Osierocone niemowlę nie trafi do rodziny zastępczej. System umieścił je w ZOL dla dorosłych ludzi

Kilkumiesięczna Zuzia skazana przez sąd na chorobę sierocą w zakładzie opiekuńczo-leczniczym to nie „wypadek przy pracy”. To kolejny z sekwencji symptomów rozkładu polskiej pieczy zastępczej.
Czyta się kilka minut
// Fot. Silvia / Adobe Stock
// Fot. Silvia / Adobe Stock

Tą historią media społecznościowe żyją od ubiegłego tygodnia, a biorąc pod uwagę, że w weekend otarła się nawet o najpopularniejszą telewizję śniadaniową („Dzień Dobry TVN”), można powiedzieć, że żyje nią także część Polski. A to nie jest niestety regułą: system pieczy zastępczej, mający za zadanie przygarniać – co do zasady tymczasowo – dzieci porzucane bądź krzywdzone przez rodziców biologicznych, zwykle mało kogo obchodzi. Chyba że zdarzy się nieszczęście. I tym razem się wydarzyło: w wariancie może nie najgorszym (o śmierci dzieci niewysłanych na czas do pieczy słyszymy regularnie), ale równie niepojętym.

Historia ośmiomiesięcznej Zuzi

Jest mniej więcej połowa ub. roku; w jednym ze śląskich szpitali matka pozostawia niedawno narodzone dziecko. Zuzia (takie imię nada dziewczynce autorka materiału Radia TOK FM, które jako pierwsze opisze sprawę) jest karmiona sondą. Po kilku miesiącach sąd – na wniosek Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie – kieruje dziecko do częstochowskiego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego. Czyli do placówki dla ciężko chorych dorosłych, gdzie nie ma nawet mowy o próbie zapobieżenia chorobie sierocej, rozwijającej się, gdy dziecko nie ma konkretnego opiekuna. Na tym momencie historii warto się zatrzymać, bo to pierwszy z przystanków w podróży po „kartonowym państwie”. Polskie przepisy jak najsłuszniej zabraniają już umieszczania dzieci do 10. roku życia w placówkach pieczy zastępczej, czyli tzw. domach dziecka. Tyle że ZOL-e i DPS-y do pieczy zastępczej nie należą, z czego liczni powiatowi urzędnicy wywodzą wniosek boleśnie prosty: tam dzieci wysyłać wolno.

Dziewczynka, jak zresztą setki innych polskich dzieci, ląduje więc w placówce dla dorosłych, mimo iż jej losem zaczyna się interesować coraz więcej instytucji. Dzieje się tak, bo o Zuzi dowiaduje się jedna z organizacji na rzecz wcześniaków, a działaczka na rzecz praw dzieci i badaczka dzieciństwa dr Anna Krawczak opowiada jej historię w czasie posiedzenia sejmowej komisji ds. dzieci i młodzieży. Jak się okazuje, w sprawie interweniują już od jakiegoś czasu m.in. Ministerstwo Rodziny i urzędnicy biura Rzecznika Praw Dziecka. Pojawia się nawet świeżo przeszkolona rodzina zastępcza, chętna i gotowa, by zaopiekować się dziewczynką. Co z tego wynika? Nic. 10 kwietnia sąd w Zabrzu odrzuca wniosek o ustanowienie rodziny zastępczej, przyklepując tym samym pobyt dziewczynki w ZOL-u. 

Sąd nie chce rodziny zastępczej 

Gdyby przyjąć roboczo optykę sądu, dzieje się tak, bo do opieki nad Zuzią nie zgłosiła się tzw. specjalistyczna rodzina zastępcza, wyznaczana do dzieci chorych i niepełnosprawnych. Tyle że to optyka, w zgodnej opinii działaczy na rzecz praw dzieci, błędna. – Zuzia jest dzieckiem bez orzeczonej niepełnosprawności, a jej stan umożliwia przebywanie w środowisku domowym – mówi „Tygodnikowi” dr Anna Krawczak. – Ta historia pokazuje, że oka systemowej sieci są tak szerokie, że nawet dziecko, które ma zaledwie osiem miesięcy, i dla którego jest rodzina, może zgodnie z prawem trafić do zakładu dla dorosłych. Jego los zależy wyłącznie od tego, co zrobi sędzia na wniosek lokalnych urzędników.

Oto najważniejszy, a równocześnie najbardziej przewrotny z elementów „państwa z dykty”. Osierocone dzieci padają nader często ofiarą czegoś, co zgodnie – i jak najsłuszniej – uznajemy za element dobrze funkcjonującego organizmu: autonomii samorządów i niezawisłości sądów. Albo inaczej: byłby to sprawnie funkcjonujący organizm, gdyby sędziowie rodzinni mieli wiedzę o psychologii rozwojowej dzieci, a interes samorządowych instytucji (z PCPR-em rządzącym pieczą zastępczą na czele) był zbieżny z interesem dziecka.

Ekspertka: ten system nie chroni dzieci 

– W tej chwili bycie szefem takiego powiatowego centrum bywa dożywotnią synekurą, o ile jest się w dobrych relacjach ze starostą lub prezydentem – uważa Anna Krawczak. – Lepiej nawet nic nie robić lub wykonywać ruchy pozorowane, bo np. wywalczanie rodzin dla dzieci z niepełnosprawnością oznacza zwykle konflikt z lokalnymi ZOL-ami i DPS-ami, które w ten sposób pozbawia się obsady wolnych miejsc, a więc zagraża „amortyzacji kosztów”. Nie ukrywam, że to jest właśnie moje silne podejrzenie w tej sprawie: że częstochowski ZOL zupełnie nieprzypadkowo walczy o zdrowe dziecko z sondą, i że tej walce sprzyja PCPR.

Jeśli to prawda, krachu polskiej pieczy zastępczej nie uleczy nawet postulowane od dawna radykalne zwiększenie liczby rodzin zastępczych – problem sięga głębiej. I chyba nie da się go rozwiązać bez powołania instytucji, która w tym autonomicznym lokalnym środowisku powie „sprawdzam” (dr Krawczak mówi o mającym realne narzędzia nacisku „rzeczniku praw dzieci w pieczy zastępczej”). Jedno jest pewne: system tak skonstruowany jak w tej chwili, po prostu nie chroni dzieci.

Ożywia za to utarte już powiedzenie, że siłę państwa poznać można po tym, jak traktuje swoich najsłabszych obywateli. Jaka to siła? Dzieci bez rodziców, a na dodatek, jak w przypadku Zuzi, chore czy niepełnosprawne, tułają się od lat po salach ZOL-i czy DPS-ów, mając za swoich reprezentantów i rzeczników pozbawione decyzyjności instytucje, a także garstkę – szczęśliwie głośnych, zdeterminowanych i mądrych – działaczek NGO. Jak widać, czasami to za mało nawet na to, by odmienić los jednej ośmiomiesięcznej dziewczynki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Sieroctwo po państwie