Pierwsza wstanie mama

Praga to są gotowe historie i nic nie trzeba wymyślać, bo wszystko od dawna jest już wymyślone. Wystarczy trafić w odpowiednie miejsce, usiąść i słuchać.
Czyta się kilka minut

Na przykład na Smíchovie mieszka pani Eliška, która ma psa Albina, białego szwajcarskiego owczarka. Chodzi z nim na spacery do parku, który się nazywa Ogrody Kinskiego. I w tym parku na jednej z ławek bezdomny mężczyzna urządził sobie latem mieszkanie: starannie porozstawiał swoje rzeczy, żeby choć przez kilka dni poczuć się jak u siebie. No i pewnego razu, kiedy pani Eliška była na spacerze z Albinem, zrobiło jej się słabo. Niewiele brakowało, a osunęłaby się na ziemię, gdy nagle usłyszała wołanie: „Potrzebuje pani pomocy?!” – i ten głos ją ocucił. A to właśnie wołał ów bezdomny. „Nie, nie, dziękuję”, powiedziała pani Eliška i ruszyła wystraszona w stronę domu. Jednak przez resztę dnia nie mogła przestać myśleć o nieznajomym mężczyźnie i miała wobec niego wyrzuty sumienia.

Na drugi dzień zabrała Albina i poszli w to samo miejsce. Mężczyzna znów tam był, ze śpiworem i wszystkimi swoimi rzeczami porozkładanymi wokół ławki. „Chciałam panu podziękować. To było bardzo miłe, że zaoferował mi pan pomoc – powiedziała. – A czy ja mogłabym jakoś pomóc panu?”. Mężczyzna przyjrzał jej się uważnie. „Owszem – powiedział – proszę mi kupić sześć puszek pilsnera, »Sport« i najnowszy numer »Guardiana«. Może to pani zrobić?”.

Do pani Eliški zaprowadził mnie mój przyjaciel Jiří Červenka, poeta i tłumacz. Gospodyni zrobiła nam mocnej kawy i podała kołacze z makiem, a wielki Albin lizał nas po rękach, bo jest młody i trochę się nas bał. Mojego przyjaciela coś w przeszłości z Elišką łączyło, ale o tym nie będę pisał, bo to nie powinno was obchodzić, chociaż to nie jest żadna tajemnica. W każdym razie oboje są już na emeryturze. Co ciekawe, choć Jurek jako emeryt może komunikacją miejską jeździć za darmo, to i tak wszędzie chodzi piechotą. Pewnie dlatego jest w tak dobrej formie. Szliśmy na Smíchov przez Kampę, bo chciał mi pokazać dom, w którym mieszkał z żoną i córką wielki poeta Vladimír Holan. Córka Holana Kateřina miała zespół Downa; ojciec kochał ją tak bardzo, że po jej śmierci nie miał już sił pisać i zamilkł jako poeta.

W drodze Jurek zwierzył mi się, że od przeszło dwudziestu lat notuje swoje sny: jak się tylko obudzi, natychmiast robi notatkę, żeby nie zapomnieć. Spytałem, co mu się śniło ostatniej nocy.

– Wyobraź sobie, że marszałek Tito. W fidelowskim uniformie. Chciał bronić czci pewnej damy, którą jakoby obraziłem. Ja na to, że o niczym nie wiem i że w tej sytuacji widzę dwa wyjścia: albo się weźmiemy za łby, albo podamy sobie ręce na zgodę. Kiedy się godziliśmy, z radia zaczęła płynąć muzyka, taka nostalgiczna, jakby z francuskiego albo rosyjskiego filmu. Objąłem marszałka, chwyciłem jego rękę w swoją i zaczęliśmy tańczyć. I powiem ci, że całkiem nieźle nam to wychodziło.

Tej nocy, kiedy Jurek Červenka tańcował z marszałkiem, ja, leżąc w łóżku, czytałem akurat Holana w przekładach Leszka Engelkinga. I był tam wiersz, chyba z lat 60. ubiegłego wieku, zatytułowany „Zmartwychwstanie”, który Holan zadedykował Stanislavowi Zedníčkowi. W tamtym czasie katolicki poeta Zedníček był objęty zakazem druku; najpierw pracował w lesie, potem karmił zwierzęta w praskim zoo, a w końcu dostał pracę w drukarni i tam dotrwał do 1968 r. A wiersz „Zmartwychwstanie” idzie tak:

Więc po tym życiu miałyby nas kiedyś obudzić
przeraźliwe jęki trąb i rogów?
Odpuść mi, Boże, ale krzepię się wiarą,
że początek i wskrzeszenie wszystkich nas, nieboszczyków,
obwieści po prostu pianie koguta...

Potem przez chwilę zostaniemy jeszcze w łóżku...
Pierwsza wstanie
mama... Usłyszymy,
jak cichutko rozpala ogień,
jak cichutko stawia wodę na blasze
i troskliwie wyjmuje z szafy młynek do kawy.
Będziemy znowu w domu.
©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2019