Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Plaża nam leży

Wszystko, co stałe, roztapia się tu w słońcu, również przestrzeń i czas. Oto nasz raport znad oblężonego morza.

Reklama

Plaża nam leży

Plaża nam leży

11.08.2018
Czyta się kilka minut
Wszystko, co stałe, roztapia się tu w słońcu, również przestrzeń i czas. Oto nasz raport znad oblężonego morza.
Władysławowo, sierpień 2015 r. ŁUKASZ DEJNAROWICZ / FORUM
O

O plaży rozmawiamy zwykle językiem bezruchu: „wypoczywać”, „smażyć się”... Tymczasem plażowanie jest faktycznie domeną nieustannej zmiany, krzątaniny, przemieszczania się. Stanowi wyzwanie logistyczne i sprawdzian zaradności. Spójrzmy na nasz urlop jako na fascynujące laboratorium nowoczesności, która zmienia czasową i przestrzenną skalę naszego życia.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat liczba otaczających nas przedmiotów zwiększyła się radykalnie. Dotyczy to, oczywiście, nie tylko plaży. Ale plażowanie, jako sytuacja nadzwyczajna, wyłączona w pewien sposób z porządku codzienności, łatwiej pozwala nam uzmysłowić sobie ten przyrost. Inwentarz każdej rodziny liczy już tysiące rzeczy, których pragniemy, potrzebujemy, które czynią nasze życie łatwiejszym i zabawniejszym. Wiele z tych przedmiotów służy temu, by poradzić sobie z innymi przedmiotami, z ich nawałem, skumulowaną...

18162

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Artykuł może iść w zawody z najbardziej mrożącymi krew w zylach horrorami Stephena Kinga. O tym, czym może być plaza nad polskim Bałtykiem, wiem od lat. Toteż i nie byłam tam od 30 lat, tj. odkad mój syn przestał tolerować moje towarzystwo w czasie wakacji. W tym roku z uwagi na podeszły wiek i zwiększone ryzyko, ze jako samotna podróżniczka zasłabnę i nie będzie nikogo do pomocy, wybrałam się na zwiedzanie i odpoczynek w Portugalii z biurem podróży (brrrr...., ale niestety, taki los starej kobiety). Wprawdzie zwiedzanie w rytm komendy pilota było prawdziwym koszmarem, druga część wyprawy, czyli odpoczynek nad Atlantykiem okazał się bardzo miłą niespodzianka. Plaże wprawdzie również zatłoczone, ale jakos inaczej. Nie czuc było obecności takich polskich "zintegrowanych" rodzinek spod ciemnej gwiazdy "znaczących" teren posiadania i porozumiewających się wrzaskiem. Więcej luzu, pogody i wesolosci. Ale i tak bywałam tam głównie wieczorem, kiedy plażowicze szli do knajpek na mule. Zachody słonca nad Atlantykiem polecam wszystkim:))) Znakomitym rozwiązaniem sa natomiast baseny hotelowe. Plazowiczów jest tyle, ile leżaków, obsługa serwuje wode, napoje i drinki. Pilnuje tez, aby nie dochodzilo do ekscesów. Bycząc się pod parasolem czytałam sobie reportaż z Dominikany młodego reportera (zapomniałam niestety nazwiska), wydany przez Gazete Wyborcza, w którym autor zauważył trend panujący w luksusowych kurortach: nikt nie chodzi na plażę, gdzie brudno i tłoczno, wszyscy siedzą nad basenami hotelowymi. Na plaży siedzi głównie biedota i ludzie bez wymagań. Mysle, ze w Polsce dojdziemy z czasem i do tego, jako ze nierówności kulturalne i społeczne są i będą, bo być musza.

we własnych (w ostateczności wynajętych) willach "pieds-dans-l'eau" na Lazurowym Wybrzeżu albo w bungalowach na palach, z częściowo przeszkloną podłogą, na atolach Oceanu Indyjskiego, a nie wokół hotelowych sadzawek, choćby i pięciogwiadkowych, nawet jeśli obsługa nie wpuszcza spóźnialskich, dla których zabraknie leżaków ;) Mówiąc serio, plaż jest tyle samo, a plażowiczów więcej, przez co za zachowanie tego samego co niegdyś dystansu do tłumu potrzeba dzisiaj więcej pieniędzy. Ot, i cała "socjologia wakacyjnego wypoczynku", o której przeczytaliśmy dziesiątki, jeśli nie setki artykułów, wypełniających prasę codzienną i społeczno-kulturalną w sezonie ogórkowym. Niedawny przykład z Guardiana: https://www.theguardian.com/travel/2018/aug/16/wish-you-werent-here-how-the-tourist-boom-and-selfies-are-threatening-britains-beauty-spots. Przy okazji, proszę spojrzeć na pierwsze zdjęcie. Nawet w tych parawanach nie sposób dopatrzeć się czegoś wyjątkowo polskiego.

Dokładnie tak. Co ja bym dała za taka wille nad Morzem Tyrrenskim...Ale kiszka niestety. Za cenę wyrzeczeń stać mnie jedynie na hotelik z basenem:))) Kiedy nawet taka sadzawka stanie się dla mnie niedostepna, spedze lato w Warszawie, a na plaże nie pójde za Chiny!!!

do drewnianej chałupy na wieś suwalską albo roztoczańską, nad staw z żabami, w nim nogi moczyć, do sklepu 5 km piechotą, przy sianokosach i żniwach w rewanżu za gościnę się wypocić i ową kiszkę z ziemniakami raz dziennie do syta zamiast all inclusive czy à la carte? - dwa miesiące i śladu po 'kompleksji słowiańskiej' ni ma, zapewniam

Na Suwalszczyźnie znam każde bajorko i każdy krzaczek jako ze przez kilkanaście lat splywałam tam kajakiem samowtór lub samoczwór:))) Podejrzewam nawet, ze stąd mam przerost klatki w stosunku do reszty ciała. Na chałupę jednak i kiszke z ziemniakami mnie Pan nie namowi:)))

jednak od "znam" kompleksja nie zniknie

Nie zniknie z pewnoscia, nawet nie powinna...Wszystko, co naturalne, jest OK, a nachalna działalność wbrew naturalnym sklonnosciom może przysporzyć jedynie chorób, nie mówiąc o zmarszczkach:))) Figurę dziś mam identyczną jak moja mama w tym wieku. Mama przez całe zycie nienawidzila ruchu i lezała na leżance pod lampą, ja natomiast byłam wyczynową gimnastyczka w mlodosci, a i później uprawiałam trekking po górach (tych najwyższych też) i co roku przepływałam wiele kilometrów wiosłując. Jak ktoś ma w genach tłuszczyk i zmianę proporcji ciała - nic nie pomoze. Przez jakiś czas mieszkałam i zywilam się w Paryzu. I miałam okazję obserwować śliczne, szczupłe, zgrabne paryżanki, które w późne godziny wieczorne zasiadały do kolacji w restauracjach. Jakie porcje one pozerały...Miecho, smażone kartofle, fury dodatkow w ciężkich sosach, desery kremowo-mączne. Gdybym ja cos takiego zjadła, pewnie przybyłoby mnie od razu pare kilo. A tym zgrabniachom - nic:)))

ja także nie uważam, by ideałem i przeznaczeniem człowieka było przez całe życie udawać tyczkę do fasoli

nie ruszać się z domu :) Współczuję wszystkim, którym małżonek na to nie pozwala :) Płyną fale na obczyźnie, / Słońce kąsa niczym mamba. / Życie daje w kość mężczyźnie, / Co ma żonę z duszą trampa. // Pozdrawiam serdecznie Szanowną Panią.

:))))) Kwestia gustu. Mnie szkoda zycia na siedzenie w domu, dlatego zawsze dobierałam sobie mężczyzn podzielających moja pasję podróżowania, a gnuśnych piecuchów unikałam jak ognia:))) Az doszłam do wieku, ze moich rówieśników cieszących się dobrym zdrowiem i chętnych do peregrynacji ani na lekarstwo.

że piecuch wcale nie musi być gnuśny :) Może mieć swoje pasje, a więc nie należy unikać go jak ognia. Tylko umiejętnie z nim postępować i stwarzać mu iluzję, że ma, czego pragnie :) Pozdrawiam serdecznie Szanowną Panią. Żona.

Gratuluję optymizmu w postrzeganiu przedstawicieli rodzaju ludzkiego:)))

.

Nad naszym Bałtykiem jak i w Tatrach są jeszcze ustronne miejsca, gdzie można na szczęście uniknąć zjawisk opisanych w artykule.

a poza tym kto Januszowi zabroni?

Na zdjęciu z plaży b. wiele osób zaniedbanych fizycznie, z nadwagą, brzuszyskami.Przygnębiający widok. Chyba stosują a rebours starożytną zasadę ateńską harmonijnego rozwoju ciała i ducha.

zresztą nie trzeba iść na plażę by się o tym przekonać - epidemia obżarstwa i otyłości robi szczególnie przygnębiające wrażenie gdy patrzymy na uczniów podstawówek, już nawet kilkulatki, młodzież - przykro to powiedzieć, ale skojarzenie nasuwa się automatycznie, Polacy żrą jak hodowlane wieprze, na wyścigi, byle co i byle więcej - i co charakterystyczne, w tym zakłamanym, katolickim od wieków społeczeństwie, nikomu nie przychodzi do głowy drukowanie - jak np. na papierosach - ostrzeżeń i zdjęć pokazujących skutki masowego tuczenia się - za to jest wysokie społeczne poparcie do wsadzania do więzień posiadaczy choćby grama suszu konopii...

Jako osoba z nadwaga (lekka:))) odważę się stanąć w obronie tłustych rodaków. Niestety, taka nasza kompleksja słowiańska. Tyjemy w pewnym wieku i nie ma sposobu, żeby się przed tym uchronić. Po prostu zmienia się figura, plecy się zaokraglaja, rosnie przepona, cos się dzieje z nogami, przestają być takie zgrabne jak kiedyś... Ale jedno jest niewybaczalne: ubieranie się przez panie po menopauzie w bikini i noszenie przez panów slipek kończących się pod potężnym brzuszyskiem:)))

nic z tych rzeczy, prosze Pani - bezrozumne, niepohamowane obżarstwo plus leniwe próżniactwo, oto przyczyny takiego stanu rzeczy - znikomy odsetek otyłości warunkowanych defektami fizjologii to skromne wyjątki potwierdzające korycianą regułę

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]