Kochajcie urzędników

Przez lata byli dla Polaków podręcznym workiem treningowym. Czas to zmienić.

Reklama

Kochajcie urzędników

Kochajcie urzędników

23.09.2019
Czyta się kilka minut
Przez lata byli dla Polaków podręcznym workiem treningowym. Czas to zmienić.
Punkt Pomocy Podatnikowi w krakowskiej Galerii Bronowice, marzec 2014 r. SEBASTIAN KOCOŃ / FORUM
C

Chcę wiedzieć, ile zarabia. Odpowiada, że 2700 zł. Netto? – dopytuję, ale zaraz zaczynam żałować pytania. – Jakie netto?! – denerwuje się mój rozmówca. G. zajmuje się współpracą z instytucjami unijnymi w jednym z urzędów marszałkowskich. Zna dwa języki. Odpowiada za logistykę i chętnie przyjmuje dodatkowe zadania. Zgodnie z prawem na takim stanowisku mógłby dostać do 4500 zł brutto, ale w jego urzędzie płace były od lat ­2009-10 zamrożone. – Dopiero w 2018 r. dali nam 200 zł brutto podwyżki. Ale tylko dlatego, że w górę szła płaca minimalna i zbliżały się wybory samorządowe – słyszę.

Im dłużej rozmawiamy, tym bardziej rozumiem, że nie chodzi tylko o pieniądze. Żal jest dużo głębszy i zdecydowanie bardziej rozległy. – O innych pracowników budżetówki przynajmniej ktoś się upomina – mówi G. Ostatnio byli nauczyciele, wcześniej pielęgniarki, pracownicy sądów czy lekarze. Tylko o...

31077

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jestem takim właśnie urzędnikiem, z 20-letnim stażem. Z przerażeniem obserwuję coraz większe braki kadrowe (zarówno ilościowe jak i jakościowej). Niestety, kult taniego państwa, w połączeniu ze wzrostem płac w sektorze prywatnym i drugą falą prywatyzacji, wypycha najlepszych i tamuje dopływ świeżej krwi. Tym bardziej dziękuję za ten tekst. Może coś się w końcu zacznie zmieniać w odbiorze naszej pracy.

No wreszcie. A pisałem już w 2015 roku: https://antyliberalny1.blogspot.com/2017/10/urzednik-czy-potrzebny.html

Mam już trochę latek na karku i z urzędami nieraz stawałem w szranki, to co Pan pisze to jakaś popaprana narracja. Nikt nikomu nie każe pracować w urzędach, to jedno. Poziom usług świadczonych dla ludności, to totalna porażka. Super gdy się trafi na młodą praktykantkę, ale gdy trafisz na starą pulcherię to klękajcie narody. Nie wiem po co im komputery, niby wymyślono je by usprawniały, a jest odwrotnie. Niczego nie załatwisz telefonem, a o internecie zapomnij. Trafić do właściwego człowieka to też niezła sztuka. Nie umówisz się na konkretną godzinę, kolejka najlepsza na wszystko. Młodzi w urzędach prezentują całkowicie inny poziom, ale system jest taki, że nie przeskoczysz. Dopiero raczkuje eobywatel, może w końcu uda im się połączyć jakoś te ichsze systemy. W sektorze produkcyjnym jakoś nie ma hamulców przed korzystaniem ze zdobyczy techniki komunikacji, w urzędach najchętniej zrechabilitowano by liczydła. Tu nie chodzi o to ile się zarabia, bardziej o to po co się robi co się robi. Jak będę źle gwoździe wbijał, bo szef tak kazał, to koniec końców mnie wywalą, bo pryncypał się wykręci sianem. W urzędach nikogo nie rusza, że robi bzdury, kazali to robi.Dla przykładu, gmina gdzie mieszkam, zarządzana jest dość sensownie i mocno się rozwija. Pobliskie miasteczko to jakaś porażka, mogło by być perełką turystyczną, ale nawet z psimi kupami nie potrafi sobie poradzić. W gminie pracują w większości młodzi ludzie, a w mieście stare babsztyle. Jak jakiś przedsiębiorca zaczyna coś robić, od razu robią mu pod górkę. Jakość rządzenia ma niewiele wspólnego z wysokością wynagrodzeń i ilością etatów, szary urzędnik nie jest kreatywny, bo się tego od niego nie wymaga, system płac nie promuję ludzi z polotem. Ciekawe co załatwiał ów faktyczny klient, że mu poszło szybko sprawnie i terminowo, no i zapomniał Pan dodać, że tanio, łoj i jeszcze przez internet załatwią. A jakże doceniam ich pracę, niech tam sobie w pocie czoła harują, godziwie zarobią, byleby głowy zanadto mi nie zawracali. Na początku ubiegłego roku, otrzymałem od Powiatowego Weterynarza okólnik dotyczący obowiązku zgłoszenia posiadanych kur, na okoliczność ptasiej grypy i zgłoszenia ewentualnego padnięcia ptaka. Owe pismo dostali wszyscy, tak na zaś, a obowiązek dotyczył każdego stadka, nawet jednokurzego. Fakt, zapomnieli o ptaszkach trzymanych w klatkach jak kanarki. Internetowo takich spraw się nie załatwiało. Tak to mniej więcej wygląda. Profil zaufany to sobie rodacy zakładają, bo naiwnie wierzą, że już można bez łażenia, ale to dopiero raczkuje i jest bardzo upierdliwe jak na razie. Być może prawie połowę spraw da się załatwić elektronicznie, proszę jednak podać ile rzeczywiście się tak załatwia i dlaczego tak mało. Bardzo mnie cieszy, że ludzie odchodzą od tego fachu, to przyśpieszy postęp i da większe możliwości obywatelowi.

Nie rozumiem jaki cel przyświecał Autorowi, którego zresztą lubię czytać. Tekst ciekawy, gładko się go czyta. Ale o co w nim chodzi? Skąd tak różny odbiór tekstu (komentarze powyżej). Wydaje mi się, że bierze się to stąd, że Autor jednym tchem mówi o urzędniku-człowieku i urzędniku-funkcji, jednym tchem o urzędzie państwowym i samorządowym, mam też wrażenie, że (z całym szacunkiem) ale miesza pojęcia zarząd vs administracja. Administrator nigdy nie będzie zarządcą. Sam jakiś czas temu byłem przez kilka lat urzędnikiem nieniskiego szczebla samorządowym i wojewódzkim. Byłem członkiem korpusu Służby Cywilnej. Nie sądzę żeby przez te kilkanaście lat się wiele zmieniło, a już na pewno nie na lepsze. Twierdzę, że nie istnieje problem "jakości" kadry urzędniczej. A już na pewno jakość ta nie ma żadnego powiązania z płacami. Problem jest znacznie głębszy i na pewno nie na ten komentarz. W analizie decyzyjnej organizacji mówi się o "zbieżności celów". Otóż administracja jako taka (można by powiedzieć - z definicji) cierpi na brak zbieżności celów na każdy szczeblu; najmniej na najniższym, samorządowym. Więc nie jest to problem urzędnika-człowieka ale organizacji, której jest elementem.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]