Pandemimika

Z każdą dobą parapandemii tracimy poczucie rzeczywistości, więc co jeszcze nam się ostało?
Czyta się kilka minut

Poczucie humoru, a raczej jego strzępki. Strzępki składamy zgodnie z instrukcją, których pełno w internetach, i zakładamy na twarz w formie maseczki. Na twarz, czyli na połowę, dolną zresztą – żeby się tylko nie pomylić, bo pobłądzimy, a i patrol żandarmerii może nas opacznie zrozumieć, i zrobi się huczek. Było nie było: wojna.

Ale załóżmy, że maseczka uplasowała się prawidłowo, na dole, załóżmy, żeśmy bezpieczni.

Połowa fizis skasowana, co nam po niej, ukrytej? Ciężar spocznie na górnej połowie twarzy. Z biegem czasu trzeba będzie więcej przewracać oczami, znacząco mrugać i marszczyć brew, ale zanim się nauczymy pandemimiki, możemy sięgnąć do nieprzebranej skarbnicy starożytności, a konkretnie tradycji greckiej. Zdywersyfikujmy przekaz ulicznej autoekspresji i zainwestujmy w dwie ponadczasowe maski: jedną tragiczną, drugą komiczną. Korzyści są wielorakie, zaprezentujemy swą bezgraniczną erudycję, a sąsiedzi „na dzielnicy” (oraz policjanci) będą wiedzieli z grubsza, w jakim jesteśmy nastroju, i to z bezpiecznej odległości, bez konieczności narażania się na zakażenie.

Nieco barwniejsze rozwiązanie stanowią maseczki tęczowe (brrr!) lub klubowe (brawo! dla kibiców oraz parlamentarzystów). Kolejne potencjalne rozwiązanie pochodzi ze świata komiksu: można sobie na maseczkach wypisywać „dymki”. Przykładowo, przychodzimy do sklepu, uprzednio umieściwszy na maseczce zdanie: „Poproszę kilogram drożdży i dziesięć rolek”. Trzeźwo i na temat, a nie jakieś zarazkowe fiu-bździu, nie wiadomo po co gadane. Komunikat musi być zwięzły, to nie czas na lanie wody. Osobnym tematem są symbole i piktogramy, którymi możemy opatrzyć nasze maseczki – tutaj pole fantazji ściele się bezgranicznie, jak okiem sięgnąć… Zresztą, możemy sobie też umieścić na dole twarzy oko. Szlachetnie urodzeni, dysponujący odpowiednią wzmianką w herbarzach, a niechcący brudzić szyszaka, mogą w ramach szlachetnej sztuki dystynkcji umieścić sobie na maseczce herb przodków, albo po prostu cokolwiek, jako crème de la crème. Jedno jest pewne: świat nie będzie taki sam, początkowo będziemy mieli trudności z rozpoznaniem kogokolwiek, więc nie możemy pozostawać na etapie tabula rasa, trzeba coś zakomunikować, skoro tracimy twarz w 50 proc.

A może alternatywa dla maseczek? Przecież nie każdy należy do fanklubu serialu „Szpital na peryferiach”. Idzie lato, będzie gorąco, więc polecam wariant „na Tuarega”. Sporo prania, ale efektownie. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 17-18/2020