Reklama

Oscary: kino na ludzką miarę

Oscary: kino na ludzką miarę

28.03.2022
Czyta się kilka minut
Mała niezależna produkcja, która opowiada o słyszącej córce głuchych rodziców, rozdartej między wokalną pasją a lojalnością wobec bliskich, okazała się filmem, na który jest dzisiaj szczególne zapotrzebowanie.
Kadr z filmu „CODA” / Materiały prasowe
W

Wbrew przepowiedniom prezydent Zełenski nie dostał honorowego Oscara. Ukrainę potraktowano raczej symbolicznie: chwilą ciszy, paroma znaczkami w klapach i nieśmiałymi hasłami. Tegoroczna gala toczyła się w zupełnie innym świecie.

Miało być jak najbardziej inkluzywnie, choć równocześnie, w celu ratowania słabnącej oglądalności, wyłączono z bezpośredniej transmisji osiem kategorii, również tę z polską „Sukienką” Tadeusza Łysiaka. Odgłosy dalekiej wojny zostały zagłuszone przez kanonady sztucznego śmiechu, a konwencja spektaklu sprawiła, że nawet niekontrolowane emocje wyglądały niczym wyreżyserowane happeningi.

Choć czasem niespodziewanie wkraczało na scenę realne. Na przykład, kiedy poruszająca się na wózku Liza Minelli z trudem panowała nad trzęsącym się ciałem albo kiedy w języku migowym fetowano zwycięski tytuł „CODA” (najlepszy film, scenariusz adoptowany i drugoplanowa rola Troya Kotsura). Ta mała niezależna produkcja, która opowiada o słyszącej córce głuchych rodziców, rozdartej między wokalną pasją a lojalnością wobec bliskich, okazała się filmem, na który jest dzisiaj szczególne zapotrzebowanie.


Głusi: niewysłuchana mniejszość. Reportaże, wywiady, analizy. Jako pierwsi w Polsce konsekwentnie od pięciu lat piszemy o prawach osób głuchych. 


Nie monumentalna i zarazem immersyjna „Diuna” (sześć Oscarów, głównie „technicznych”), nie „Psie pazury”, czyli przewrotny western o ukrytych pragnieniach i trującej męskości (nagroda za reżyserię dla Jane Campion), ani nawet amerykański do szpiku „King Richard: Zwycięska rodzina” o ojcu słynnych tenisistek. Wygrało proste kino na ludzką miarę, raczej do śmiechu i do płaczu niż do kontemplacji czy dyskusji.


Piotr Tarczyński: „Diuna” to jeden z najlepszych filmów science fiction ostatnich lat, imponujące wprowadzenie do sagi, która zachwyciła miliony.


Prawem uśrednionego gustu przegrali więc najlepsi. Jak choćby Olivia Colman czy Benedict Cumberbatch, nie wspominając o całkowitym pominięciu animowanego dokumentu „Przeżyć”, który opowiada o traumie uchodźctwa. Ale przystrojone w poprawne politycznie listki figowe Hollywood miało przede wszystkim dobrze się zabawić i, na przekór wojnom, pandemiom, branżowym kryzysom, samo siebie celebrować. Przecież po to właśnie wymyślono Oscary.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anita Piotrowska / FOT. GRAŻYNA MAKARA
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do pisma „EKRANy”, „Kino” i miesięcznika psychologicznego „Charaktery”. Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]