Pogrzebowe obrachunki

Mój drogi Piołunie, to właściwie nie miało tak być. Po zdjęciu z krzyża powinien był Cieśla trafić tam, gdzie truchła dwóch łotrów – do zbiorowego dołu u stóp Golgoty.
Czyta się kilka minut

Anonimowy pochówek godny rzezimieszków i wichrzycieli. Niestety... Nad wszystkim nie da się zapanować. Oto zjawił się przeklęty Nikodem. Dotychczas mogło się zdawać, że delikwenta mamy pod ścisłą kontrolą. Niby coś Nikodema w Nazarejczyku pociągało; niby udał się na nocną z Nim pogawędkę; niby coś bąknął w Jego obronie przed Sanhedrynem – ale na tyle sparaliżowany był strachem i niemocą, że bał się wychylić. A takich letnich, wiecznie kalkulujących i wciąż czegoś się obawiających – łatwo diabłu trzymać w garści.

Cóż, nie będę owijał w bawełnę. Daliśmy się wtedy, drogi Piołunie, uśpić i ograć jak pędraki. Zresztą, czym mieliśmy się niby przejmować? Niemal wszyscy Jego uczniowie rozpierzchli się w popłochu – nie licząc Małolata i kilku rozhisteryzowanych kobiet. Kto w tym chaosie miałby się zająć grzebaniem samozwańczego Mesjasza i Odszczepieńca? A na dodatek jeszcze wielkie święto za pasem!

I wówczas pojawił się rozdygotany Nikodem. Przez tyle lat był marną trzciną na wietrze. Gliną, którą każdy ugniatał, jak chciał. Mięczak i konformista. A tu nagle taszczy sto funtów mirry z aloesem i zabiera się do grzebania Cieśli! Zresztą nie był jedynym, który ni stąd, ni zowąd zaczął zgrywać bohatera. Pamiętasz Józefa z Arymatei, co długo i tchórzliwie krył się z uwielbieniem dla Nazarejczyka, aż tu niespodziewanie polazł do Piłata i wyżebrał martwe ciało? Tak, tak... Fatalnie się to wszystko ułożyło...

Farciarz z tego Nazarejczyka, nie ma co! Farciarz nad farciarze! Bo patrząc, jak ludziska żegnają zmarłych bliższych czy dalszych – ma diabeł ubaw po pachy. Dla rozrywki chodzę czasem na przykład do domów pogrzebowych i przysłuchuję się, jak świeżo upieczeni żałobnicy wybierają mamusi albo dziadziusiowi trumnę. Ile przy tym matematyki, ile liczenia, ile dodawania i odejmowania! Jasne, że pierwszym i najważniejszym obowiązkiem jest do pochówku ani grosza nie dołożyć! A nawet można by na zasiłku pogrzebowym ciut przyoszczędzić i zarobić... Cóż zmarłemu po tym, czy go robactwo żreć będzie w dębie, sośnie czy kartonie?

Uwielbiam też sytuacje z cyklu: wyścig po spadek. Jeszcze najukochańsza babcia nie wystygła, a już się zaczyna walka o ogień. Są nawet i tacy – to nie żart, drogi Piołunie – co wprost ze szpitala pędzą do mieszkania denatki, byle tylko przed resztą rodziny ze ścian pościągać co cenniejsze obrazy. Teraz albo nigdy! Kto pierwszy – ten lepszy!

Albo śmierć któregoś z wielkich tego świata... Póki żył – u jego klamki warowały zastępy lizusów, wazeliniarzy, pochlebców, fagasów, klakierów, potakiwaczy, lokajów, podnóżków, cmokierów i sługusów. Póki chodził po okręgu Ziemi – każdy chciał uścisnąć mu dłoń, zamienić z nim choćby i dwa słowa. Ogrzać się nieco w jego blasku. A potem?

Z początku taki nieboszczyk przez czas jeszcze jakiś towarem jest atrakcyjnym i pożądanym. Przybywa więc denatowi lawinowo przyjaciół i znajomych. Każdy się jego najlepszym i najserdeczniejszym kompanem ogłasza; każdy się go radził, o zdanie pytał bądź sam mu doradzał; każdy jego zaufaniem był obdarzony. Ale na ogół po uroczystym pochówku niewiele z nieboszczyka da się jeszcze wycisnąć. Idzie więc nieszczęśnik w zapomnienie, włazidupcy zaś nowy cel swoich zabiegów znajdują.

Zauważ, drogi Piołunie, jak głupia i krótkowzroczna jest ludzka szarańcza... Co niedzielę bezmyślnie klepią, że wierzą w świętych obcowanie. A na myśl im nawet nie przyjdzie, że to znaczy, iż kiedyś każdemu trzeba będzie raz jeszcze spojrzeć w twarz...


Twój kochający stryj Krętacz
©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2015