Okno na Koszykowej

Spektakl Sceny Faktu Teatru TV przypomina, że wojenne bohaterstwo bywało czasem łatwiejsze niż powrót do normalnego życia.
Czyta się kilka minut
Sławomir Szymankiewicz ps. "Czarnota", Józef Saski ps. "Katoda" oraz Jan Rodowicz ps. "Anoda" / fot. www /
Sławomir Szymankiewicz ps. "Czarnota", Józef Saski ps. "Katoda" oraz Jan Rodowicz ps. "Anoda" / fot. www /

W Wigilię 1948 r. Jan Rodowicz (wojenny pseudonim: "Anoda") miał 25 lat i dziewczynę. Jak każdy człowiek w jego wieku miał także plany: skończyć architekturę, pracować, żyć - po latach w konspiracji i Powstaniu Warszawskim. Wiedział, jak chciałby żyć, ale wiedział też, jak chciałby umrzeć: "Zwyczajnie, w łóżku".

Nie udało mu się ani jedno, ani drugie. W tamten wigilijny wieczór do warszawskiego mieszkania jego rodziców zapukali funkcjonariusze UB. To było pierwsze z fali aresztowań ludzi z legendarnego batalionu AK "Zośka". Dwa tygodnie później, 7 stycznia 1949 roku, Rodowicz już nie żył. Jego śmierć do dziś nie została wyjaśniona. Ubecy twierdzili, że popełnił samobójstwo, wyskakując z okna podczas przesłuchania w gmachu siedziby na Koszykowej. Rodzina, którą o śmierci "Anody" poinformowano dopiero po dwóch miesiącach, nigdy w to nie uwierzyła. Byli przekonani, że Janka zakatowano. "Niechcący" czy celowo - tego już się raczej nie dowiemy.

"Pseudonim Anoda" jest próbą rekonstrukcji ostatnich chwil życia Rodowicza, jego aresztowania i śmierci. To historia czarno-biała: opowiada o młodym, dzielnym chłopcu i katach-ubekach. Tylko czy może być inna? Rodowicz był młody i dzielny, wsławiony zbrojnymi akcjami z czasów AK, z których najsłynniejszą była akcja pod Arsenałem. Bohatersko (słowo bynajmniej nie na wyrost) walczył w Powstaniu. Kiedy jego batalion służył dowództwu jako "straż pożarna", rzucano go tam, gdzie było najgorzej. Był wielokrotnie ranny. Dobry dowódca, inteligentny i przewidujący, do końca dbał o podwładnych. Wyróżniało go także niebywałe poczucie humoru: podobno z grona dowódców tylko jemu jednemu można było robić kawały.

Wychował się w patriotycznym duchu, w "rodzinie kryminalistów" - jak mówi jego kuzyn, obecnie 92-letni Władysław. Niemal każdy z Rodowiczów siedział w więzieniu, i za cara, i za komunistów, z powodów zawsze tych samych - czyli politycznych. Choć Jan sześć lat niemieckiej okupacji spędził z bronią w ręku, z wojny wyszedł nieskażony bohaterszczyzną i realnie patrzył na sytuację w nowej Polsce. Nie odcinał się od przeszłości: gromadził wspomnienia i dokumenty batalionu. Ale zdawał też sobie sprawę, że dalsza walka nie ma szans. Chciał nadrobić czas wojny.

Właśnie tęsknota za zwyczajnością, codziennymi drobiazgami i przyjemnościami sprawia, że postać "Anody" w spektaklu nie wydaje się jednowymiarowa. Widzimy bohatera (w tej roli Łukasz Dziemidok), który wciąż nosi oficerki, ale planuje już inne - cywilne - życie. Jest w tym wszystkim smutek: codzienność tysięcy niebohaterów dla niego okazuje się niedostępna. Jest także mrok w zetknięciu z ponurą szarością więziennej celi. Mrok znacznie bardziej bolesny niż podczas wojny. Wtedy walka z Niemcami była oczywista, a ryzyko wówczas ponoszone łatwiejsze do przyjęcia. Trudno pogodzić się z tym, że przeżyło się hekatombę Powstania tylko po to, by zbierać ciosy i upokorzenia ze strony rodaków. Trudno odchodzić wtedy, kiedy życie właśnie zaczyna się na nowo.

PSEUDONIM ANODA, Scena Faktu Teatru TV, scen.: Paweł Mossakowski, reż.: Mariusz Malec, Polska 2008, TVP 1, poniedziałek 19 V, 20.10

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2008