Pamiętniczek zza grobu

Przepraszam, wiem, że się już pożegnałem, ale jeszcze tylko jedno słówko, malutkie. Wpadam mianowicie w piątek na znajomego, a ten robi niemal znak krzyża, jakby upiora zobaczył. "To Pan żyje!", dyszy z ulgą. Owszem, odpowiadam, i nawet mam się bardzo dobrze, ale co u licha, dlaczegóż bym miał nie żyć, pytam i przypominam sobie, że o to samo pytał tego samego dnia inny znajomy, co odebrałem jako - przyznacie - dziwny żart. Wiem, że parę osób już mnie wiele razy uśmiercało, ale jakoś wychodziłem z tego cało. "Jak to, Pan nie czytał?". Nie, nie czytałem, ale kupiłem i przeczytałem. Felieton Jerzego Pilcha mojej osobie poświęcony, napisany - jak to u tego wielkiego stylisty - finezyjnie, z wielką - jak to u tego stylisty - klasą, wspaniały popis retorycznej swady, nabrzmiały kunsztem do ostatka, słowem: arcydzieło. Mowa pośmiertna najwyższej próby, okraszona subtelnym zdaniem "odszedł Michał Paweł Markowski". Zabawne bardzo, boki zrywam z podziwu dla maestrii Jerzego Pilcha, już nawet biegnę z gratulacjami dla autora, ale hola, hola, co się dzieje? Oto u innych moich znajomych rozdzwaniają się telefony, żeby szybko Telewizję Kraków włączać, bo może coś więcej powiedzą o śmierci Markowskiego, któremu nekrolog wysmażył Pilch. Jezus, Maria! Innym znajomym się ręce trzęsą, bo to jednak sprawa poważna, taki nagły zgon, w młodym - jak by nie było - wieku, nie wiadomo co robić, trumnę obstalowywać, rozkradać bibliotekę?
Czyta się kilka minut

Ot, dziwna sprawa. Niby finezja, ale jakby nie finezja, tylko ciąg zdań oznajmujących. Niby ironia, ale jakby nie ironia, bo nieczytelna, jakaś nazbyt przesmakowana (tu komputer poprawił na: przesmarowana). Pisarz męczy się, kombinuje, wspina na wyżyny, a tu ktoś czyta zdanie o "wiecznym piórze [które] wypadło nagle ze znieruchomiałych palców" i zaraz dzwoni do mojego doktoranta, z lamentem, u jakiego to boku biedaczek będzie swoją karierę rozwijał. Felietonista pisze: "nie wytrzymało jeszcze jedno serce", a tu sms-y zapełniają skrzynki, że jak to, przecież widziano mnie na pływalni, jak niezgorzej młócę wodę przez godzinę?

O co tu chodzi, skąd taka niezgodność? Skąd dramatyczny rozziew między stylistycznym mistrzostwem pisarza a codzienną lekturą? Czyżby potwierdzały się ponure wyniki badań o jednej czwartej analfabetów w tym kraju? Nie należy pochopnie odrzucać i takiego domysłu, że wszyscy oni czytają felietony Jerzego Pilcha. Mnie jednak inna dręczy hipoteza. Być może - wypowiadam tę skrytą myśl z trwogą i drżeniem - być może dawno zapowiadany upadek autora pod Dworcem Centralnym niepostrzeżenie nastąpił? Być może bajecznie słynna fraza już nie dociera do ucha? Jerzemu Pilchowi - jak to on ma w zwyczaju - wydawało się, że pisze nadzwyczaj ironiczny felieton, a tu rzeczywistość spłatała mu nie lada figla. Zamiast pogrzebać mnie, napisał nekrolog własnego stylu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2007