Pięćset dla każdego

Nowy program Prawa i Sprawiedliwości, opierający się na zasadach „zdrowie, praca, rodzina”, przyjąłem z entuzjazmem.
Czyta się kilka minut

Trudno, żeby nie, skoro: szybciej pójdę na emeryturę, będę płacił mniejsze podatki, zapomnę o kolejkach do lekarza i jeszcze dostanę pięć stówek, o ile postaram się o kolejne dziecko.

Dodatkowo cieszy mnie fakt, że polska gospodarka będzie rozwijała się szybciej, a deficyt budżetowy się zmniejszy. Wystarczy tylko iść na wybory i zagłosować jak trzeba.

PiS chce zwalczyć zbędną biurokrację i ciąć nakłady na administrację, co jest godne największej pochwały. W związku z tym zlikwiduje Ministerstwo Skarbu Państwa oraz resort Administracji i Cyfryzacji.

PiS chce także sprawnie zarządzać państwem – co także jest szalenie ważne. W związku z tym powoła: Ministerstwo Energetyki, Ministerstwo Polityki Rodzinnej, Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Ministerstwo Integracji Europejskiej. A także kilka przyrządowych agencji, w tym Polską Agencję Handlu i Inwestycji.

W opasłym, liczącym ponad 160 stron programie PiS sporo jest przeciwieństw. Główna partia opozycyjna z jednej strony chce efektywnie wykorzystywać środki z UE, z drugiej obiecuje zachowanie naszej narodowej waluty, złotego – choć zdaje się, że przystępując do Wspólnoty, zgodziliśmy się na wejście do strefy euro. Z jednej strony mamy obietnicę „nowoczesnego interwencjonizmu państwowego” przy inwestycjach, gwarancjach kredytowych, wspomaganiu rodziny, budowie dróg, linii kolejowych. Z drugiej – opowieści o generowaniu oszczędności, które zasypią dziurę w budżecie. Takich tricków nie przeprowadzi żaden ekonomista – wymagają one nie umiejętności rachunkowych, tylko prestidigitatorskich.

No, ale PiS program przedstawiło. I jest to element pomysłu partii na zwycięstwo wyborcze – pokażmy, że jesteśmy poważni, zdolni do rządzenia. Jaka była odpowiedź Donalda Tuska? Wyszedł z założenia, że programów i tak nikt nie czyta, więc wybrał się w góry – czyli do tego regionu Polski, w którym Platformy nie lubią.

Na szczęście Telewizja Polska stanęła na wysokości zadania. W „Wiadomościach” pan premier udzielił długiego wywiadu na temat sukcesu Kamila Stocha (akurat zdobył drugie złoto) i sukcesów w ogóle. W tle – ku uciesze specjalistów od wizerunku – byli rozentuzjazmowani kibice. „Wszyscy wokoło są zadowoleni, ale to chyba bardziej zasługa Kamila niż moja” – skromnie zauważył szef rządu, który w odróżnieniu od Jarosława Kaczyńskiego nie obiecywał zbyt wiele. Być może ma złe wspomnienia? W końcu przyrzekał nam i mniejsze podatki, i szybkie przyjęcie euro – a wyszło, jak wyszło.

No, ale coś obiecać musiał. Policjanci będą mieli mundury odpowiednie do jeżdżenia na nartach – minister Sienkiewicz coś wymyśli. No i – tu sprawa jest trudniejsza – powstanie kryty tor łyżwiarski – jak rozumiem w okolicach Łowicza, żeby złoty medalista Zbigniew Bródka mógł trenować w pobliżu rodziny i miejsca pracy.

Życzę dobrze polskim bobsleistom. Ale przestrzegam: jeżeli wywalczą złoto, finanse państwa czeka ruina.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2014