Tak wynika z analiz zrobionych przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna.
Pozwolenie na zejście na 50 metrów miało być dowodem, że rosyjscy kontrolerzy wciągali Polaków w pułapkę. Taką komendę mieli słyszeć dwaj członkowie załogi jaka. Tyle że nie ma jej w nagraniach: ani z wieży, ani z tupolewa. W nagraniach z jaka-40 być jej nie może, bo dowódca załogi kazał wyłączyć magnetofon prawie 40 minut przed tym, gdy tupolew pojawił się nad lotniskiem (chciał oszczędzać akumulatory). Na rejestratorze jaka (jedynym, do którego Rosjanie nie mieli dostępu) nagrał się za to proces lądowania tego samolotu. Uwagę przyciąga ponadtrzyminutowe milczenie załogi w kluczowym momencie i brak reakcji na komendy z wieży: „Wyżej” i „Odejście na drugi krąg”. Piloci odzywają się dopiero, gdy jak szczęśliwie wylądował.
To ważne, bo prokuratura zamówiła ekspertyzę nagrań z jaka-40 nie w związku z katastrofą tupolewa, ale na potrzeby innego śledztwa. Chodzi o „sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym” poprzez wykonywanie przez jaka manewru lądowania na lotnisku Siewiernyj „poniżej warunków minimalnych i w sytuacji braku zgody kontroli naziemnej”. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















