się nam wydawało, że żyjemy w czasach bezbożnych - palec Opatrzności nie zostanie cofnięty. Bóg, oto jeden z paradoksów chrześcijaństwa, jest nam czasami bliższy niż my samym sobie.

To nie Bóg jest nieobecny w tym świecie. To człowiek czasami pragnie, aby Bóg porzucił świat, by przestał się o niego troszczyć. Jakie to szczęście, że nie wszystkie nasze prośby są przez Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba wysłuchiwane.

Tomáš Halík, "Wzywany czy niewzywany, Bóg się tutaj zjawi", przełożył Andrzej Babuchowski, Kraków 2006, Wydawnictwo WAM.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]