Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Po zamachu na Pawła Adamowicza

Po zamachu na Pawła Adamowicza

14.01.2019
Czyta się kilka minut
Nie spekulujmy teraz, co z nami będzie dalej. Pomyślmy o życiu: jak łatwo je odebrać. I o swoim życiu: co z nim robimy.
Plac Węglowy w Gdańsku, gdzie podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nożownik zaatakował prezydenta miasta Pawła Adamowicza. 13 stycznia 2019 r. / FOT. WOJCIECH STROZYK/REPORTER
Plac Węglowy w Gdańsku, gdzie podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nożownik zaatakował prezydenta miasta Pawła Adamowicza. 13 stycznia 2019 r. / FOT. WOJCIECH STROZYK/REPORTER
W

W tym momecie wiadomo tak naprawdę niewiele. Nie tylko o tym, co w tej chwili najważniejsze – o życiu i zdrowiu Pawła Adamowicza. Nie wiemy także nic o stanie psychicznym człowieka, który targnął się na prezydenta Gdańska z nożem i o jego motywacjach (choć wiemy, iż wykrzykiwał, że siedział niewinny w więzieniu i że „torturowała go Platforma Obywatelska”). To są bardzo dobre powody, żeby zachować milczenie, nie szukać winnych zbyt daleko i nie wyrokować zbyt łatwo.

Z drugiej strony wiemy już, że milczenie nie zostało zachowane. Media i portale społecznościowe w ogromnej większości wyglądają tak, jakby tylko czekały na podobną okazję – i atak Stefana W. służy im do potwierdzenia głoszonych od dawna tez, tak jak wcześniej służyło im do tego (by przywołać tylko przypadki, w których stawką było czyjeś życie) zabójstwo Marka Rosiaka w biurze poselskim PiS w 2010 r., samobójcza śmierć Piotra Szczęsnego albo katastrofa smoleńska. W walce politycznej, w sianiu nienawiści pogrążamy się coraz głębiej i doprawdy nieważne jest teraz również kalkulowanie, kto zaczął albo kto dolał więcej oliwy do ognia.

Tyle że to są zdania do własnego, medialnego ogródka – o wyborze, którego dokonujemy, stając w obliczu takiej tragedii (czy pokazujemy np. stale rosnącą kolejkę do stacji krwiodawstwa w Gdańsku albo spontanicznie zorganizowaną modlitwę za zdrowie rannego, czy rzucamy się do jeszcze szerszego rozpowszechniania pojawiających się równolegle nienawistnych komentarzy). O odpowiedzialności za własne słowa i za to, że one też mogą karmić czyjąś nienawiść. „Są profesje i są sytuacje, kiedy rzeczywistość dostarcza takiej porcji adrenaliny, iż blokuje refleksyjność” – mówił kiedyś na tych łamach prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta.

Już tyle razy zmarnowaliśmy szansę na opamiętanie, że i dziś pewnie nie można się łudzić. Nie warto więc też spekulować, co z nami będzie dalej. Ja w każdym razie – jeśli miałbym przestać się zasłaniać bezpieczną liczbą mnogą – w tym momencie nie chcę tego robić. Nie mam pewności, co o dzisiejszej Polsce mówi tragedia na gdańskim placu Węglowym, i czy nie więcej mówi o niej dziejące się przez cały dzień na tym placu i w tysiącach innych miejsc w całym kraju dobro spod znaku czerwonego serduszka. Myślę o życiu Pawła Adamowicza, a także, co tu kryć, o życiu zamachowca. Równocześnie konfrontuję się – także jako osoba publiczna, starająca się przecież wpływać na rzeczywistość – z pytaniem o własne życie. Czy to, co robię, ma sens i czemu służy. Jakich wyborów dokonuję, również w kwestii sposobu zaangażowania w sprawy publiczne. Ile we mnie frustracji i złości, jak sobie radzę z własną agresją. Ile tego oddaję światu, a ile swoim najbliższym. Czy to ma sens.

„Milczenie dobrze zrobi nam wszystkim” – napisaliśmy w oświadczeniu tuż po ataku na Pawła Adamowicza. W milczeniu naprawdę można usłyszeć niejedno. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Gdańsku prezydenta miasta operowano przez pięć godzin, przetaczając około dwudziestu litrów krwi.

Tekst ukończono 14 stycznia 2019 r. o godzinie 13.30

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu.

Cóż...stała się tragedia, co nie powinno nas osłabić i wpłynąć na nasze postawy wobec rzeczywistości. Po prostu róbmy dalej swoje.

choć nadziei niewiele - Kaczyński zaczyna po staremu, od demonstracyjnej nieobecności na minucie ciszy, rządowe media czy PAP wytykają palcami opozycję i kreują na ofiarę A. Dudę itepe - przy okazji, porównywanie tej tragedii ze Smoleńskiem to jednak nieporozumienie - tam olbrzymia katastrofa lotnicza zamieniona przez Kaczyńskiego w orgię polityczną zamachowego szaleństwa - tu mord polityczny, który już teraz władza chce za wszelką cenę upchnąć w pudełko "nic się nie stało, to wypadek" +++ p.s. po demonstracji JK myślę, że niejeden z nas pomyślał tak samo: taka skala zapiekłej, bezdusznej nienawiści to bardzo zaawansowana i groźna dla otoczenia choroba
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]