Polki zdobyły medale na olimpiadzie w Paryżu: złoto dla Aleksandry Mirosław i brąz dla Aleksandry Kałuckiej na ściance wspinaczkowej

To największy sukces polskiego sportu podczas XXXIII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. I kolejne po Rio de Janeiro i Tokio igrzyska, na których to kobiety zdobywają większość medali dla polskiej ekipy.
Czyta się kilka minut
Aleksandra Mirosław i Aleksandra Kałucka, złota i brązowa medalistka we wspinaczce sportowej na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, 7 sIerpnia 2024 r. // Fot. Łukasz Kalinowski / East News
Aleksandra Mirosław i Aleksandra Kałucka, złota i brązowa medalistka we wspinaczce sportowej na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, 7 sIerpnia 2024 r. // Fot. Łukasz Kalinowski / East News

To największy sukces polskiego sportu podczas XXXIII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Dwa medale dla polskiej wspinaczki – podkreślmy, bo to znaczące – kobiecej wspinaczki. Na ścianie w centrum wspinaczkowym w podparyskim Le Bourget w konkurencji na czas, zwanej w środowisku wspinaczkowym „czasówką”, Aleksandra Mirosław zdobyła złoto, a Aleksandra Kałucka brąz. I znów podkreślmy: pierwszy dla Polski złoty medal na tych igrzyskach, wywalczony dopiero dwunastego dnia medalowych zawodów, zdobywa kobieta – to kolejne po Rio de Janeiro i Tokio igrzyska, na których to kobiety zdobywają większość medali dla polskiej ekipy. Choć w Paryżu ich łączna liczba nie była dotąd imponująca.

Wygrała murowana faworytka, której w kraju wszyscy, czyli nadal dość nieliczni znający się na tym sporcie, chcieli zawiesić złoty medal na szyi na długo przed igrzyskami podobnie jak Idze Świątek w tenisowym singlu. A ona, choć świadoma swojej mocy, próbowała się od tej presji odciąć, ograniczając do minimum kontakt z mediami nawet po zakończonych rekordowymi wynikami poniedziałkowych eliminacjach, wyłączając na czas igrzysk media społecznościowe, zamykając się w wieży skupienia, bo w konkurencji wspinaczkowej, w której bieg trwa nieco ponad sześć sekund, a każdy błąd może odebrać szanse na zwycięstwo, koncentracja, czysta głowa i spokój są równie ważne jak talent i fenomenalne przygotowanie fizyczne. 

„Jest Duplantisem w spódnicy” – komentował jej medal Michał Korościel na antenie Eurosportu. To nie jest złe porównanie, choć tytanicznie trenującą Mirosław bardzo rzadko można spotkać w spódnicy, częściej w mundurze – jest bowiem żołnierką Wojska Polskiego, należy do Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego – a najczęściej we wspinaczkowych lycrach na arenach wspinaczkowych świata i w lubelskim Klubie Wspinaczkowym Kotłownia, w którym trenuje pod opieką męża-trenera. Sportowi i medalom podporządkowała niemal całe, także prywatne życie. 
Jest więc Duplantisem we wspinaczkowych lycrach, bo rzeczywiście podobnie jak szwedzki skoczek o tyczce od kilku lat (już dziesięciokrotnie) pobija własne rekordy świata, czego na paryskich igrzyskach dokonała aż dwa razy w eliminacjach, w których najpierw o 0,03 sekundy poprawiła przedolimpijski rekord ustanawiając nowy, z czasem 6,21s, a następnie pobiegła aż 0,15 sekundy szybciej – wyznaczając rekord kosmiczny, 6,06 sekundy, czas w jakim jeszcze 13 lat temu biegali po sztucznej ścianie najszybsi mężczyźni.

Jednak Duplantis w najważniejszych zawodach praktycznie nie przegrywa – Mirosław się to zdarza, choćby w dwóch ostatnich mistrzostwach świata, z których przywoziła „zaledwie” brąz – i
nie ma aktualnie żadnej groźnej konkurencji, a we wspinaczce sportowej ta depta Oli po piętach, przegrywa czasem ułamkami sekundy mniejszymi niż mrugnięcie, jak było w finałowym olimpijskim biegu, w którym 30-letnia Mirosław wygrała o zaledwie 0,08 sekundy, o szybszy „strzał”, czyli wybicie się i dotknięcie tablicy stopera, z Chinką Deng Lijuan. Chinka we wcześniejszym półfinale o tysięczne sekundy wyprzedziła Indonezyjkę Rajiah Sallsabillah. Z tą zaś w biegu o brązowy medal zwyciężyła Aleksandra Kałucka, młodsza, niejednokrotnie wcale nie mocniejsza z dwóch sióstr bliźniaczek, z których tylko jedna mogła zakwalifikować się na igrzyska – takie są nieubłagane zasady wspinaczkowych kwalifikacji dopuszczające tylko dwóch sportowców z jednego kraju. Tarnowskie bliźniaczki są osobnym fenomenem w świecie wspinaczki, urodziły się bowiem za wcześnie, w siódmym miesiącu ciąży, lekarze prognozowali, że nigdy nie będą widzieć ani chodzić, tymczasem obie biegają po ścianach zaledwie ułamki sekundy wolniej od Mirosław, choć każda z nich nie widzi na jedno oko. 

Złoty medal olimpijski Aleksandra Mirosław zapewne zdobyłaby już trzy lata temu w Tokio, kiedy konkurencja byłaby być może słabsza i wolniejsza niż dziś. Gdyby tylko w debiutującej wówczas podczas pandemicznych, przełożonych o rok igrzysk wspinaczce sportowej konkurencja na czas była rozgrywana w ramach osobnych medalowych zawodów. MKOl przyjmując 3 sierpnia 2016 r. wspinaczy pod olimpijskie skrzydła zaoferował im na początek walkę we wspinaczkowym wieloboju, który obejmował trzy konkurencje: bouldering, wspinaczkę na prowadzenie i wspinaczkę na czas, co premiowało zawodników mierzących się z trudnością sztucznej ściany, a nie tych rywalizujących w czasówkach. Bo to mniej więcej tak, jakby nasza najlepsza sprinterka w biegach płaskich Ewa Swoboda miała w ramach biegowego wieloboju przebiec jeszcze 800 i 1000 m. Mirosław mimo wszystko zajęła w Tokio czwarte miejsce, wiedząc już, że na przyszłych igrzyskach będzie miała szanse startować w wyodrębnionej w programie swojej koronnej i jedynej konkurencji. I poświęciła kolejne trzy lata ciężkiej pracy na spełnienie życiowego marzenia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”