Podczas 14. edycji Warsaw Gallery Weekend (WGW), od 26 do 30 września, zaprezentuje się 37 galerii, w tym 35 polskich i dwie zagraniczne. Wszystkie one przygotowały specjalne wystawy, z których większość będzie można oglądać do końca listopada. Do tego czasu będzie też trwał program towarzyszący: wykłady, spotkania, dyskusje i performanse.
Sam program wystawienniczy jest różnorodny. Import Export zaprezentuje powstałe w latach 1943-1949 prace na papierze Teresy Żarnower, jednej z najważniejszych twórczyń polskiej awangardy, której prace są jednak bardzo rzadko pokazywane w Polsce. Nie zabraknie artystów i artystek kluczowych dla naszej sztuki po 1989 roku, dziś już klasyków współczesności. Fundacja Galerii Foksal przygotowała wystawę Piotra Uklańskiego „Kwiaty zła”, dla której punktem wyjścia stały się słowa z… zeznania Hermanna Göringa przed trybunałem w Norymberdze: „W pełni przyznaję, że miałem pasję do kolekcjonowania rzeczy… A jeśli miały zostać skonfiskowane, chciałem mieć w tym swój mały udział”.

Galeria Ewa Opałka pokaże prace Zbigniewa Libery z lat 90. XX wieku, przedstawiające jak mogłyby wyglądać maszyny, które rozwijałyby się same, podlegając prawom ewolucji. „Ślepowrony” Joanny Rajkowskiej, niezwykły, nieznany szerzej film nakręcony przez artystkę wspólnie z Robertem Yerachmielem Snidermanem, opowiadający o trudnych relacjach między ludźmi a światem zwierząt, zaprezentuje lokal_30. Raster zaś wystawi prace Anety Grzeszykowskiej o związkach człowieka ze światem zwierząt, ale także przedmiotów. Jednocześnie nie zabraknie przedstawicieli najmłodszego pokolenia. Będzie można zobaczyć m.in. nieoczywiste obiekty Zuzy Piekoszewskiej (Łęctwo), malarstwo Grzegorza Pieniaka eksportującego świat fantazji i nieakceptowanych pragnień (HOSgallery) czy subtelne, niepokojące rysunki Iwa Panasiewicza (Piktogram).
Coraz częściej też polskie galerie prezentują twórczość artystek i artystów wywodzących się z innych krajów, zwłaszcza z naszego regionu. Czasami już osiadłych nad Wisłą – być może trzeba mówić już nie o sztuce polskiej, lecz tworzonej w Polsce, bo tylko w ten sposób można opisać jej różnorodność. Biuro Wystaw zaprezentuje białoruskiego artystę, aktywistę i kuratora Sergeya Shabohina. LETO zaś niewielkie, baśniowe obrazy, które tworzy pochodząca także z Białorusi Lera Dubitskaya.

BWA Warszawa organizuje wystawę „Plotkarze”, na której niemiecki artysta Philipp Gufler, Estończyk Jaanus Samma i Karol Radziszewski opowiedzą o postaciach i wydarzenia ważnych dla historii społeczności queerowej w ich krajach. Natomiast na przygotowanej przez Krupa Gallery „Are You that Body?” artystki i artyści z Białorusi, Polski i Ukrainy będą przyglądać się ciału i jego uwikłaniom w system społeczny i polityczny. To otwarcie na sztukę spoza Polski jest ważne, bo galerie, poza nielicznymi wyjątkami, jak warszawska Galeria Dawid Radziszewski czy poznańska Rodríguez Gallery, rzadko współpracowały z zagranicznymi artystkami i artystami. Dziś zaś dla niektórych, jak Import Export, jest to jedna z zasadniczych części programu.
Warsaw Gallery Weekend na stałe wpisał się w pejzaż kulturalny Warszawy, ale też stał się kluczowym wydarzeniem na mapie artystycznego życia w naszym regionie. Co więcej, przyciąga tłumy. W ubiegłym roku w trakcie czterech głównych dni wydarzenia wystawy odwiedziło 14 tys. osób. Sama impreza pokazuje, jak w ostatniej dekadzie sprofesjonalizował się ruch galerii prywatnych w Polsce. WGW przez pierwsze lata był nieformalną inicjatywą. Jednak w 2018 roku powstała spółka organizująca to wydarzenie, a instytucje, dla których rynek nie jest głównym polem działania, wycofały się, udział w WGW stał się zaś coraz bardziej limitowany.

Swoistą odpowiedzią na elitarność weekendu jest inicjatywa FRINGE Warszawa. Odbędzie się ona po raz trzeci, w dniach 26-29 września 2024 i, jak piszą organizatorzy, jej zasadą jest inkluzywność oraz powszechna dostępność. W pierwszej edycji brało udział dziewięć inicjatyw, a w tym roku zostanie pokazanych aż 80 projektów realizowanych w niezależnych galeriach, art space’ach itp. Będzie można m.in. wejść do pracowni nieżyjącej już Wandy Czełkowskiej, jednej z naciekowych przedstawicielek polskiej neoawangardy, albo obejrzeć zdjęcia Karola Pałki w Domu Lacherta, jednym z arcydzieł architektury dwudziestolecia międzywojennego. Będzie też można zobaczyć intrygujące malarstwo Agaty Nowosielskiej na wystawie zorganizowanej przez Galerię m², poszukać ekspozycji w witrynie na ul. Hożej przygotowanej przez Jakuba Gawkowskiego i Macieja Siudę lub wybrać się do Ośrodka Sztuki Lescer w podwarszawskim Zalesiu Górnym, by zobaczyć prace Marcina Zonenberga, ale też alter ego artysty Martina Sonnenberga.
WGW przez lata pokazywał centralizację życia artystycznego w Polsce, z dominacją powstałych na początku XXI wieku stołecznych galerii. W ostatnich latach sytuacja zaczyna się zmieniać, czego przykładem jest rosnąca liczba uczestników WGW pochodzących spoza Warszawy. W tym roku to choćby wspomniana już wrocławska Krupa Gallery, działające w Krakowie galerie Piana i Widna, poznańskie Łęctwo i Molski oraz Galeria ESTA z Gliwic. Zróżnicowanie, także geograficzne, ruchu galeryjnego w Polsce jest ważne, a lista ciekawych, działających poza Warszawą galerii jest znacznie dłuższa, ale zapewne niemożliwe będzie przełamanie prymatu stolicy.
Nie mniej istotne jest zróżnicowanie pokoleniowe. W ostatnich latach pojawiły się galerie tworzone przez młodych, które często skupiają się na twórczości swoich rówieśników, jak działająca prężnie od 2021 r. Piana w Krakowie czy warszawski Turnus, szybko dostrzeżony i doceniony – w ubiegłym roku otrzymał nagrodę specjalną Fundacji Sztuki Polskiej ING przyznawanej podczas WGW. – Nasz pomysł na nowy model galeryjny – wyjaśniają Kamila Falęcka i Marcelina Gorczyńska – wiąże się ze zmieniającymi się, według naszych obserwacji, potrzebami odbiorców sztuki. Nie są oni kolekcjonerami, a osobami pragnącymi zaangażowania i społeczności. Wymyśliłyśmy naszą galerię tak, aby była miejscem dla większej publiczności, poszerzając ją o kawiarnię i udostępniając lokal za darmo na przeróżne wydarzenia. I dodają: – Mocno stawiamy na aspekt kulturotwórczy i społeczny, staramy się lawirować pomiędzy światem galeryjnym a instytucjonalnym: w październiku jedziemy na targi Paris International, a zaraz potem jesteśmy jednymi z otwierających nowy MSN.
Ostatnie lata były dobrym czasem dla galerii prywatnych. Udało im się poszerzyć grono kupujących – nabywanie sztuki przestało być zajęciem dla wąskiego grona osób. Co więcej, galerie prywatne zdobyły zaufanie klientów a zainteresowanie publiczności znacząco wzrosło. W zorganizowanych po raz pierwszy w Warszawie w maju tego roku targach NADA Villa Warsaw wzięło udział 11 tys. osób. Odbywający się na początku września tego roku Hotel Warszawa Art Fair w ciągu trzech dni odwiedziło ponad 10 tys. osób (dla porównania w 2022 r. było to 4,5 tys.).
Rynek sztuki w Polsce rośnie: w rekordowym 2022 roku – według danych GUS-u – wartość sprzedanych dzieł sztuki i antyków w naszym kraju wyniosła 650,7 mln zł i był to wzrost o 59,5 mln zł, czyli o 10,1 proc. Jednak w kolejnym roku wartość sprzedaży wyniosła 567,7 mln zł, czyli nastąpił spadek o 12,8 proc. Co prawda według danych z raportu Kunst.Capital w pierwszej połowie obecnego roku zaobserwowano ożywienie na rynku sztuki w Polsce – sprzedaż w tym czasie zbliżyła się do 50 proc. z całego 2023 roku – jednak niepokój pozostaje.
W przypadku galerii zajmujących się sztuką współczesną, jak podkreśla Dawid Radziszewski, doszło do zbiegu trzech czynników, które paradoksalnie zadecydowały o ich sukcesach: wybuchu pandemii, inflacji oraz rządów PiS-u. – W trakcie pandemii ludzie kumulowali pieniądze, więcej siedzieli w domu i bardziej patrzyli na smutne ściany – tłumaczy prowadzący jedną z najważniejszych warszawskich galerii. – Inflacja sprawiła, że chcieli uciec w coś z pieniędzmi. PiS, szczególnie pod koniec swojej kadencji, osłabiło merytorycznie państwowe instytucje, powołując groteskowych dyrektorów, co sprawiło, że uwaga publiczności została skanibalizowana przez sektor prywatny.
– Ten sektor jednak – dodaje Radziszewski – nie był przygotowany do tej ważnej roli, więc poziom sceny artystycznej spadł.
Przyczyną tego stanu nie jest dominacja malarstwa. – Instalacje czy performance też mogą być emanacją złego gustu – mówi Radziszewski.
Nie tylko on dostrzega powody do niepokoju.
– Jest zdecydowanie trudniej niż dwa lata temu czy nawet rok temu, bo jest mniej taniego pieniądza na rynku i klienci bardziej uważają, na co wydają pieniądze – stwierdza Piotr Bazylko prowadzący galerię Import Export. Zaraz jednak dodaje: – Ale ja trudności czy kryzysy widzę jako szansę, by się poprawić, robić rzeczy lepiej, pokazywać ciekawszą sztukę i myśleć, jak ściągnąć widza do galerii.
Bardziej optymistycznie patrzy także Justyna Kowalska z BWA Warszawa: – Zainteresowanie nabywaniem malarstwa przez prywatnych kolekcjonerów nie maleje. Jest to cały czas tendencja wzrostowa i nie przewiduję, żeby miał tu nastąpić zastój.
Kluczowa jest zmiana, jaka zaszła w ostatnich latach wśród osób kolekcjonujących sztukę. Przez długie lata kolekcjonerstwem zajmowała się garstka zapaleńców. – Odkąd społeczeństwo się wzbogaciło – mówi Justyna Kowalska – ta grupa się powiększa i wciąż jest jeszcze duży potencjał wzrostu. Wciąż poznajemy nowych kolekcjonerów, na przykład o obrazy Bartłomieja Flisa pyta nas bardzo dużo zupełnie nam dotąd nieznanych osób.
Nie oznacza to, że nie ma zagrożeń. Największym z nich jest, jak podkreśla Piotra Bazylko, zadowolenie z obecnej sytuacji: – Malarstwo sprzedaje się dobrze, choć nie tak świetnie jak dwa czy trzy lata temu, ale cały czas musimy szukać nowych osób interesujących się sztuką i chcących z nią żyć. Dlatego tak ważne są nowe kolekcjonerki i kolekcjonerzy, a takie imprezy jak WGW są idealnym momentem, by ich naszą sztuką zainteresować.
Zastój na rynku zaś, zwraca uwagę Dawid Radziszewski, w gruncie rzeczy jest potrzebny: – Eliminuje te podmioty, które są najsłabsze na rynku, chociaż z drugiej strony nie jest łatwo tym, którzy mają najambitniejszy program.

Jednak nie tylko zmiany na rynku są problemem. Zmieniło się także otoczenie polityczne. Polityka kulturalna wprowadzona przez PiS, łącznie z elementami cenzury, zmiany personalne w instytucjach publicznych i postępująca ich marginalizacja sprawiły, że – jak podkreśla Justyna Kowalska – świadoma publiczność skierowała się ku wystawom w galeriach prywatnych. Ale czy potrafiły one wypełnić lukę powstałą po upadku znaczenia zwłaszcza największych instytucji publicznych? I czy to było możliwe?
Na pewno zwiększyła się rola galerii w dokumentowaniu dorobku artystów i jego popularyzacji, ale też były one miejscami ważnych wystaw podejmujących aktualne kwestie polityczne i społeczne, jak „I w puszczy” w BWA Warszawa poświęcona sytuacji na naszej wschodniej granicy z pracami m.in. Karoliny Jabłońskiej, Joanny Rajkowskiej, Jadwigi Sawickiej i Wilhelma Sasnala czy „Nigdy nie będziesz szła sama” Adama Kozickiego w Biurze Wystaw o przemocy stosowanej przez państwo wobec jego obywateli. Wreszcie: galerie prowadziły działalność badawczą, jak lokal_30 regularnie od kilku lat organizujący „Seminaria Feministyczne” poświęcone feminizmowi i jego związkom ze współczesną kulturą i sztuką.
Prowadząca tę galerię Agnieszka Rayzacher dziś podkreśla: – Ze względu na normalizację w instytucjach sytuacja w galeriach być może też ulegnie pewnej zmianie. Mam na myśli współpracę z instytucjami, która przez ostatnie lata zamarła, a jest ważnym elementem funkcjonowania sceny artystycznej oraz rynku sztuki. To, co działo się w ostatnich latach, boom na młode malarstwo – kontynuuje Rayzacher – było efektem zachwiania proporcji: większość polskich kolekcjonerów lub po prostu osób kupujących sztukę interesuje się przede wszystkim malarstwem, stąd to właśnie ono dominowało w galeriach. Zakupy instytucjonalne (a zatem prace często trudniejsze, niebędące „olejem na płótnie”) zostały znacznie zredukowane. Miejmy nadzieję, że teraz sytuacja będzie się zmieniać, a instytucje znów zaczną kupować ważne prace współczesnych artystek i artystów, co wpłynie również, w moim odczuciu, na profile galerii gotowych, aby zmieniły swoją ofertę.
Czas pokaże, czy tak się stanie. Na pewno galerie prywatne muszą dziś na nowo zacząć określać miejsce w świecie sztuki, w którym instytucje publiczne nie tylko odzyskają, ale też wraz z otwarciem gmachu MSN w Warszawie, wzmocnią swoja pozycję. Będą one jednak funkcjonowały w świecie, w którym rynek sztuki odgrywa coraz większą rolę. Od tego, w jaki sposób ułożą się relacje miedzy tymi sektorami, może zależeć to, jak w najbliższych latach będzie wyglądało życie artystyczne w Polsce.
WARSAW GALLERY WEEKEND, 26-30 września 2024 roku, większość wystaw czynna do 30 listopada 2024 roku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















