Połowa nauczycieli myśli o zmianie pracy

To nie demografia, którą straszy minister Czarnek, dobije polskich pedagogów. Uczynią to ekonomiczna nędza, pikujący prestiż zawodu i jego bezprecedensowe w skali III RP upolitycznienie.
Czyta się kilka minut
Pikieta pracowników oświaty przed MEiN w Warszawie, październik 2022 r. Fot. Wojciech Olkuśnik/East News /
Pikieta pracowników oświaty przed MEiN w Warszawie, październik 2022 r. Fot. Wojciech Olkuśnik/East News /

Z tą nowiną sternik oświaty pospieszył tuż przed Nowym Rokiem. W wywiadzie dla Radia Zet powiedział, że w związku z niżem demograficznym, który odbije się głównie na szkołach ponadpodstawowych, czeka nas w ciągu dwóch-trzech lat zwolnienie 100 tys. nauczycieli. I choć ta wypowiedź nie ma mocy sprawczej – pomimo energicznych starań centralizacja oświaty nie doszła jeszcze do poziomu, na którym minister ustalałby popyt na nauczycieli – to nie sposób jej zignorować.

Co do samej istoty trudno się spierać: o tym, że demografia prędzej czy później przeora korytarze i klasy, a co za tym idzie – pokoje nauczycielskie, wiadomo od dawna. Już zresztą w pewnym sensie to robi: starzenie się społeczeństwa wraz z małą popularnością zawodu nauczyciela sprawiają, że polski pedagog ma dziś średnio 47 lat, podczas gdy jeszcze nieco ponad dekadę temu miał zaledwie czterdziestkę.

W tej chwili do szkół chodzą dzieci i nastolatki, które przyszły na świat w latach ­2003-2015, kiedy to średnia roczna urodzeń przekraczała 380 tys. I rzeczywiście, w przyszłości będzie pod tym względem gorzej, choć radykalna zmiana, wbrew słowom Czarnka, nie dokona się w ciągu najbliższych lat; roczniki bezpośrednio po 2015 r. nie były wcale mniej liczne. Licea, które według ministra miałyby wkrótce zacząć pustoszeć, właśnie zmagają się ze szturmem podwójnych roczników (ma to związek z faktem, że niecałą dekadę temu do szkół szły przemieszane roczniki sześcio- i siedmiolatków); miejskie placówki raczej szukają nauczycieli, niż ich zwalniają. Za mniej niż dekadę zaczną się jednak wyludniać. Już teraz rodzi się niewiele ponad 300 tys. dzieci rocznie, a wedle prognoz w ciągu kilku lat spadniemy poniżej 300-tysięcznego progu. Czy będzie to oznaczać uszczuplenie armii nauczycieli o 100 tys., jak wieszczy minister, czy o kilkadziesiąt, jak przekonują niektórzy eksperci, tego nie da się dziś rozstrzygnąć.


Ewelina Burda: Zmęczeni systemem, który nie zauważa ani uczniów, ani ich. Zmuszeni niskimi pensjami i rosnącymi kosztami życia, rezygnują z pracy. Dokąd odchodzą nauczyciele?


 

Najważniejsze pytanie nie dotyczy jednak tego, ile osób demografia zmusi do odejścia, tylko ilu kolejnym odejdzie ochota, by zmuszać samych siebie do stania przy tablicy. Już dziś przecież miejscami – zwłaszcza w placówkach wielkomiejskich – mnożą się wakaty (między miejscowymi brakami kadrowymi a perspektywą zwolnień np. na wsiach nie zachodzi sprzeczność) i nie brak opinii, że odchodzą ci najbardziej ambitni. W zeszłym roku badania przeprowadzone na ponad 800 stołecznych pedagogach przez UW i władze Warszawy pokazały, że niemal połowa myśli o zmianie pracy. Bo też po co dziś młodemu, obrotnemu matematykowi albo angliście znój za 3-4 tysiące zł na rękę w pakiecie z ministrem opowiadającym mediom o „bezprecedensowych” podwyżkach?

To nie demografia dobije w nadchodzącej dekadzie polskie środowisko nauczycielskie, a co za tym idzie szkołę – uczynią to prędzej spadająca z każdym rokiem siła nabywcza pensji, pikujący prestiż zawodu, a także jego bezprecedensowe w skali III RP upolitycznienie.


Jan Wróbel: HiT to strzał w dziesiątkę – bo wiązanie przeszłości z dzisiejszymi emocjami to pomysł na to, jak lepiej uczyć historii. Szkoda, że politycy zamiast w dziesiątkę strzelili sobie w kolano.


 

Stopniowe zmniejszanie liczebności środowiska nauczycielskiego – docelowo niech będzie nawet o więcej niż 100 tys. – przy równoczesnych radykalnych podwyżkach i przywróceniu odpowiedniej rangi tej profesji stanowiłoby realną reformę polskiej edukacji. Tylko że na to minister – zajęty głównie robotą ideologicznego śledczego tropiącego „lewackie” organizacje pozarządowe – nie ma żadnego pomysłu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2022