Odzyskać kontrolę, w domyśle kontrolę głównie nad granicami zewnętrznymi Wielkiej Brytanii i nad tym, kto może, a kto nie może wjechać na Wyspy. Dokładnie 10 lat temu, w czerwcu 2016 r., pod takim zawołaniem niewielka, ale jednak większość Brytyjczyków opowiedziała się za wyjściem ich kraju z Unii Europejskiej.
Imigracja – głównie z państw Unii, ale nie tylko – była naczelną sprawą, która zmotywowała 51,9 proc. uczestników brytyjskiego referendum do głosowania przeciwko obecności w Unii.
Unia wraca do hasła kontroli granic
Dziś hasło to wraca, ale tym razem jest wypowiadane przez przywódców Unii Europejskiej: komisarz do spraw wewnętrznych i imigracji Magnus Brunner (z Austrii) mówi o „odzyskiwaniu kontroli przez Unię Europejską nad tym, kto może wjechać do Unii”.
Komisarz Brunner odnosi się w ten sposób do wstępnego porozumienia, jakie państwa Unii zawarły z większością Parlamentu Europejskiego w sprawie stworzenia tzw. centrów powrotu (return hubs). Porozumienie wspierane jest w parlamencie przez Europejską Partię Ludową oraz inne formacje prawicowe i radykalnie prawicowe. Niechętne mu są partie centrolewicowe i Zieloni. Porozumienie musi zatwierdzić jeszcze formalnie Rada Unii i Parlament, ale to wydaje się przesądzone, ponieważ stoi za nim większość państw i większość europosłów.
Centra powrotu mają rozwiązać problemy z deportacjami
Rządy państw Unii zgodziły się więc, aby poza jej granicami, np. w Afryce albo w Azji Środkowej, powstały ośrodki dla osób, które nie otrzymały w żadnym państwie unijnym azylu politycznego albo utraciły prawo pobytu w jednym z państw członkowskich. Faktycznie będą to ośrodki deportacyjne, gdyż z Europy te osoby będą musiały być deportowane.
To właśnie brak skutecznych ogólnoeuropejskich mechanizmów deportacyjnych i przeciągające się procedury, a także fakt, że osoby, którym odmówiono prawa pobytu i azylu w Unii, często nie mogą być kierowane bezpośrednio do krajów, skąd przybyły, sprawiały, że dwie trzecie osób, które miały być objęte deportacją, i tak zostawało w jakimś kraju Unii.
Za kilkanaście miesięcy ma się to zmienić – na innych kontynentach Unia, a zwłaszcza te jej kraje, które jak Niemcy, Holandia, Austria czy Grecja są od dawna pod silną presją migracyjną, zamierzają zbudować owe return hubs i tam kierować osoby, które nie mają prawa do azylu w Europie.
Wniosków o azyl jest mniej, ale presja polityczna rośnie
Ograniczenie imigracji do Europy zresztą już się dokonuje, ale jak na razie jest niewidoczne dla wyborców. Panuje przekonanie – podtrzymywane skutecznie przez skrajną prawicę, korzystającą z możliwości, jakie dają tzw. media społecznościowe – że kraje Unii i Unia jako wspólnota już dawno utraciły kontrolę nad swoimi granicami, i że rządzące formacje nie potrafią się uporać z tym zjawiskiem.
Przykładem Niemcy: w RFN wnioski o azyl składa dziś najmniej osób od roku 2012. To ledwie kilka tysięcy miesięcznie (maj: ok. 5,5 tys.; kwiecień: ok. 6,1 tys.). Jednak i tak antyimigracyjna i ksenofobiczna Alternatywa dla Niemiec ma najwyższe poparcie sondażowe na szczeblu federalnym, a w niektórych wschodnich landach zmierza po samodzielną większość w parlamentach landowych.
Tradycyjna chadecja CDU/CSU stoi w sondażach kiepsko i dlatego rząd kanclerza Friedricha Merza będzie prowadzić zapewne coraz bardziej ostrą politykę zmierzającą do ograniczenia imigracji. Elementem tego jest podtrzymywanie przez Niemcy kontroli na granicach, mimo stanowiska Komisji Europejskiej i protestów sąsiednich państw.
Masowa imigracja to paliwo dla radykałów
Masowa i niekontrolowana imigracja to najważniejsze paliwo ideologiczne dla skrajnej, radykalnej, często ekstremistycznej prawicy. Dlatego tradycyjne partie centroprawicowe i te bardziej konserwatywne porozumiały się w Parlamencie Europejskim. Wdrożenie radykalnych metod deportacyjnych jest zaś kontrowersyjne dla lewicy, partii ekologicznych i organizacji pozarządowych. Ich wątpliwości czy sprzeciw nie zatrzymają jednak procesu uszczelniania granic Unii.
Proces ten to jedyna sensowna gwarancja, że, po pierwsze, przetrwa strefa Schengen (tj. obszar bez kontroli paszportowych w ramach Unii plus Norwegia, Islandia czy Szwajcaria). Oraz, po drugie, że dawka paliwa ideologicznego dla ugrupowań skrajnej prawicy, które dominują w sondażach w szeregu państw, zostanie przynajmniej częściowo ograniczona.
Warunek sensownej polityki azylowej
Sprawy wewnętrzne i imigracja należą w Unii do ważnych prerogatyw państw narodowych. Jednocześnie samo choćby funkcjonowanie wspólnego rynku wymusza wprowadzanie ogólnoeuropejskich rozwiązań dotyczących przemieszczania się po, do i z Unii. Przykładem powołanie do życia wspomnianej strefy Schengen: najpierw tworzyły ją państwa, dopiero potem nadzór nad strefą przejęła Komisja Europejska.
Kontrola i zarządzanie imigracją muszą być wypadkową działań państw i działań na szczeblu całej Wspólnoty. To nie jest łatwe, biorąc pod uwagę choćby ociężałość unijnych uzgodnień i wdrażania decyzji. Dodatkową trudność sprawia niecierpliwość wyborców, którzy domagają się od swoich liderów szybkich rezultatów.
Ostatnie uzgodnienia dają nadzieję, że kraje unijne dostaną skuteczne narzędzia walki z imigracją nielegalną. Jej ograniczenie to pierwszy warunek prowadzenia sensownej i długofalowej polityki imigracyjnej przez Europę, która zapewni stabilność społeczną oraz pozwoli pozyskiwać talenty ze świata, a także udzielać schronienia ludziom naprawdę tego potrzebującym (jak Afganki: represje fanatycznego rządu talibów wobec kobiet sprawiły, że właściwie automatycznie przysługuje im azyl w krajach Unii).
Europa musi połączyć skuteczność z szacunkiem dla godności
Przeciwdziałanie nielegalnej imigracji pod presją populizmu i radykalizmu to także test dla centrowych i umiarkowanych sił politycznych i społecznych w państwach Unii, czy potrafią utrzymać elementarne zasady szacunku dla każdego, kto chciałby się osiedlić w Europie. Także ci, którym odmawia się prawa do takiego zamieszkania i z mocy prawa będą deportowani, zasługują na szacunek i takie traktowanie, które nie naruszy ich godności. Europa może pokazać zarówno skuteczność, jak i wierność swoim zasadom.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










