Mundial 2026: Amerykanie odpadli, futbol obronił się przed polityką

„Dlaczego nie my?”, powtarzane przez cały turniej pytanie trenera Mauricio Pochettino, zmieniło się w „co by było gdyby?”. Nagła interwencja prezydenta USA w mundial zaszkodziła, zamiast pomóc piłkarzom z Ameryki.
Czyta się kilka minut
Mauricio Pochettino, selekcjoner reprezentacji USA, schodzi z boiska po porażce z Belgią w 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata 2026. Seattle, 6 lipca 2026 r. // Fot. Henry Rodenburg / Getty Images
Mauricio Pochettino, selekcjoner reprezentacji USA, schodzi z boiska po porażce z Belgią w 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata 2026. Seattle, 6 lipca 2026 r. // Fot. Henry Rodenburg / Getty Images

Tyleśmy się w ostatnich tygodniach naczytali, że selekcjoner Amerykanów Mauricio Pochettino przypomina z tą swoją grzywką Russela Crowe’a, a mnie – nic na to nie poradzę – przychodzi na myśl raczej Klaus Maria Brandauer i jego rola w „Mefiście” Istvána Szabó, wybitnej skądinąd ekranizacji powieści Klausa Manna. Nie żebym dostrzegał podobieństwo fizyczne, w jakimś sensie jest gorzej: dylematy trenera w politycznym świecie przypominają dylematy artysty kuszonego i, co tu kryć, ulegającego pokusie totalitarnego systemu.

Oblany test Mauricio Pochettino

Po tym, jak w kwestię zawieszenia dyskwalifikacji Folarina Baloguna zaangażował się Donald Trump, a FIFA podkuliwszy ogon spełniła życzenie prezydenta i dopuściła najlepszego amerykańskiego napastnika do gry, stawką meczu Stany Zjednoczone-Belgia nie był wyłącznie awans którejś z drużyn do ćwierćfinału. Patetycznie rzec by można, że chodziło o obronę futbolu, w którym wszystko, co najważniejsze, rozstrzyga się na boisku, a nie przy tzw. zielonym stoliku; przy okazji jednak patrzyło się na reakcje, nomen omen, aktorów tego dramatu. 

Co powie Pochettino – człowiek świadomy przecież, że wedle wszelkich obowiązujących dotąd w świecie piłkarskim reguł Balogun nie powinien w tym meczu zagrać, nawet jeśli czerwoną kartkę w meczu z Bośnią obejrzał niesłusznie?

Argentyński trener Amerykanów nie zaliczył tego testu. Mówił, że jeśli ktoś jest ofiarą sytuacji, to Stany Zjednoczone. Przyjął z satysfakcją oprotestowywaną powszechnie decyzję Komitetu Dyscyplinarnego FIFA, nie zostawił w geście fair play Baloguna na ławce rezerwowych. Czy umiał wykorzystać niespodziewany prezent od losu (czytaj: od przywódcy światowego mocarstwa), czy raczej ingerencja Donalda Trumpa w mistrzostwa świata obróciła się przeciwko niemu i jego drużynie? 

Miłe złego początki reprezentacji USA

W ojczyźnie Pochettino znają pojęcie viveza – chodzi o chytrość, będącą narzędziem biedaków w nierównym boju z możnymi tego świata – i do wczoraj to raczej jego drużynę można było przedstawiać jako outsiderów w świecie futbolowych potęg. Piłka nożna w USA wciąż pozostaje dyscypliną z gatunku najmniej popularnych – a w związku z tym niedoinwestowaną. 

Zatrudniając Pochettino, działacze tamtejszej federacji liczyli na to, że uda się wykorzystać koniunkturę związaną nie tylko z organizacją mundialu, ale też z występami w miejscowej lidze Leo Messiego. Zakładali, że rodak kapitana Argentyny – pracujący dotąd w wielkich europejskich klubach: PSG, Chelsea, Tottenhamie – dokona tu kulturowej rewolucji, pomoże rozwinąć infrastrukturę, wpłynie na szkolenie młodzieży itd.

Reprezentacja USA rozpoczęła mundial fantastycznie. Amerykanie z wigorem naciskali kolejnych rywali i przeprowadzali błyskawiczne ataki, jak niegdyś kluby prowadzone przez Pochettino, on sam zaś przekonywał z zapałem, że każdy może marzyć o postawieniu stopy na Księżycu. „Dlaczego nie my?” – rzucał wyzwanie swoim podopiecznym. Po tym, jak w meczu z Bośnią stracił Baloguna i zdołał obronić zwycięstwo, sympatia futbolowego świata była po jego stronie.

Porównując postawę Amerykanów w dotychczasowych meczach na mundialu z postawą ociężałej Belgii, trudno było nie dojść do wniosku, że to energetyczna reprezentacja USA będzie faworytem starcia w jednej ósmej. Trudno też było – do interwencji Trumpa w sprawie kartki Baloguna oczywiście – jej nie kibicować.

Trener Rudi Garcia odmienił i odmłodził Belgów

Nie dowiemy się oczywiście, jaki wpływ psychologiczny na obie drużyny miało całe to polityczne zamieszanie, ale zmiana w porównaniu z ich poprzednimi spotkaniami była uderzająca. I nie chodzi tylko o fakt, że teraz (jak to ujął po meczu belgijski obrońca Castagne) sympatia futbolowego i nie tylko futbolowego świata była po stronie piłkarzy z Europy.

Trener Belgów Rudi Garcia odmłodził drużynę, odsyłając na ławkę podstarzałe gwiazdy: De Bruyne’a, Lukaku (pytanie na marginesie: czy gdyby coś podobnego zrobił trener Portugalczyków z Cristiano Ronaldo, jego podopieczni graliby dalej w turnieju?) – i zatrzymując w odwodzie Doku. Wprowadzeni na ich miejsce zawodnicy – świetny na skrzydle zarówno w ofensywie, jak w pracy defensywnej Lukebakio, w końcu skuteczny na środku ataku, ruchliwy De Ketelaere – zaskoczyli Amerykanów. Gospodarze turnieju zamiast wygrywać pojedynki w środku pola, musieli mierzyć się z dalekimi zagraniami bramkarza Courtois i dość niespodziewanie przegrywali walki o tzw. drugie piłki.

Co sparaliżowało reprezentację USA

Czy była to presja związana z zamieszaniem ostatniej doby, czy przemotywowanie – trudno powiedzieć, ale charakterystyczne dla Amerykanów przed turniejem błędy w defensywie w tym meczu wróciły. Stracili gola na samym początku spotkania, a kiedy udało im się wyrównać po drugim już podczas mundialu pięknym trafieniu Tilmanna z rzutu wolnego, stracili kolejną bramkę od razu w następnej akcji.

Kiedy w drugiej połowie ich bramkarz (cóż to jest za kulturowa figura, w takich sytuacjach symbolizująca boiskową i egzystencjalną samotność) dał sobie odebrać piłkę i podarował w ten sposób Belgom trzeciego gola, mecz został właściwie rozstrzygnięty. Trafienie rezerwowego Lukaku na 1:4 przypieczętowało triumf Belgów; triumf, którego – sportowo przynajmniej – żaden polityk, nawet polityk z dyktatorskimi ciągotami, nie jest w stanie zakwestionować.

Jak przestaliśmy kochać Amerykę

Nieoczywiste to wszystko, bo choć tyle było wokół meczu Belgia-USA polityki, reprezentacja Stanów Zjednoczonych nie przypominała bynajmniej spełnionego snu ideologów ruchu MAGA. Prowadzona przez obcokrajowca Pochettino, który wielokrotnie po przylocie do USA musiał odstawać swoje w długich kolejkach do kontroli migracyjnej, wymykała się (również za sprawą sprawnie manewrującego dotąd wśród politycznych raf selekcjonera) politycznym pułapkom. 

Nawet Balogun – urodzony w Nowym Jorku, lecz wychowany w Londynie syn Nigeryjczyków – nie mógłby być reprezentantem Stanów Zjednoczonych, gdyby spełniła się wola Trumpa, dążącego do ograniczenia automatycznego nadawania obywatelstwa USA osobom urodzonym na terytorium kraju (tzw. prawo ziemi, ius soli). 

Dopóki z Białego Domu nie nadszedł pocałunek śmierci, tę drużynę naprawdę dało się lubić – podobnie jak dało się lubić jej trenera, który teraz jednak zostanie zapamiętany jako ktoś przemielony przez tryby wielkiej polityki i który teraz przecież, jako figura obcego, przybysz z dalekiego kraju, łatwo może zostać zamieniony przez propagandę MAGA w kozła ofiarnego.

Co Trump zrobi z mundialem

A czy zdecydowane zwycięstwo Belgów będzie dla Donalda Trumpa nauczką i następny raz przy okazji mundialu zobaczymy go dopiero na meczu finałowym, gdzie z pewnością prezydent FIFA Gianni Infantino wręczy mu jeden ze złotych medali? A może upokorzony rozmiarami porażki gospodarz Białego Domu będzie teraz nakładał cła na czekoladę i mule?

Z dotychczasowych kryzysów z udziałem prezydenta USA można wyciągnąć optymistyczny wniosek, że choć wchodzi w nie z intensywnością rozpędzonego Lukaku, to prędko się nudzi i przerzuca swoją uwagę na kolejne cele. Dziś nad ranem w każdym razie futbol obronił się kolejny raz.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł