Owca i krzyż

W Ewangelii Łukasza czytamy: „Schodzili się [do Jezusa] wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.
Czyta się kilka minut

Faryzeusze jednak i nauczyciele Pisma szemrali: On przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy tę przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie szuka tej zaginionej, aż ją znajdzie? A kiedy ją znajdzie, bierze ją z radością na ramiona. Po powrocie do domu zwołuje przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem moją zaginioną owcę. Mówię wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”.

Z tą owcą sprawa nie musi wyglądać tak sielankowo, jak sobie to dzisiaj wyobrażamy. Ponoć taka owca uciekinierka stanowi poważne zagrożenie dla stada. Zakosztowawszy swobody, przy najbliższej sposobności znowu ucieknie, a co gorsza, pociągnie ze sobą pozostałe. Kiedy więc pasterz ją odnajdzie, wcale nie wpada w radosne uniesienie, przeciwnie, los takiej niesfornej owcy, nawet jeśli tylko gapowatej, jest już przesądzony.

W tym kontekście interpretacja przypowieści nabiera nowych znaczeń, zgodnych zresztą z tym, co czytamy w Biblii, gdzie Bóg mówi: „Ja bowiem nie oceniam tak jak ludzie. Ludzie poprzestają na wyglądzie, a Pan patrzy na serce”. Patrzy przede wszystkim w swoje serce, a przez nie patrzy w serca swoich dzieci. Dlatego Syn Boży nie szuka zagubionej owcy w żadnym innym celu, jak tylko po to, żeby jej dać szansę powrotu do stada, do wspólnoty.

Niesforną bierze na ramiona. Znamy takie powiedzenia jak ciężar krzyża, krzyżowa męka, upadek pod krzyżem, każdy musi swój krzyż dźwigać, Bóg zsyła krzyże i krzyżyki itd. Mówiąc tak, utożsamiamy krzyż z fizycznym i psychicznym cierpieniem i bólem, sądząc jednocześnie, że to ogrom tego cierpienia jest przyczyną zbawienia, cokolwiek pod tym określeniem rozumiemy. Popatrzmy jednak na krzyż, mając w pamięci przypowieść o zaginionej owcy. Jezus niesie owcę – Jezus niesie krzyż. Nałóżmy teraz te obrazy i popatrzmy, jak krzyż zmienia swoją wymowę. Przestaje być jedynie symbolem ogromu cierpienia, a staje się symbolem miłości. Zaczynamy dostrzegać, że najprawdziwszym krzyżem Jezusa jest Jego wierność ludziom i Bogu. Stąd najprawdziwszym krzyżem, który Jezus wciąż dźwiga, jesteśmy my, ludzie i każdy człowiek z osobna bez względu na światopogląd i kondycję moralną.

Krzyżem Jezusa jest również, jeśli nie przede wszystkim, Kościół. Jednym słowem: krzyżem Jezusa jest Jego miłość do ludzi i świata. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2019