Reklama

„Zgodnie z sumieniem"

„Zgodnie z sumieniem"

22.01.2007
Czyta się kilka minut
Nie trzeba było zgadzać się na poufne rozmowy, żeby wybudować kościół. Można było zachować lojalność wobec Kościoła, rezygnując z paszportu i ze studiów zagranicznych. Archiwa IPN-u pełne są przykładów duchownych, którzy nie dali się zwerbować komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa. Pokażmy przykłady kilku z nich.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, autor mającej się niebawem ukazać książki "Księża wobec bezpieki"
H

Historia pierwsza: ksiądz paszportem kuszony

Przyszły kardynał Franciszek Macharski urodził się w 1927 r. w Krakowie, w rodzinie inteligenckiej. Jego matką była Zofia z domu Pec, krewna innego metropolity krakowskiego, kard. Albina Dunajewskiego. Ojciec, Leopold Macharski, był właścicielem znanej restauracji "Hawełka".

Franciszek był ich najmłodszym dzieckiem; miał brata i dwie siostry. Do matury przygotowywał się podczas wojny na tajnych kompletach. Chroniąc się przed wywózką na roboty do Niemiec, podjął jako 16-latek pracę w charakterze gońca w biurze Transportu Generalnej Dyrekcji Monopoli. Zaraz po wojnie zdał maturę - i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie.

Był najmłodszym klerykiem na roku. Razem z nim studiowali bowiem koledzy, którzy nadrabiali lata nauki stracone z powodu wojny. W seminarium zaprzyjaźnił się m.in. ze starszym kolegą Karolem Wojtyłą oraz innym kolegą z tego samego kursu, Andrzejem Deskurem (później kardynałem). Święcenia przyjął w Niedzielę Palmową, 2 kwietnia 1950 r.

Ponieważ znał języki obce, władze kościelne postanowiły posłać go na dalsze studia do Szwajcarii. Ale...

W archiwum IPN zachował się mikrofilm, zawierający przejęty przez UB list kard. Adama Stefana Sapiehy w sprawie młodego księdza, datowany

27 października 1950 r.:

Do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego

Wydział Paszportów Zagranicznych

Do rąk własnych Pana Płk Sobczyńskiego

W dniu 4 IX br. zwróciłem się do Wydziału Paszportów Zagranicznych z prośbą o udzielenie paszportu dla kapłana mojej archidiecezji ks. Franciszka Macharskiego, mającego udać się do Szwajcarii na wyższe studia teologiczne. Równocześnie zostało złożone podanie i wymagane załączniki.

Będąc przekonany - stosownie do otrzymanych zapewnień - o pozytywnym załatwieniu tej sprawy, proszę uprzejmie o przyspieszenie wydania paszportu, a to z uwagi na to, że semestr zimowy rozpoczyna się na uniwersytecie w Fryburgu jeszcze w październiku.

Nadmieniam, że władze szwajcarskie zawiadomiły już o swej gotowości udzielenia wizy wjazdowej.

Dziesięć dni później do urzędu paszportowego w Krakowie przyszła z centrali Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego odmowa:

W odpowiedzi na Wasze pismo ldz. I-JB-2720/ 50 dot. ks. Franciszka Macharskiego komunikuję, iż wyjazd w/w do Szwajcarii uważamy za niewskazany.

Naczelnik Wydziału V Dep. V MBP

Przyszły kardynał na studia nie wyjechał. Został wikarym w parafii w Kozach koło Bielska-Białej. Wiedząc jednak o jego staraniach, bezpieka podjęła działania zmierzające do pozyskania go jako tajnego współpracownika. Liczono, że uda się go złamać obietnicą załatwienia paszportu. Najpierw przeprowadzono tzw. wywiad środowiskowy, dotyczący jego rodziny. Jeden z funkcjonariuszy donosił:

Pod względem moralnym w/w, jak i rodzina zachowuje się dobrze. Pod względem politycznym do obecnej rzeczywistości ustosunkowani są nieprzychylnie, poglądów prawicowych. Zamieszkuje w otoczeniu inteligencji pracującej. Tryb życia dobry.

Następnie naczelnik Wydziału I Departamentu VII MBP, major Stanisław Rogulski, polecił podwładnym przygotować i przeprowadzić werbunek:

Warszawa, dn. 17 III 1952 r.

Do Naczelnika Wydz. V WUBP w Katowicach

Na terenie parafii Kozy, pow. Biała, woj. Katowice przebywa ks. Macharski Franciszek. W/wymieniony we wrześniu 1950 r. rozpoczął starania o wyjazd do Szwajcarii na studia. Starania te, poparte interwencją kard. Sapiehy, zakończyły się odmową.

Ks. Macharski usilnie stara się o zezwolenie na wyjazd co było związane z jego dalszą karierą. Obecna sytuacja nie przedstawia dla niego większych możliwości rozwoju.

Mając to na uwadze, należy opracować go do werbunku.

Jako jeden z czynników podstawy do werbunku można postawić przed ks. Macharskim sprawę umożliwienia mu wyjazdu na studia, o ile przy współpracy z organami Bezpieczeństwa wykaże swój patriotyzm i szczere chęci służenia Polsce Ludowej.

Werbunek winien być poprzedzony wnikliwym rozpracowaniem kandydata, z uwzględnieniem na miarę możliwości jego obecnych planów życiowych, zamiłowań, słabostek itp.

Trzeba wziąć pod uwagę, że jest to ksiądz młody, uzdolniony, lecz jednocześnie słabo jeszcze uodporniony na odpowiednio zastosowany nacisk.

Dobitne zobrazowanie mu jego obecnej sytuacji, przy jednoczesnym przedstawieniu perspektyw dalszych studiów za granicą, stanowi poważny element możliwości zwerbowania wymienionego.

Ew[entualny] werbunek w pierwszym etapie miałby zastosowanie po waszej linii, przy jednoczesnym aktywnym szkoleniu ideologiczno-operacyjnym zwerbowanego. W dalszym okresie byłby wykorzystywany przez nasz departament.

Przed realizacją werbunku należy porozumieć się z naszym Wydziałem.

Cztery załączniki.

Naczelnik Wydziału I Departamentu VII MBP

Mjr Rogulski

Okazało się jednak, że młody ksiądz wcale nie jest "słabo uodporniony na nacisk". Werbunek się nie powiódł, a duchowny przez następne lata nadal pracował w Kozach.

Do Szwajcarii pojechał dopiero w 1956 r., korzystając z chwilowej "odwilży" politycznej. Studiował we Fryburgu, a po obronie doktoratu wrócił do Polski w 1961 r.

Historia druga: dziewięć lat wysiłków

Dobrze udokumentowanym przypadkiem odmowy współpracy z SB jest sprawa kandydata na tajnego współpracownika o pseudonimie "Judym" - czyli księdza profesora Jana Macieja Dyducha, wieloletniego kanclerza kurii, a obecnie rektora Papieskiej Akademii Teologicznej.

Duchowny ten urodził się w 1940 r. w Kukowie (parafia Krzeszów) koło Suchej Beskidzkiej. Wstąpił do seminarium w Krakowie, studiował na jednym roku z obecnym metropolitą krakowskim kard. Stanisławem Dziwiszem. Święcenia otrzymał w 1963 r., aby następnie jako wikary pracować w parafiach w Trzebini-Sierszy, Jaworznie-Niedzieliskach, Nowej Hucie-Bieńczycach oraz w parafii św. Szczepana w Krakowie. W 1975 r. został notariuszem w Kurii Metropolitalnej, a w 1981 r. jej kanclerzem. Równocześnie kontynuował pracę naukową, zdobywając kolejne stopnie naukowe z zakresu prawa kanonicznego. Nic dziwnego, że znalazł się w centrum zainteresowania "kościelnego" Wydziału IV SB w Krakowie.

Po wstępnym rozpoznaniu w lutym 1978 r. starszy inspektor Kazimierz Aleksanderek (późniejszy szef krakowskiej "czwórki") zdecydował się na werbunek, w związku z czym we wniosku o zgodę na kandydata na TW pisał m.in.:

2. Uzasadnienie wytypowania kandydata na TW.

Ks. Jan Dyduch jest zatrudniony w Kurii Krakowskiej na stanowisku notariusza. Pozostaje w dobrych stosunkach z kapelanem kardynała, ks. Dziwiszem. Aktualnie kontynuuje studia doktoranckie, co pozwoli mu zapewne awansować w hierarchii kościelnej.

3. Sposób opracowania - Poprzez osobowe źródła informacji dążyć do rozpoznania stopnia ideowego związania z Kościołem, a ponadto rozpoznania jego osobowości, cech charakterologicznych, skłonności, nawyków. Niezależnie od prowadzonego opracowania zamierzam prowadzić rozmowy operacyjne.

Zgodnie z wnioskiem sięgnięto po źródła osobowe w postaci tajnych współpracowników. Najcenniejsze doniesienia dotyczące osoby księdza Dyducha złożyli TW "Rafał" (duchowny z Krakowa), TW "Franek" (kolega rocznikowy ks. Dyducha) oraz TW "Słowak" (duchowny z archidiecezji krakowskiej). Warto dla przykładu zacytować fragment charakterystyki księdza Dyducha sporządzonej przez SB na podstawie relacji TW "Rafała":

Nie jest tajemnicą, że utrzymuje bardzo zażyły kontakt z ks. Dziwiszem [...]. Ponadto Dyduch jako notariusz ma do czynienia z różnego rodzaju korespondencją [...]. Inna sprawa, że Dyduch jest realistą. W wypowiedziach swoich daje wyraz znajomości zagadnień, nie robi z siebie człowieka z wielkimi aspiracjami. Jest pilny i pracowity. Życie prywatne nie jest bliżej znane, ma swoje hermetyczne środowisko.

Relacje między notariuszem a kapelanem ówczesnego metropolity krakowskiego opisywał także - najczęściej w krzywym zwierciadle - TW "Franek", wyrządzając w ten sposób dużą krzywdę swoim dwóm kolegom rocznikowym. Z jeszcze innych źródeł esbecy zdobyli informacje o studiach doktoranckich ks. Dyducha na Akademii Teologii Katolickiej. Z tego też względu planowali wykorzystać częste podróże duchownego do Warszawy, np. przez nawiązywanie z nim niby przypadkowych kontaktów w pociągu.

Działania te jednak nic nie dały.

A SB wysilała się mocno: próby pozyskania zdolnego księdza jako TW trwały długo, bo aż dziewięć lat, i dla kapitana Aleksanderka (awansowanego wówczas na stanowisko zastępcy naczelnika Wydziału IV SB WUSW w Krakowie), jak i dla wspomagającego go podporucznika Henryka Gębki zakończyły się porażką.

W styczniu 1987 r. Aleksanderek musiał zatwierdzić następujący raport o księdzu Dyduchu:

Kandydat w kontaktach z funkcjonariuszami dał wyraz swojej niechęci do kontynuowania, motywując to brakiem zainteresowania sprawami politycznymi i absolutnemu poświęceniu się Kościołowi. Potwierdziły to informacje uzyskane z opracowania.

W związku z powyższym proponuję teczkę personalną kandydata złożyć na okres 10 lat w archiwum tut. Wydziału C.

Ks. Jan Dyduch jest obecnie profesorem prawa kanonicznego. Funkcję kanclerza kurii pełnił do 2004 r., kiedy został wybrany rektorem PAT.

***

Innym pracownikiem Kurii Metropolitalnej, bezskutecznie opracowywanym przez SB jako kandydat na TW o pseudonimie "Rajdowiec", był ks. Andrzej Sapeta. Urodzony w 1937 r. w Radziechowach na Żywiecczyźnie, był synem legionisty i zarazem działacza PSL, wiernego tej partii do momentu zawłaszczenia jej przez polityków prokomunistycznych.

W 1956 r. wstąpił do seminarium w Krakowie. Po święceniach w 1962 r. pracował jako wikary w kilku parafiach, m.in. w Nowej Hucie-Bieńczycach. W 1972 r. został duszpasterzem akademickim przy kolegiacie św. Anny, a trzy lata później wizytatorem Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej. Równocześnie kontynuował studia na KUL. Jego pasją była motoryzacja; wiele podróżował. Miał poważny wypadek samochodowy, w wyniku którego poniósł uszczerbek na zdrowiu i w 1979 r. zamieszkał na plebanii w Krakowie-Mydlnikach.

Pierwsze zetknięcie ks. Sapety z SB miało miejsce w 1960 r., gdy podczas wycieczki z grupą alumnów został zatrzymany blisko granicy polsko-czechosłowackiej. Zarzucono mu wówczas, że nielegalnie przekroczył granicę. Pomimo zastraszania odmówił współpracy.

Pod koniec lat 70. jego rosnąca pozycja w kurii - a zwłaszcza bliskie kontakty z księżmi Tadeuszem Pieronkiem, Stanisławem Dziwiszem i Bronisławem Fidelusem - znów zwróciły uwagę bezpieki. 5 stycznia 1979 r. podporucznik Józef Dyśko z Wydziału IV SB KWMO w Krakowie sporządził wniosek o opracowanie duchownego jako kandydata na tajnego współpracownika, w którym czytamy m.in.:

2. Uzasadnienie wytypowania kandydata na TW.

Od 1975 r. jest pracownikiem Kurii Metropolitalnej - wizytator Wydziału Katechetycznego. Pełni również funkcję sędziego Sądu Metropolitalnego. Ma bezpośrednie dotarcie do osób pozostających w zainteresowaniu operacyjnym SB. Posiada rozeznanie w kwestii działalności Wydz. Katechetycznego oraz całej Kurii. Wykorzystanie jego wiedzy w tym zakresie jest pożądane.

3. Sposób opracowania - Po zebraniu i udokumentowaniu materiałów dot. jego osoby m.in. stopień ideowego związania z Kościołem, sposób bycia, nałogi, przyzwyczajenia itp. oraz wyjaśnieniu kontaktów z kobietami, podjąć dialog operacyjny, którego celem będzie nawiązanie bezpośredniego kontaktu i tym samym szukanie najdogodniejszej płaszczyzny pozyskania.

Mimo wielu działań esbekom nie udało się zdobyć żadnych materiałów kompromitujących ks. Sapetę. On sam odmawiał jakichkolwiek rozmów nieoficjalnych. Świadczy o tym raport z 1986 r., w którym wnioskowano o wyrejestrowanie duchownego jako kandydata na TW:

Opracowanie kandydata prowadzone było blisko przez 9 lat, wyniki rozmów, zgromadzone materiały operacyjne dają podstawy do tego, aby sądzić, iż pozyskanie A. S. jako tajnego współpracownika jest niemożliwe. Negatywny stosunek do kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa A. S. wyraził słowami, cyt.: "ani dziś, ani jutro... ani w tym, ani w przyszłym miesiącu nie mam dla pana czasu. Jeśli ma pan jakąś sprawę to proszę iść do kardynała albo wysłać wezwanie, inaczej nie będę z panem rozmawiał" - koniec cytatu. Biorąc powyższe pod uwagę wnioskuję o wyrejestrowanie kandydata i złożenie materiałów do archiwum.

Zdecydowana reakcja księdza Andrzeja Sapety sprawiła, że bezpieka dała mu spokój. Duchowny jest nadal pracownikiem kurii; od 1993 r. kieruje jej Archiwum.

Historia trzecia: klerycy

Podobne działania werbunkowe podejmowane były przez Służbę Bezpieczeństwa również wobec kleryków: SB starała się złamać opór przyszłych kapłanów na jak najwcześniejszym etapie ich drogi. Każdy kleryk miał zakładaną teczkę, do której zbierano informacje na jego temat. W oparciu o te informacje decydowano, czy i w jaki sposób przystąpić do werbunku.

Zakrojoną na szeroką skalę akcję werbunkową wśród kleryków krakowska bezpieka podjęła przykładowo w czasie wakacji w 1961 r. Zakończyła się ona fiaskiem. Współpracy odmówili wówczas m.in. klerycy: Tadeusz Rakoczy, Franciszek Niewiedział (miał wypadek motocyklowy, co SB starała się przeciwko niemu wykorzystać), Aleksander Zemła, Grzegorz Cekiera i Tomasz Chmura.

Szczególny gniew esbeków ściągnął na siebie kleryk Kazimierz Puchała; jego "opiekunowie" tak odnotowali w raporcie:

Kazimierz Puchała, alumn IV roku WSD [Wyższego Seminarium Duchownego]. Z wymienionym przeprowadził rozmowę pracownik SB pow. Kraków. Alumn ten w czasie rozmowy zachowywał się wręcz arogancko, pytając pracownika czy ma zamiar wstąpić do seminarium, że o te sprawy go pyta. Na współpracę nie pójdzie i dalsze rozmowy zostały zaniechane.

W wypadku uzyskania na niego materiałów kompromitujących, zostaną one wykorzystane.

W tym samym roku podjęto też działania zmierzające do pozyskania Stanisława Zychowicza, wówczas kleryka z V roku, a obecnie pracownika Kurii Biskupiej w Sosnowcu. Przyszły kapłan był w seminarium przez dłuższy czas opracowywany jako kandydat na TW o pseudonimie "Kier". Wniosek w tej sprawie wraz z planem działań przygotował oficer operacyjny Zbigniew Fećko z Wydziału IV SB w Krakowie. W zdobyciu informacji pomagał mu m.in. TW o pseudonimie "Ziutek", będący także klerykiem.

"Ziutek" informował SB np. o tym, że inwigilowany kleryk na polecenie przełożonych seminaryjnych często wychodzi na miasto, aby kupować książki i przynosić prasę z redakcji "Tygodnika Powszechnego". Próbowano tę okoliczność wykorzystać do nawiązania kontaktu, nigdy się to jednak nie udało. Nic nie dała także kontrola jego korespondencji i inwigilacja zewnętrzna. W aktach zachowały się nawet zdjęcia, które funkcjonariusz SB robił z ukrycia klerykowi na ulicy.

Ksiądz Zychowicz został wyświęcony w 1962 r. Jeszcze na pierwszej parafii w Ruszczy inwigilowano go i próbowano zdobyć tzw. materiały kompromitujące. Akcja zakończyła się fiaskiem i werbunku zaniechano ostatecznie z chwilą przeniesienia księdza na wikariat w Jaworznie.

Zachowały się też dokumenty dotyczące kleryka Jana Kopytko, obecnego proboszcza w Sanktuarium Maryjnym w Paczółtowicach i dziekana krzeszowickiego, którego na początku lat 70. - jako studenta IV roku - wytypowano na kandydata na TW o pseudonimie "Pedagog".

5 stycznia 1971 r. jeden z funkcjonariuszy SB udał się specjalnie do jego rodzinnego domu w Kluszkowcach, wiedząc, że zastanie tam kleryka przebywającego u rodziców z okazji bożonarodzeniowej przerwy świątecznej. Gdy tylko esbek wszedł do mieszkania z zamiarem przedstawienia mu propozycji ewentualnej współpracy, kleryk od razu zawołał swego brata i w jego obecności odmówił dalszej rozmowy.

Funkcjonariusz zmuszony był zapisać:

Stwierdziłem, że dalsze zajmowanie się kandydatem nie przyniesie rezultatu w formie pozyskania. W rozmowie z nim przeprowadzonej ustosunkował się negatywnie do wszelkich kontaktów z naszą służbą. W związku z powyższym należy wyeliminować wym. jako kandydata na TW, a dalsze zainteresowanie prowadzić w ramach teczki ewidencji operacyjnej [czyli TEOK - przyp. autora].

Historia czwarta: "Z serc nam krzyża nie wydrą"

Jan Bielański urodził się w Odrowążu na Podhalu. Po święceniach kapłańskich pracował jako wikary w Stryszawie, Zakopanem, w parafii św. Floriana w Krakowie, a od 1976 r. w parafii św. Antoniego w Krakowie-Bronowicach Małych.

Ta ostatnia parafia powstała w podkrakowskiej wsi, znanej z "Wesela" Wyspiańskiego, wchłoniętej przez gwałtownie rozwijające się miasto. Na jej terenie wybudowano osiedla bloków. Dla mieszkańców jednego z tych osiedli ks. Jan Bielański zorganizował w 1977 r. w budynku dawnej piekarni punkt katechetyczny i kaplicę, a następnie zamieszkał tam na stałe.

Dla władz były to działania nielegalne. Co więcej, dotarła do nich informacja, że z parafii w Bronowicach Małych wydzielona ma zostać nie jedna, ale aż dwie nowe parafie.

Wydział IV SB postanowił podjąć przeciwdziałania. Jednym z nich była próba zwerbowania ks. Bielańskiego do współpracy, aby w ten sposób pozyskać źródło informacji i możliwość wpływu na rozwój sytuacji. Zadanie to powierzono podporucznikowi Romanowi Waśkowiczowi, który 19 kwietnia 1978 r. przygotował wniosek o opracowanie duchownego jako kandydata na TW.

Ze względu na góralskie pochodzenie księdza funkcjonariusz nadał mu pseudonim "Gazda". W rubryce "Uzasadnienie wytypowania kandydata na TW" pisał:

Konieczność posiadania źródła informacji na terenie osiedla Bronowice Północ i Widok w zakresie budownictwa sakralnego oraz ogólnego rozpoznania działalności kleru parafialnego na tym terenie. Rozpoznanie zamierzeń kurialnych co do utworzenia nowej parafii na Widoku.

Natomiast w kwestionariuszu osobowym odnotował m.in.:

23. Pobyt za granicą - 1976 Włochy. [...]

25. Zainteresowanie osobiste - turystyka.

26. Walory osobiste i cechy ujemne - bardzo rozmowny, miły, nienaganny sposób bycia, bezpośredni w nawiązywaniu kontaktów.

27. Czy kandydat był opracowywany czy rozpracowywany - nie. [...]

31. Ocena osobistego zetknięcia się z kandydatem do pozyskania - miły, wesoły, sympatyczny, spostrzegawczy - oceny te z krótkiej rozmowy paszportowej w 1976 r.

Jak z tego wynika, dla funkcjonariusza SB wystarczającą zachętą do podjęcia próby werbunku był... kulturalny sposób bycia duchownego. W aktach werbunkowych zaznaczono też, że ks. Bielański w głoszonych kazaniach z zasady nie przejawiał "wrogich akcentów", za wyjątkiem kazania wygłoszonego w lipcu 1965 r. w Stryszawie, kiedy wobec usuwania krzyży ze szkół powiedział: "Jak władze zdarły znak Krzyża Świętego ze ścian, to z serc nam ich nie wydrą".

Zestawiając zachowane dokumenty, można dowiedzieć się, jak liczne i różnorodne były działania SB zmierzające do zwerbowania ks. Bielańskiego.

Zbierano więc informacje o jego działalności duszpasterskiej; sporządzano charakterystykę jego osoby (sprawdzając m.in. stosunek do spraw materialnych); założono podsłuch w telefonie parafialnym; sprawdzano korespondencję parafialną i prywatną; przeprowadzono tzw. wywiad środowiskowy w miejscu urodzenia oraz pełne rozpoznanie rodziny Bielańskich w Odrowążu (zadanie takie otrzymał Wydział IV SB w Nowym Sączu i posterunek MO w Czarnym Dunajcu).

W celu zdobycia tzw. materiałów kompromitujących sprawdzano kontakty księdza z innymi duchownymi oraz osobami świeckimi, szukano też źródeł informacji wśród okolicznych mieszkańców oraz rodziców dzieci przychodzących na katechizację, zbierano nawet informacje o rodzinie, od której nabyto dom zaadaptowany na kaplicę.

Podporucznik Adam Wypasek, członek grupy "D" [zajmującej się w ramach SB tzw. działaniami specjalnymi - red.], otrzymał zadanie prowadzenia działań dezinformacyjnych, zmierzających do wywołania konfliktu między wiernymi a kandydatem. Przeprowadzono rozmowę na jego temat z TW o pseudonimie "Kula" (duchownym z terenu dekanatu); zaplanowano też tzw. rozmowę sondażową z samym księdzem Bielańskim.

Pomimo tak wielu działań nie osiągnięto zamierzonego celu: ksiądz Jan nie zgodził się na rozmowy, nie zdobyto też obciążających go informacji. Również posterunek MO w Czarnym Dunajcu, choć przygotował rzetelną charakterystykę poszczególnych członków rodziny Bielańskich, nie dostarczył żadnych "punktów zahaczenia".

W 1980 r. władze kościelne przeniosły ks. Bielańskiego do parafii w Nowej Hucie-Bieńczycach. Został tam jednym z czterech proboszczów rejonowych, z zadaniem tworzenia nowej parafii i budowy najpierw tymczasowej kaplicy i punktu katechetycznego, a następnie dużego i nowoczesnego kościoła na osiedlu Dywizjonu 303.

W tym właśnie okresie SB podjęła decydującą próbę werbunku. Doszło do niej 18 grudnia 1981 r., a więc w pierwszych dniach stanu wojennego, dzień po rozbiciu strajku "Solidarności" w Hucie im. Lenina. W strajku tym brało udział wielu parafian z Bieńczyc. Ks. Bielański został wezwany do Komendy Dzielnicowej MO na osiedlu Zgody w Nowej Hucie. Podporucznik Wypasek, od kilku lat "opiekun" duchownego, tak zrelacjonował to wydarzenie przełożonym:

Rozmowę przeprowadzono w KD MO N. Huta. W/wym. zgłosił się punktualnie [...].

Na moje pytanie dlaczego nie powiedział funkcjonariuszowi MO adresów pozostałych księży z parafii długo się zastanawiał siedząc z dłońmi złożonymi i opartymi o czoło. Po chwili wyjaśnił, że faktycznie nie zna adresów, natomiast te które zna nie może wyjaśnić, gdyż nie wie czy księża ci życzyliby sobie tego. Na moje słowa, że obecnie jest stan wojenny i każdy obywatel powinien udzielać wszechstronnej pomocy organom WP i MO ponownie złożył ręce, mówiąc: "trudno, wola Boska".

Po przedstawieniu mu oświadczenia o lojalności natychmiast odparł, że nie może podpisać tego. Poprosił mnie o kartkę papieru i złożył inne oświadczenie. Wyjaśnił, że nie odpowiadają mu wszystkie sformułowania, gdyż jest bezpośrednio podporządkowany biskupom. Gdyby podpisał to oświadczenie, wydałby na siebie zaocznie wyrok śmierci, gdyż gdyby biskupi np. polecili mu czynić inaczej musiałby im właśnie podporządkować się w pierwszej kolejności (oświadczenie w/wym. w załączeniu).

Gdy mu powiedziałem o ewentualnych konsekwencjach, gdyby nie przestrzegał obowiązującego porządku ponownie odparł, że zawsze będzie przestrzegał. Ale gdyby otrzymał polecenie od swoich zwierzchników nie zgodnie będzie musiał wykonać [pisownia jak w oryginale - red.].

Podczas rozmowy dało się zauważyć u w/w zdenerwowanie, które ukazywał poprzez złożenie dłoni i zasłanianie sobie twarzy. Prawdopodobnie wiedział o treści oświadczenia i był poinstruowany przez kogoś jak ma postępować. Oświadczenie, które pisał, pisał bez zastanawiania się nad treścią.

Oświadczenie

Ja niżej podpisany oświadczam, że w obecnym stanie wojennym i zresztą zawsze nie będę szkodził swojej umiłowanej Ojczyźnie, Bogu, Kościołowi i Ewangelii i będę postępował zgodnie z własnym sumieniem ukształtowanym na prawie Bożym miłości Boga i bliźniego.

Ks. Jan Bielański

Niezłomna postawa księdza Jana spowodowała, że SB na pewien czas odstąpiła od werbunku. Ale po kilku latach podjęła kolejną próbę. Duchowny jednak, choć budował w tym czasie kościół i mógł liczyć się z rozmaitymi szykanami, nadal zdecydowanie odmawiał jakichkolwiek rozmów. Za każdym razem, zgodnie z zarządzeniem władz kościelnych, domagał się oficjalnego wezwania.

W końcowej analizie opracowania kandydata o pseudonimie "Gazda", sporządzonej 20 stycznia 1987 r. , zniechęcony Adam Wypasek - wówczas już kapitan oraz p.o. kierownika Sekcji IV Wydziału IV - pisał:

Z kand.[ydatem] przeprowadzono dwie rozmowy oraz podjęto kilka prób nawiązania dialogu. W obu rozmowach ustosunkował się negatywnie do pracownika. W trakcie drugiej rozmowy oświadczył, że nie ma czasu, a o ile jest potrzeba przeprowadzenia z nim rozmowy to prosi o wezwanie, a wówczas będzie zmuszony się stawić.

W tej sytuacji proponuję zaniechać opracowania kand., a materiały włączyć do teczki EOK, która jest obecnie w DUSW Nowa Huta lub złożyć w tut. Wydz. "C" na okres 10 lat.

Mimo odmowy współpracy z SB, ks. Bielański spokojnie kontynuował budowę świątyni, która poświęcona w 1994 r. otrzymała wezwanie Świętego Brata Alberta.

Znajdująca się przy niej tymczasowa kaplica przekazana została Fundacji im. Brata Alberta z Radwanowic na potrzeby utworzenia w Nowej Hucie warsztatów terapii zajęciowej i świetlicy terapeutycznej dla osób niepełnosprawnych intelektualnie.

W 2005 r. ks. Jan Bielański przeszedł na emeryturę.

Rok później za swoją ofiarną działalność charytatywną otrzymał od osób niepełnosprawnych Medal św. Brata Alberta.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]