Reklama

Pamięć i tożsamość

Pamięć i tożsamość

15.07.2009
Czyta się kilka minut
Ks. Andrzej Hanich, Martyrologium duchowieństwa Śląska Opolskiego w latach II wojny światowej
O

Opole 2009, Wydawnictwo Świętego Krzyża

Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989

nr 1/6/2008, Instytut Pamięci Narodowej

Tożsamości religijne w społeczeństwie polskim

Red. naukowa Maria Libiszowska-Żółtowska, Warszawa 2009, Wydawnictwo Difin

Teofil

Pismo studentów Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, nr 1(27)/2008Pamięć i tożsamość

Martyrologium opolskie

Ksiądz Antoni Korczok z Gliwic musiał lubić gołębie. Na fotografii patrzy z uśmiechem na siedzącego na lewej ręce gołębia. Pochodził z Raciborza, studia ukończył we Wrocławiu i tam w 1914 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Praca doktorska świadczy o predyspozycjach do pracy naukowej. Był jednak nade wszystko duszpasterzem. Dokończył budowę kościoła w Sośnicy, zbudował plebanię i założył piękny ogród. W okresie plebiscytu współpracował z organizacjami polskimi. Dobry człowiek, wyrozumiały duszpasterz, opiekun ubogich. Opiekował się ofiarami wojny, m.in. Polakami wywiezionymi na przymusowe roboty do Niemiec.

W 1940 roku, kiedy na froncie zginął syn wyższego urzędnika kopalni, aktywnego członka NSDAP, napisał do niego list z wyrazami współczucia i zaproszeniem na nabożeństwo żałobne. W liście znalazła się prośba o nawrócenie się do Boga. Adresat natychmiast list przekazał miejscowej komórce partyjnej. Ukazał się w antykościelnej gazecie nazistowskiej wraz z artykułem szkalującym księdza ("Korczok - zły duch, podżegacz"). On sam znalazł się najpierw w więzieniu, potem w obozie koncentracyjnym Dachau. Tam organizował wspólne modlitwy, spowiadał, za co dwukrotnie poddano go torturom. Podczas rozprawy nie udowodniono mu jednak żadnej winy i sąd orzekł zwolnienie z obozu. Dzień przed wyjściem został na rozkaz gestapo zamordowany. Jako przyczynę śmierci podano "osłabione krążenie krwi".

Sześćdziesiąt cztery lata po zakończeniu II wojny światowej ukazało się martyrologium duchowieństwa Śląska Opolskiego. Lakoniczne informacje, relacje świadków... Pamięć o zamordowanych, a także o dziele nienawiści do Kościoła i kapłanów. Ta nienawiść była skierowana nie tylko do księży polskich. Jej ofiarą padali także księża, którzy nigdy się nie odżegnali od swej narodowości niemieckiej, ale po prostu byli pasterzami wszystkich parafian. Wystarczyło słowo protestu wypowiedziane na ambonie lub w obecności konfidenta.

Opracowań historycznych o prześladowaniach Kościoła przez Niemców podczas wojny powstało sporo. Wartość opracowania ks. Andrzeja Hanicha leży w tym, że jest ono całościowe. Znaczna część książki to udokumentowane relacje o morderstwach dokonanych przez żołnierzy Armii Czerwonej, która wkroczyła na tereny Śląska Opolskiego w roku 1945. "Były to dni grozy dla mieszkańców. Gwałcono kobiety, kradziono mienie oraz strzelano do cywilów"... "Ponieważ ks. Józef Schroda posiadał w uzębieniu kilka koronek ze złota, zażądano ich. Ostatecznie, aby je zdobyć, oficer radziecki włożył do ust księdza lufę pistoletu i wystrzelił. Agonia kapłana trwała kilka godzin. Zmarł z wykrwawienia". Żołnierze zabijali zakonnice broniące się przed gwałtem, zabijali księży stających w ich obronie, zabijali, bo chcieli wódki, zabijali, bo zobaczyli na stole u księdza telefon (ma telefon, znaczy, jest szpiegiem). Lakoniczne opisy są przerażające. Ofiarami mordów padali zwykle ci księża, którzy nie uciekli, bo zostali ze starymi i chorymi parafianami, i ci, którzy czuli się Polakami.

Ze zdjęć spoglądają na nas twarze młode i starsze, mądre, ze skupionym spojrzeniem, z życzliwym uśmiechem. Księży i sióstr zakonnych w staroświeckich strojach. Czy wtedy, kiedy do tych zdjęć pozowali, przeczuwali, co ich czeka? Doskonale opracowane przez ks. Hanicha "Martyrologium" przypomina, że za cyframi podsumowującymi skalę ofiar stoi człowiek. Tu nie ma abstrakcyjnych cyfr. Spotykamy żywych ludzi. Ocalonych od zapomnienia.

Mikroświaty i granice kompromisu

Kolejny tom "Aparatu represji..." poświęcono niemal wyłącznie działaniom aparatu bezpieczeństwa wobec Kościołów i związków wyznaniowych. Warto też zwrócić uwagę na dział "Biogramy". Często się słyszy, że historycy skupiają uwagę na nieszczęsnych TW czy OZI, pomijając tych, którzy ich werbowali, szantażowali, wykorzystywali.

Tak jednak nie jest. W różnych opracowaniach, także w tym tomie, znajdujemy biogramy esbeków różnego stopnia, nie mówiąc o informacjach z przypisów. Są to materiały interesujące, bo pozwalają poznać "ludzkie oblicze" aparatu bezpieczeństwa, odpowiedzieć na intrygujące pytanie: co to byli za ludzie? Postacie takie jak inwigilujący "Tygodnik Powszechny" Józef Schiller, dyrektor departamentu III MBP Józef Czaplicki

vel Izydor Kurtz czy Władysław Śliwa vel Stanisław Imiołek, po wojnie organizator struktur Urzędu Bezpieczeństwa, potem pełniący mnóstwo różnych funkcji - pokazują, w jak specyficznym mikrokosmosie żyli ci ludzie. Czy ich przerażająca działalność była wynikiem przekonania, czy cynizmu? Poświęcali służbie całe dorosłe życie, w niej wzrastali i własną tożsamość kształtowali w jej środowisku.

Lektura obfitych, dotyczących różnych Kościołów materiałów pomaga zrozumieć wiele wydarzeń tamtych czasów. Widać, że władze PRL, jeśli nawet podejmowały strategiczne kompromisy, zawsze dążyły do podporządkowania sobie ludzi i instytucji, do wyeliminowania religii z życia społecznego. Opracowanie dotyczące wydarzeń w Nowej Hucie ukazuje jednak zaskakującą bezradność ogromnego aparatu w walce ze społeczeństwem. Esbekom, żyjącym we własnym świecie, trudno było zrozumieć, dlaczego nie udaje się to, co wedle wszystkich ich wyliczeń musiało się udać.

Interesujące są dwie sprawy szczegółowe: obecnego ordynariusza tarnowskiego ks. Wiktora Skworca i ks. Michała Hrycuniaka - metropolity prawosławnego Sawy. Co ważne, obaj zostali dopuszczeni do głosu. Sprawa biskupa Skworca została obszernie wyjaśniona już wcześniej, z inicjatywy samego zainteresowanego, i ten tom niczego istotnego nie wnosi. Metropolita Sawa w rozmowie z autorami opracowania stwierdza, że "cena, jaką Kościół prawosławny zapłacił za możliwość przetrwania w okresie Polski Ludowej, była ogromna" oraz że "inaczej w takich uwarunkowaniach nie dało się pracować". Za zgorszenie, jakie może to dziś budzić, przeprasza. Nawet jeśli w kontekście zebranych materiałów nie brzmi to najlepiej, pozostaje faktem, że wtedy pytaniem fundamentalnym było pytanie o granice kompromisu. Przekroczenie dopuszczalnej granicy oznaczało wejście na równię pochyłą.

Kim ja właściwie jestem?

Kongresy i sesje naukowe nie cieszą się sympatią medialnych sprawozdawców. A przecież na kongresy każdy przywozi swoje najlepsze przemyślenia. Książeczka o tożsamościach religijnych jest właśnie owocem Kongresu Religioznawczego w Poznaniu w roku 2008. "Egzystencjalne pytanie o to, kim jesteśmy, z kim się identyfikujemy, jakie mamy autorytety itd., stawiamy nie tylko sami sobie, ale jesteśmy nimi bombardowani w mediach, w ankietach...".

Wymienię grupy poruszonych tu zagadnień: społeczne wymiary kształtowania tożsamości religijnej; dylematy tożsamości religijnej w Kościele katolickim (tu o przyczynach kryzysu tożsamości kapłańskiej księży w Polsce, o instytucjonalizacji apostazji - m.in. przypadek ks. Tomasza Węcławskiego); tożsamość religijna a etyka niezależna.

Kolejny dział to tożsamość religijna a tożsamość etniczna i narodowa i wreszcie tożsamość religijna: centra i peryferie (tu m.in. o Radiu Maryja). Każdy tekst to minirozprawka, a debata ma charakter interdyscyplinarny.

Wobec wielości autorów i wątków trudno tę książeczkę streszczać. Zaprasza do refleksji nad najprostszym pozornie pytaniem: Kim jestem? Kim jesteśmy? Jesteśmy czy tylko gramy jakieś role? Kim mogę być w pluralistycznym społeczeństwie? Jeżeli tylko selektywnie utożsamiam się z nauką Kościoła, to czy jeszcze jestem chrześcijaninem, katolikiem? Czy brak konsekwencji w postępowaniu świadczy o rozchwianiu mojej tożsamości? Lektura pomaga zaprowadzić nieco ładu w tej tylko pozornie prostej materii.

Pytanie "Teofila"

Ta notatka jest odrabianiem zaległości. Nawet nie wiem, czy się ukazały dalsze numery "Teofila". Pisząc o tym jednym, chcę przekazać dwie ważne informacje.

Pierwszą, że takie pismo jest i przy odrobinie inicjatywy można je zdobyć.

Drugą, że kolejna generacja przygotowujących się do kapłaństwa pozwala z optymizmem patrzyć w przyszłość. Jeśli oni teraz robią coś takiego, nie jest źle. Choćby pomysł zrealizowany w tym właśnie numerze: pytanie "dlaczego potrzebujemy Kościoła?". Odpowiadają m.in. ks. Halik, o. Puciłowski, o. Sawic-

ki z Tyńca, ale, jak sądzę, pytanie skierowane jest do wszystkich. Nie rozwijam wątku, bo zrobiłem to w "Teofilu" właśnie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]