Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Ordynacja – śmiać się czy płakać

Ordynacja – śmiać się czy płakać

28.11.2017
Czyta się kilka minut
Złożony w piątek w Sejmie projekt zmian w ordynacji jest równie pogmatwany, jak uczucia, które wzbudza przy wstępnym oglądzie – jest tu miejsce na złość, przerażenie i westchnienia ulgi, okruchy aprobaty i morze żałości.
P

Projekt rozpoczyna się zachęcająco – od umocnienia pozycji rad, szczególnie zaś sił lokalnej opozycji. Potem jest kilka zmian systemowych, o których można byłoby spokojnie dyskutować, gdyby nie to, że do wyborów został mniej niż rok. Zmiana systemu wyborczego w gminach, powołanie niezależnej administracji wyborczej czy przemeblowanie trybu prac 24 tysięcy obwodowych komisji zliczających głosy to przedsięwzięcia niezwykle skomplikowane, o trudnych do ogarnięcia społecznych konsekwencjach. Robienie ich w tym tempie byłoby ryzykowne nawet wtedy, gdyby przedstawiona koncepcja była idealnie przemyślana i spinała się chociaż na papierze. Tymczasem najprostszy test pokazuje, że inicjatorzy postawili przed wieloma instytucjami – zarówno istniejącymi, jak i takimi, które dopiero trzeba będzie stworzyć – zadania niewykonalne. Przykładowo: PKW ma powołać 380 powiatowych komisarzy wyborczych w trzy miesiące od wejścia w życie zmian. Taki termin oznacza, że na zadecydowanie, który z kandydatów zostanie takim komisarzem w konkretnym powiecie, komisja ma nie więcej niż godzinę. Szef niewielkiej firmy poświęca więcej czasu na rekrutację sekretarki. A stawką jest to, czy przyszłoroczne wybory nie skończą się organizacyjną katastrofą, przy której zbledną wydarzenia z 2014 r.

Same takie zamiary byłyby wstrząsem, lecz w projekcie cichcem poupychano jeszcze sporo haczyków, mających pognębić realnych i urojonych przeciwników. Ogarnięcie ich nie jest łatwe, lecz jedno stało się już jasne – PiS nie ma pomysłu na żadną ordynacyjną wunderwaffe. Z wszystkich trików łatwiej jest odczytać wątpliwe intencje niż niepodważalne efekty. Wszystkie mogą z łatwością obrócić się na korzyść oponentów. Sama ich skala jest śmieszna, a nie straszna. Wesołe nie jest tylko powstające przy okazji zamieszanie. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Socjolog, publicysta, komentator polityczny, bloger („Zygzaki władzy”). Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Pracuje na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]