PJ Harvey, „White Chalk" / Annie Lennox, „Songs of Mass Destruction"

Dwie charyzmatyczne brytyjskie wokalistki, dwa powroty po kilkuletniej przerwie, dwie próby zmiany wizerunku. Efekt - całkiem odmienny.
Czyta się kilka minut
 /
/

PJ Harvey właściwie na każdej z dotychczasowych płyt próbowała nieco innej stylistyki: od postpunkowej gitary na "Dry" po elektronikę na "Is This Desire?". Pewne elementy pozostawały jednak stałe: surowość, bezpośredniość przekazu, autentyzm ekshibicjonistycznie obnażanej wściekłości i pożądania. Harvey stała się symbolem - silną, prowokującą i niezależną artystką w świecie rocka, gdzie gros wokalistek to wciąż jedynie ozdobniki.

Na najnowszej płycie Harvey postanowiła jednak całkowicie zmienić image. Płyta, która miała być "dziewczęca" i "niewinna", okazuje się niestety infantylna i minoderyjna. Artystka porzuciła brudne gitarowe riffy i próbowała nauczyć się gry na pianinie - z efektem miernym. Dodatkowo moduluje swój głos tak, by brzmiał on delikatnie i subtelnie, bez charakterystycznej arogancji - w wyższych rejestrach wokal Harvey staje się nieznośnie piskliwy...

Na pewno znajdą się słuchacze, którzy uznają, że nieporadność gry i śpiewu jest na tej płycie dowodem na szczerość. Po pierwsze - nie wydaje mi się, żeby dążenie do prawdy w wyrażaniu najbardziej nawet bolesnych emocji usprawiedliwiało niedostatki formy wykonawczej i kompozytorskiej (płyta ma zaledwie 33 minuty, a wydaje się trwać wieki). Po drugie - "White Chalk" brzmi jak nieudana stylizacja na Tori Amos. Owszem: na płycie zdarzają się jaśniejsze momenty - subtelna miniaturka "Broken Harp", w której łamiący się, zduszony głos artystki brzmi poruszająco; zaskakujące zmianami dynamiki, oryginalnie zaaranżowane (m.in. bandżo) "The Devil"; w końcu tytułowe "White Chalk" - bezdennie smutne, a zarazem mroczne i niesamowite. Tak czy inaczej - mam nadzieję, że "dziewczęce" wcielenie Harvey to tylko chwilowy eksperyment.

Całkiem inaczej podeszła do tworzenia nowego albumu Annie Lennox, która czerpie zarówno ze stylistyki zmysłowego, rytmicznego elektropopu Eurythmix, jak i melancholijnych, wysublimowanych ballad charakterystycznych dla jej solowego dorobku. Z obu zapożycza to, co najlepsze: wyraziste, mocne aranżacje i taneczna (a czasami niemal rockowa) energia łączą się tu z ogromną swobodą operowania głosem.

Piękny, silny głos o "czarnej" barwie i szerokiej skali niemal się nie zmienił w przeciągu trzydziestoletniej kariery. Nowością jest sposób, w jaki Lennox posługuje się nim na najnowszym albumie: znacznie częściej niż dotychczas porusza się bowiem w wysokich rejestrach, odważnie wykorzystując całą skalę. Trudno uwierzyć, że niemal wszystkie linie wokalne, które słyszymy - w tym potężne soulowe chórki - nagrała sama.

Płyta jest zróżnicowana, ale stanowi zwartą całość. Od żarliwej, brzmiącej niczym najlepsze dokonania murzyńskich żeńskich grup wokalnych piosenki "Love is Blind" (wbrew pozorom nie jest to piosenka o miłości) poprzez rockowe "Ghost in my Machine", oparte na elektronice, eleganckie i seksowne "Through Glass Darkly", aż po zadziwiające bogactwem barw "Womankind", gdzie pulsujący bas, partia gitary grana techniką slide i rapowanie Nadiry X tworzą porywającą apoteozę kobiecości.

Nie do końca udała się natomiast wydana jako charytatywny singiel piosenka "Sing". Utwór jest nieszczególnie ambitny i mimo zaproszenia 20 słynnych wokalistek (m.in. Madonny, Joss Stone i Celine Dion) nie porusza; dopiero afrykański śpiew w finale nadaje mu wartość autentycznych emocji. Nie zmienia to faktu, że "Songs of Mass Destruction" to tryumf profesjonalizmu, który jednak nie wyklucza artyzmu. Pop w najlepszym wydaniu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2007