Reklama

Ładowanie...

Światełko nadziei

Światełko nadziei

24.11.2019
Czyta się kilka minut
MEDAL ŚW. JERZEGO W zderzeniu ze światem – nawet takim, który chce go zniszczyć – Kościół nie może być klerykalny. Ks. Tomáš Halík, jak niegdyś ks. Józef Tischner, pokonał smoka klerykalizmu, nawet specjalnie się tym nie zajmując.
Ks. Adam Boniecki, ks. Tomasz Halik i o. Tomasz Dostatni podczas uroczystości wręczenia Medalu św. Jerzego / Fot. Bartosz Siedlik dla "TP"
W

Właściwie to już jest druga laudacja dla ks. Tomasza, ponieważ pierwszą, wspaniałą i trafną, wygłosił przy ołtarzu ks. Jacek Prusak [podczas poprzedzającej uroczystość mszy – red.], ale to lepiej: ja mogę skupić się na tym, co jest powodem przyznania tego Medalu. „Za walkę ze smokiem bałwochwalstwa”…

Najpierw słowo o terminach. Bałwochwalstwo po polsku brzmi bardzo negatywnie. Idolatria – greckie eidolon, wizerunek, obraz, idol, wytwór fantazji… Idolatrię św. Grzegorz z Nazjanzu, za św. Pawłem zresztą, określił jako przesunięcie czci ze Stwórcy na stworzenie, oddawanie czci wyobrażeniom. Ale już Orygenes zauważył, że obrazy mogą być prawdziwe, mogą być prawdziwym przedstawieniem rzeczy istniejących, a także nieprawdziwe, mogą być fałszywym przedstawieniem rzeczy istniejących. Idąc tym tropem francuski socjolog Jean-Luc Marion pisał, że idole to przedstawienia zamykające ludzi w świecie doczesnym, a ikony to przedstawienia nieskończonego. To ikony przepuszczają nasz wzrok przez siebie i prowadzą ku tajemnicy.

Żebyśmy wiedzieli, o czym tu mówimy: klasycznym obrazem idolatrii, bałwochwalstwa jest ta scena opisana w Księdze Wyjścia. Rzecz przebiegała tak: najpierw było Przymierze na Górze Synaj. Potem Mojżesz udał się na świętą górę, by rozmawiać z Bogiem. Bóg przedstawił mu i dał dokładne przepisy dla Ludu Przymierza.


Czytaj także: Czas burzy - przemówienie ks. Tomáša Halíkapodczas uroczystości wręczenia Medalu św. Jerzego


Nieobecność Mojżesza się przedłużała, wciąż nie schodził z góry. Izraelici nie wiedzieli, co się dzieje. Nie widzieli Boga, zaczęli wnioskować, że ich opuścił. Nie widzieli też Mojżesza i prosili Aarona, by „uczynił Boga”: „Uczyń nam boga, który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało z Mojżeszem”. Przepadł Mojżesz i nie ma Boga… To nieobecność Boga, śmierć Boga rodzi idolatrię.

Potem mamy dalsze etapy tego wydarzenia. Mojżesz się zjawia i na widok tego, co się dzieje, straszliwie się denerwuje. Tłucze tablice, każe spalić tego nieszczęsnego złotego cielca (który zresztą wcale nie był taki znowu wielki: jak go z kolczyków robili, to był to raczej mały cielec…). Bóg się gniewa, ale zostaje przebłagany, co jest szalenie ważne, bo tu następuje drugie przymierze, być może ze strony narodu wybranego głębsze niż to pierwsze.

Co w tym wydaje mi się ważne: że to bałwochwalstwo było zrodzone z rozpaczy wywołanej poczuciem nieobecności Boga. Poczuciem porzucenia. W końcu się okazało, że była to droga do drugiego przymierza, najważniejszego przymierza Izraela z Bogiem. Droga przez bałwochwalstwo… Może jakoś zaplanowane przez Boga i potrzebne?

Drugi, bardziej szczegółowy rozdział mojej laudacji wiąże się z pierwszym zapamiętanym przeze mnie spotkaniem z księdzem profesorem Tomaszem Halikiem. Było to w Lublinie, w 1991 roku, w trakcie kongresu teologów krajów posowieckich, po którym wspólnie pojechaliśmy do Częstochowy, żeby uczestniczyć w Światowym Dniu Młodzieży. Było to doprawdy genialnie zorganizowane: o świcie musieliśmy wyjechać autokarem, rano dotarliśmy do Częstochowy, gdzie wsadzono nas do jakiejś piwnicy i tam musieliśmy przesiedzieć cały dzień, żeby w końcu przyszedł do nas papież. Nie było mowy, żeby kogoś wypuścili, żeby zobaczyć, co się dzieje. Taka kościelna organizacja, ale na szczęście teologowie z krajów posowieckich są bardzo ciekawi i mądrzy, więc cały ten dzień żeśmy  sobie przerozmawiali.

I pamiętam, że Halík mówił wtedy, że to doświadczenie Kościoła podziemnego, prześladowanego, trzeba teraz przełożyć na kościelne dzisiaj; że trzeba je przełożyć na współczesność. A kiedy przyszedł Jan Paweł II, to powiedział to samo: że ta teologalna rzeczywistość jest ważniejsza niż traktaty, że to życie Kościoła i jego doświadczenie są jakimś wielkim bogactwem, z którego trzeba skorzystać.

Prawdę mówiąc, nie wiem, czy skorzystać się udało, ale myślę, że jedna rzecz jest tu bardzo ważna. Na czym polegało doświadczenie Kościoła podziemnego i prześladowanego? W zderzeniu z wrogim światem, który chciał go zniszczyć, Kościół nie mógł być klerykalny. Kościół podziemny, tajny, nie mógł być klerykalny. To była wspaniała kuracja, a mówię o niej dlatego, że to się wiąże z tym Medalem, bo klerykalizm jest także idolem, jest przenoszeniem czci i uwagi ze stwórcy na stworzenie. Wiemy zarówno z naszych doświadczeń, jak z tego, co mówi papież Franciszek, że klerykalizm jest zły.

U nas w Polsce mówi się czasem, że ks. Tomasz Halik to jest taki czeski Tischner. Tajemnica wielkości obu tych postaci polega na tym, że oni – nawet tym się specjalnie nie zajmując  pokonali smoka klerykalizmu. Tak jak Kościół podziemny nie był klerykalny, na pewno Tischner też nie był klerykalny i na pewno Halík nie jest klerykalny. Ks. Halík (jak kiedyś Tischner) – pokazuje, że Kościół (chodzi o mentalność jego członków) może nie być klerykalny. I to jest już światełko nadziei na horyzoncie.


Czytaj także: Tomasz Maćkowiak: Czyń zaczyn - sylwetka ks. Tomáša Halíka


A jak ks. Halík to robi? Tu oddam głos naszemu nieodżałowanemu Przyjacielowi, również laureatowi Medalu św. Jerzego, arcybiskupowi Józefowi Życińskiemu. We wstępie do książki ks. Tomasza, „Wzywany czy niewzywany Bóg tu się zjawi”, powiedział o tym z niedościgłą precyzją, trafiając w istotę rzeczy: „W wykładach głoszonych przez ks. Halíka na areopagach współczesnej Europy, podobnie jak w tekstach Apostoła Narodów, nie widać ani łatwej moralistyki, ani lęku przed światem. Nie rozdzierają oni szat nad zepsutym światem, nie formułują kasandrycznych prognoz.  Zamiast wyliczać krzywdy doznawane przez chrześcijan, św. Paweł kieruje w stronę cierpiących sugestię >>Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie<< (Rz 12, 14). Ks. Tomasz zaś dopowiada jeszcze: budujcie wspólnotę refleksji i nawet w godzinie Eliaszowego wyczerpania ufajcie Bogu. Wzywany czy niewzywany towarzyszy On naszym krokom, aby na szlaku ludzkiego utrudzenia wskazywać horyzont nadziei i sensu”.

Myślę, że w tym leży istota tajemnicy skuteczności walki ks. Tomasza Halika z dopuszczoną przez Boga idolatrią, która ma doprowadzić do zawarcia drugiego przymierza. Że to jest walka z rozpaczą tych ludzi, którzy mówią: daj nam Boga, który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało.

 

Laudacja wygłoszona podczas wręczenia Medalu św. Jerzego ks. Tomášowi Halíkowi, Kraków, 23 listopada 2019 r.

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]